Karolina Łachmacka

Vivien Leigh

Vivien Leigh
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Legendarna i jedna z najwybitniejszych aktorek w historii kina i teatru. Zagrała w zaledwie 19 filmach, ale zdobyła dwa Oscary za role główne, BAFTA, nagrody nowojorskiej krytyki, a także teatralnego odpowiednika Oscara, Tony dla najlepszej aktorki w musicalu. Choć żyła krótko, jak to ktoś trafnie ujął, jej intensywne życie przypominało żywot więcej, niż kilku osób.

Urodziła się w bajecznej scenerii Indii, położonego wśród Himalajów Dardżelingu. Jej rodzice, młode brytyjskie małżeństwo Ernest i Gertrude Hartley, nazwali urodzoną 5 listopada 1913 roku dziewczynkę Vivian Mary Hartley. Jej matka przez okres ciąży miała codziennie modlić się przy panoramie Himalajów, by uroda jej dziecka dorównała widokowi, jaki się przed nią roztaczał. Konserwatywna katoliczka Gertrude nadała małej córeczce drugie imię na cześć Dziewicy Maryi. Rodzice Vivien przebywali w kolonii brytyjskiej, której częścią były wówczas Indie, gdyż Ernest był bogatym przedsiębiorcą. Gertrude miała później wydać na świat bliźnięta, ale niestety, dzieci nie przeżyły i Vivian pozostała jedynym dzieckiem swoich rodziców.

Rodzice Vivian byli dziećmi majętnymi, a Gertrude powierzyła opiekę nad córeczką egzotycznej niani. Vivian wyróżniała się spośród innych dzieci. Była niezwykle rezolutna i inteligentna i bardzo mało czasu poświęcała na sen. Jej ojciec występował w amatorskim teatrze. Vivian, podobnie jak on, miała niezwykłe poczucie humoru, często rubaszne, kiedy już stała się dorosłą kobietą, co bardzo zatrważało jej matkę, kobietę wiecznie poważną. W wieku 3 lat Vivian miała zaśpiewać piosenkę, ale kiedy stanęła przed grupką publiczności, jaką stanowili jej znajomi, powiedziała, że nie będzie śpiewać, ale recytować.

Kiedy dziewczynka podrosła, wraz z rodzicami, już po zakończeniu I wojny światowej, wyjechała w podróż do ojczyzny. Matka uznała, że jej dziecko najlepszą edukację odbierze w specjalnej katolickiej szkole z internatem i zostawiła sześcioletnią Vivian w klasztorze im. Najświętszego Serca Maryi Panny w Roehampton. Vivian miała nie widzieć ani ojca, ani matki, przed ponad rok. To stanowiło dla niej duży szok, bo przyzwyczajona była do ich niemal ciągłej obecności. W klasztorze była najmłodszą uczennicą. By było jej raźniej, matka przełożona zgodziła się zrobić wyjątek i Vivian trzymała w swoim pokoju kotka. Zwierzęta te miały pozostać jej wielką miłością do końca życia. W Roehampton uczyła się też irlandzka dziewczynka, starsza od Vivian o 2,5 roku Maureen O’Sullivan. Dziewczynki zaprzyjaźniły się, po latach zaś Maureen zrobiła karierę jako aktorka, grając także z Vivien w „Jankesie w Oksfordzie” (1938), jest też matką znanej aktorki Mii Farrow. Vivian szybko stała się ulubienicą innych dziewczynek i sióstr zakonnych. Wygrała konkurs na najpiękniejszą uczennicę (tuż za nią na podium stanęła Maureen).

Matka zabrała Vivian po jakimś czasie tylko po to, by odebrała edukację w różnych zakątkach świata. Dzięki podróżom po Niemczech czy Francji Vivian zdobyła gruntowną edukację, nauczyła się biegle mówić w kilku językach, poza tym uwielbiała literaturę (jej ulubionym pisarzem był Charles Dickens) i historię, szczególnie starożytną. Jej znajomość francuskiego przydała jej się m.in. na potrzeby ról Emmy Hamilton w „Lady Hamilton” (1941), czy tytułowej w „Annie Kareninie” (1948).

Vivian od małego odznaczała się unikalnym sposobem bycia i nieodgadnioną osobowością. Była urodzoną damą, a gruntowna edukacja tylko utrwaliła jej znajomość savoir vivre’u, ogólnie znana też była z niezwykłego poczucia humoru i przyciągania uwagi i sympatii wszystkich w towarzystwie. Jednak bywały chwile, kiedy oddalała się w ustronne miejsce i przesiadywała sama. Jej zmienne stany były dla większości niezrozumiałe.

Vivian nie czuła się najlepiej pod czujnym okiem matki i wiedziała, że jedynym sposobem na osiągnięcie jako takiej wolności jest małżeństwo. Jeszcze w dzieciństwie obejrzała sztukę teatralną i wiedziała już, co chce w życiu robić. „Zostanę wielką aktorką”. Słowa dotrzymała.

Nastoletnią Vivian przyciągnęła osoba statecznego, starszego od niej o 12 lat prawnika, Herberta Leigh Holmana. Leigh był wysokim blondynem, człowiekiem poważnym i oczytanym. Zrobił na Vivian wrażenie. Choć miał zamiar poślubić inną dziewczynę, urok Vivian Hartley był nie do odparcia. Vivian nie poinformowała go przed ślubem, że zamierza zostać aktorką. Pobrali się w grudniu 1932 roku, zaledwie miesiąc po 19. urodzinach Vivian.

Lady Hamilton (1941)

Lady Hamilton (1941), reż. Alexander Korda

Tuż po ślubie Vivian powiedziała mężowi, że zamierza zostać aktorką. On początkowo przyjął tę wiadomość ze spokojem – w końcu była młoda, pewnie jej przejdzie. Ale Vivian dostała się do Royal Academy of Dramatic Arts, prestiżowej szkoły aktorskiej z tradycjami w Londynie. Ku jej złości okazało się, że oczekuje dziecka. W czerwcu Gertrude i Leigh zadecydowali, że musi odpoczywać i czekać na rozwiązanie w spokoju, w domu, nie przemęczając się, co zirytowało ją jeszcze bardziej. 12 października 1933 roku Vivian urodziła córkę, Suzanne, jednak poród był przedwczesny i trudny. Koleżance miała się zwierzyć, że rodzenie dzieci nie przypadło jej do gustu i przez dłuższy czas nie zamierzała mieć ich więcej.

Jak tylko stało się to możliwe, Vivian wróciła do pracy na scenie. Uwielbiała życie towarzyskie i mnóstwo wieczorów, a nawet nocy, nie było jej w domu. Wychowaniem Suzanne zajęła się przede wszystkim jej babcia, a także niania. Leigh nie krył dezaprobaty dla aktorskiego światka, w którym obracała się jego żona, ale nie mógł nic poradzić – Vivian zawsze stawiała na swoim.

W 1934 roku na scenie obejrzała sztukę teatralną ze wschodzącą brytyjską gwiazdą, Laurence’em Olivierem. Towarzyszyła jej koleżanka. Vivian miała powiedzieć: „Zamierzam zostać jego żoną„. Towarzyszka aktorki była zszokowana – przecież Vivian miała już męża i do tego kilkumiesięczne dziecko. Do tego Olivier także miał żonę, córkę znanej brytyjskiej aktorki Evy Moore, Jill Esmond. To jednak nie zdawało się być dla Vivian żadnym problemem. Po spektaklu zawitała do garderoby przedmiotu swej fascynacji, pogratulowała mu i zostawiła na szyi całusa, o którym nie mógł nigdy zapomnieć.

W 1935 Vivian zaangażowano do roli „The Mask of Virtue”. Jej kreacja wywołała spore zamieszanie, okrzyknięto ją największym odkryciem teatralnym ostatnich czasów. Udzielając wywiadów, Vivian brała na ręce małą Suzanne, a gazety rozpisywały się, że przepiękna młoda aktorka z powodzeniem łączy karierę i rolę matki. Niewiele to miało wspólnego z prawdą, jak po latach wspomniała Suzanne Holman, matka brała ją na ręce tylko na potrzeby zdjęć, potem na wieczność mała wędrowała na ręce niani.

Laurence Olivier był od tej pory do końca życia największą obsesją i miłością w życiu Vivian. Zasugerowano jej zmianę nazwiska, teraz występowała jako Vivien Leigh. Po sukcesie „The Mask of Virtue” prominentny brytyjski producent filmowy Alexander Korda podpisał kontrakt filmowy z Vivien. Pojawiła się w kilku niewielkich rólkach, jednak pierwszy raz uwagę filmowej krytyki zwróciła rolą damy dworu królowej Elżbiety I (Flora Robson) w „Wyspie w płomieniach” (1937). Główną rolę męską i, o ironio, kochanka jej postaci, Cynthii, grał… Laurence Olivier. Ich romans wybuchnął na planie z całą intensywnością. Nieważne było to, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nim - Jill Esmond właśnie oczekiwała dziecka. Nawet narodziny Tarquina Oliviera, syna Larry’ego z Esmond, nie powstrzymały kochanków. Po trasie teatralnej, gdzie on grał Hamleta, a Vivien Ofelię, wyprowadzili się z domów. Jeszcze rok wcześniej Olivier wypoczywał na Capri z Jill, a Vivien, chcąc być blisko niego, wyjechała tam z przyjacielem męża, Oswaldem Frewenem, jako „przykrywką”, o czym nie miał pojęcia nawet sam zainteresowany. Leigh Holman był załamany. W ciągu tych kilku lat małżeństwa zdążył szczerze pokochać Vivien. Jak miał powiedzieć Frewenowi, zawsze miał w gotowości świeżo wypraną pidżamę żony. „Będzie gotowa, kiedy Vivien wróci„. Ale nie wróciła już nigdy. Jill Esmond, według słów jej syna Tarquina, posiwiała w wieku zaledwie 29 lat, ze zgryzoty. Co najbardziej ją dziwiło, i bolało, nie potrafiła nienawidzić Vivien. Była po prostu zbyt urzekająca. Już na Capri wypytywała Jill o upodobania kulinarne Larry’go, jaką jajecznicę lubi, itp. Z Leigh także pozostała w świetnych stosunkach. Holman miał pozostać jednym z jej najlepszych przyjaciół do końca jej życia. Przez kilka lat prosiła o rozwód. Doczekała się dopiero w 1940.

Jeszcze w 1937 Vivien zagrała z Conradem Veidtem w „Dark Journey”, a także w komedii romantycznej „Burza w szklance wody” z Rexem Harrisonem, który miał stać się jej dozgonnym przyjacielem. „Patrzyłem w tę doskonale piękną istotę jak w obrazek, ale jedyne, o czym chciała rozmawiać, to Larry Olivier. Byłem w niej zakochany, to fakt, ale nie miałem złudzeń” – przyznał Rex. W 1938 roku Vivien dostała rolę ulicznej artystki, Libby, w „Zaułku św. Marcina” z Charlesem Laughtonem. Nie przepadała za nim, ale ich duet na ekranie wypadł rewelacyjnie. To jedna z bardziej nietypowych ról w dorobku Vivien, gdzie z urokiem podśpiewuje i tańczy, i jest po prostu, jak zawsze zresztą, magnetyczna. Także w 1938 do Wielkiej Brytanii przybyli ludzie z MGM, którzy we współpracy z Kordą kręcili „Jankesa w Oksfordzie” (1938) z Robertem Taylorem i Maureen O’Sullivan, dawną dziecięcą przyjaciółką Vivien. Spotkanie z Maureen nie było najłatwiejsze. Aktorka była żoną Johna Farrowa, zatwardziałą katoliczką, a postępowanie Vivien wydawało jej się niemoralne. Vivien w roli Elsy Craddock była wprost czarująca i wielu uznaje, że tą rolą chciała zwrócić na siebie uwagę Davida O. Selznicka, przygotowującego „Przeminęło z wiatrem”.

Jankes w Oksfordzie (1938)

Jankes w Oksfordzie (1938), reż. Jack Conway

Po przeczytaniu nagrodzonej Pulitzerem powieści Margaret Mitchell Vivien była pewna, że jest idealną odtwórczynią roli Scarlett O’Hary. Przekonywała brytyjskich przyjaciół, którzy namawiali Oliviera do ubiegania się o rolę Rhetta Butlera, że zagra Scarlett. Oni pukali się w czoło. Vivien, choć piękna i zdolna, miała na koncie kilka nieznanych zupełnie w Hollywood filmów brytyjskich. Jak mogła konkurować o rolę z największymi gwiazdami Hollywood? Ale ona nie przyjmowała do wiadomości możliwości przegranej. Zdążyła nauczyć się na pamięć każdej sceny w książce, w której występowała Scarlett, a była to praktycznie cała powieść.

Olivier zdobył sobie popularność w Wielkiej Brytanii i reżyser William Wyler zaproponował mu rolę Heathcliffa w ekranizacji „Wichrowych wzgórz”, które produkować miał Samuel Goldwyn. Na rozmowie Olivier pokazał się z Vivien i zaproponował, by Wyler obsadził ją w roli Cathy. Wyler odmówił, bo rolę dostała już Merle Oberon. Zaproponował jej rolę drugoplanową Isabelli. Vivien kategorycznie odmówiła. „Jeśli nie zagram Cathy, nie zagram wcale„. Wyler swoją odpowiedzią popełnił jedno z największych faux pax w historii kina: „Vivien, nie otrzymasz lepszej roli na debiut w Hollywood„.

Tymczasem Vivien pojawiła się 10 grudnia 1938 roku na planie pierwszych zdjęć do „Przeminęło z wiatrem”. Ponieważ wciąż brakowało odtwórczyni roli Scarlett, a postać ta bierze udział w niemal każdej scenie, Selznick zaplanował nagrywanie sceny pożaru Atlanty z udziałem kaskaderów. W płomieniach pojawiła się piękna Vivien w towarzystwie Myrona Selznicka, agenta hollywoodzkiego Oliviera, a prywatnie – brata Selznicka. Miał mu powiedzieć: „Geniuszu, masz swoją Scarlett O’Harę!„. Selznick był oczarowany. Vivien Leigh nie była mu kompletnie nieznana. Jej zdjęcie znajdowało się w steku fotografii dziesiątek gwiazd i nieznanych aktorek, które miały nadzieję na rolę w superprodukcji. Selznick obejrzał Vivien w „Jankesie w Oksfordzie”, ale uznał, że się nie nadaje. Spotkanie na żywo zmieniło jego pogląd. Tego samego wieczoru George Cukor przeprowadził z nią mały test, czytając z nią dialog. Był urzeczony. Niebawem Vivien przeszła testy zdjęciowe i Selznick, jak i Cukor byli pewni. Po dwóch tygodniach zaskoczyła ich ponownie – wyszlifowała swój akcent do perfekcji do tego stopnia, że Brytyjka brzmiała jak rasowa dama południa.

Praca na planie była dla Vivien bardzo wyczerpująca. Przez sześć miesięcy pracowała od świtu do nocy, grała niemal w każdej scenie. Selznick, by chronić jej „dziewiczy” wizerunek, zadbał, by Olivier pracował na Wschodnim Wybrzeżu, na Broadwayu w „No Time For Comedy”. Udało jej się pojechać do niego na weekend, jednak używała swego uroku jak tylko mogła, by dziennie nakręcić jak najwięcej materiału. Ponadto kłóciła się z Victorem Flemingiem, który ku jej rozpaczy zastąpił Cukora po kłótni reżysera z Selznickiem. Chodziła w niedziele, jedyny wolny dzień w tygodniu, na lekcje i wskazówki do Cukora. „Zagraj ją jak sukę” – mówił Fleming. Vivien nalegała, by Scarlett pokazać jako kobietę, która miała rzeczywiste powody do swoich niegodziwości. Fleming doprowadzał ją do płaczu, mówiąc: „Jak coś ci się nie podoba, to zabieraj swój królewski brytyjski tyłek z powrotem tam, gdzie jego miejsce!„. Vivien musiała wykazać się nie lada inwencją i talentem, bo film nie był kręcony scenami chronologicznie. Oznacza to, że jednego dnia aktorka grała nastoletnią, beztroską Scarlett na przyjęciu w Dwunastu Dębach, a następnego była zrozpaczoną wdową Scarlett. Na koniec Selznick zarządził, by nakręconą początkowo scenę otwierającą film, kiedy Scarlett rozmawia z bliźniętami Tarleton, nakręcić ponownie (w pierwotnej wersji Scarlett siedzi w biało-zielonej sukni, w której potem widać ją na przyjęciu u Wilkesów). Selznick chciał, by Scarlett w tej scenie miała białą suknię, symbolizującą jej czystość. Po nakręceniu jej w nowej wersji Selznick uznał, że Vivien jest przemęczona. Wysłał ją na urlop, a ostatnią scenę nakręcono po jej powrocie.

Choć początkowo wiadomość o obsadzeniu Brytyjki w sztandarowej roli kobiety Południa wywołało skandal, po premierze nikt nie miał wątpliwości, że Vivien Leigh była perfekcyjna. Margaret Mitchell, która nie była entuzjastką powstania filmu „Przeminęło z wiatrem”, po obejrzeniu filmu powiedziała o niej „to moja Scarlett„. Selznick miał nie lada problem z Vivien, która na huczną premierę w Atlancie 15 grudnia 1939 roku odmówiła udziału w wydarzeniu bez Oliviera. Selznick niechętnie zgodził się.

Przeminęło z wiatrem (1939)

Przeminęło z wiatrem (1939), reż. Victor Fleming, George Cukor, Sam Wood

W 1940 roku Vivien okazała się bezkonkurencyjna w walce o Oscara. Nominację otrzymał też Olivier, za „Wichrowe wzgórza” (1939), ale przegrał z Robertem Donatem. Oscar dla Vivien nie sprzyjał ich związkowi. Warto zauważyć, że choć pojawili się razem na rozdaniu nagród, nie istnieje zdjęcie, na którym są wspólnie z Oscarem Vivien. Swojemu synowi Olivier wyznał po latach, że kiedy wracali limuzyną do domu, miał ochotę wyrwać statuetkę Vivien i uderzyć nią ją w głowę.

Aby zagrać Scarlett, Vivien musiała podpisać standardowy aktorski siedmioletni z Selznickiem. Ale on nie wiedział, że Vivien nigdy nie zamierzała się z niej wywiązać. Selznick chciał, by zagrała drugą panią de Winter w „Rebece” (1940) Alfreda Hitchcocka. Vivien nie wykazała zainteresowania do czasu, aż dowiedziała się, że rolę męską powierzono Larry’emu. Ale wówczas Selznick i Hitchcock, po testach zdjęciowych, oznajmili Vivien, że nie nadaje się do roli. W rzeczywistości Selznick przede wszystkim nie chciał, aby wizerunek Vivien jako twardej Scarlett nie kolidował z nieśmiałą postacią książki Daphne Du Maurier. Rolę dostała Joan Fontaine, a ani Vivien, ani Olivier nigdy więcej nie zagrali w filmie Selznicka ani Hitchcocka.

Podobnie sprawa wyglądała z ekranizacją „Dumy i uprzedzenia” (1940) w MGM w reżyserii Roberta Z. Leonarda. Vivien zaproponowano rolę Elizabeth Bennett, ale odrzuciła ofertę. Dowiedziała się o obsadzeniu Oliviera, kiedy już rolę Elizabeth dostała jego dawna kochanka, Greer Garson. W „Pożegnalnym walcu” mieli zagrać razem, ale kiedy Vivien podpisała już zobowiązanie, dowiedziała się, że partnerować jej będzie Robert Taylor. Rola Myry w tym filmie jest moim zdaniem drugą, po Scarlett O’Harze, najlepszą rolą w dorobku filmowym Vivien i powinna za nią otrzymać drugiego Oscara.

W 1940 roku Vivien i Larry zainwestowali swoje pieniądze, zarobione dzięki filmom w Hollywood, we własną inscenizację „Romea i Julii” na Broadwayu. Niestety, przedstawienie okazało się klęską, a kochankowie stracili pieniądze. To dlatego ucieszyła ich perspektywa występu w „Lady Hamilton” (1941) w reżyserii starego przyjaciela Alexandra Kordy.

31 sierpnia 1940 roku, tuż po legalizacji ich rozwodów z poprzednimi małżonkami, Vivien wyszła za Oliviera. Ich świadkami byli zaprzyjaźnieni Katharine Hepburn i Garson Kanin. Pozostali oni przyjaciółmi Vivien aż do jej śmierci.

Vivien nigdy nie ukrywała, że od filmu preferuje scenę. Po zdobyciu Oscara była rozchwytywana. Mogła zagrać w najlepszych i najbardziej kasowych produkcjach. Ona jednak wybrała teatr. Vivien z powodzeniem grała Jennifer Dubedat w „Doctor’s Dilemma”, a także Sabinę w „The Skin of Our Teeth”. Miały powstać ekranizacje tych sztuk z nią w roli głównej, ale niestety, nic z tego nie wyszło.

Kolejny film Vivien to nakręcony w kolorze „Cezar i Kleopatra” (1946) Gabriela Pascala na podstawie sztuki George’a Bernarda Shawa. Rolę Cezara zagrał Claude Rains. W filmie wystąpił też zaprzyjaźniony Stewart Granger. Ekranizacja ta nie jest zbyt znana, ale krytycy zgodnie uznają, że Vivien Leigh pod względem aktorskim była najlepszą filmową Kleopatrą.

Na planie Vivien odkryła, że oczekuje dziecka. Była niezwykle szczęśliwa. Niestety, podczas kręcenia sceny, kiedy Kleopatra goni i bije niewolnika, Vivien poślizgnęła się, upadła i straciła dziecko. Miał to być chłopiec. Vivien nigdy nie wybaczyła Pascalowi; ponoć scena była nakręcona wcześniej, ale Pascal chciał kolejnych dubli.

To poronienie było początkiem tragedii Vivien. Jej stan zdrowia pogorszył się drastycznie. Vivien dużo paliła, także piła. Wykazywała objawy gruźlicy i z tego powodu musiała odrzucić wiele ról („Akt oskarżenia” i „Osławiona” Hitchcocka, „Saratoga Trunk” Sama Wooda). Co najgorsze, wykazywała coraz poważniejsze objawy choroby psychicznej. Zdiagnozowano u niej maniakalną depresję. Pod koniec lat 40. w tournee po Australii poznali z Olivierem młodego aktora, Petera Fincha, który został jej kochankiem. Vivien chyba sama nie wiedziała, z kim sypia, bo często nazywała Fincha „Larry”. Zgodnie z klasycznymi objawami choroby, miała niezwykłe potrzeby seksualne. Olivier nie nadążał za nią i dla własnego spokoju pozwalał na rozwój romansu. Niebawem powiedziała mężowi, że już go nie kocha.

(1951) A Streetcar Named Desire

Tramwaj zwany pożądaniem (1951), reż. Elia Kazan

W Londynie Vivien grała w inscenizacji „Tramwaju zwanego pożądaniem” na podstawie sztuki Tennessee Williamsa. Vivien miała mieć na punkcie tej roli taką samą obsesję, jak niegdyś na punkcie roli Scarlett. Przyjaciele wiedzieli, że rola chorej psychicznie Blanche Dubois szkodzi jej samej, ale Vivien nie słuchała. Warner Bros. obsadził ją w roli Blanche w filmowej wersji sztuki, z Marlonem Brando w jednej z jego pierwszych pamiętnych ról. Choć otrzymała drugiego Oscara, jej stan psychiczny był tragiczny.

Vivien pracowała na planie „Elephant Walk” (1954), ale miała załamanie nerwowe i zastąpiła ją Elizabeth Taylor. Jej małżeństwo z Olivierem istniało właściwie na pokaz. Uśmiechali się i całowali publicznie, na potrzeby prasy. Ale w rzeczywistości Vivien żyła we własnym świecie, potrafiła być agresywna. Proponowała seks przyjaciołom, których często nie rozpoznawała. Oliviera potrafiła zbudzić w nocy, bijąc go po twarzy mokrym ręcznikiem i obrażając go. On miał kochanki (i, jak niektórzy twierdzą, kochanków), o których Vivien najprawdopodobniej wiedziała. Z jedną z nich, Claire Bloom, grała w 1957 na scenie w „Duel of Angels” i według słów Claire, nie była zdziwiona, gdy Claire opowiedziała jej, że uprawiała z Olivierem seks w sypialni Vivien. W 1956 roku Vivien ogłosiła, że jest w ciąży. Aktorka miała 42 lata i było to nie lada sensacją. Vivien chciała nazwać dziecko, jeśli byłaby to dziewczynka, Kathryn. Niestety, poroniła w sierpniu 1956 w piątym miesiącu ciąży. Olivier wciąż miał kochanki i jak powiedział synowi, Tarquinowi, poronienie Vivien w 1956 było gwoździem do trumny ich małżeństwa. Olivier bowiem romansował z młodą aktorką Joan Plowright. Niebawem zażądał rozwodu, który orzeczono w 1960.

Vivien od końca lat 50. do swojej śmierci związana była z o kilka lat młodszym aktorem, Jackiem Merivale. Jack kochał Vivien z ukrycia od kilkunastu lat. Poznał ją w 1940 roku, pracując nad „Romeo i Julią” na Broadwayu. Ze związku Vivien i Jacka zadowolony był Olivier, bo wiedział, że ten zaopiekuje się Vivien, której stan bywał drastyczny – maniakalna depresja objawiała się stanami wielkiej ekscytacji aż do myśli samobójczych. Mimo to przyjaciele Vivien powiedzieli, że od kiedy opuścił ją Olivier, Vivien zmierzała ku końcowi. Mimo rozwodu, na jej półce do końca stała fotografia Oliviera. Jack kochał ją nad życie, choć wiedział, że jest w cieniu innego mężczyzny. Vivien pozostawała pod opieką Jacka i matki, Gertrude. Nawiązała też lepsze córki z córką, która dała jej trzech wnuków. Vivien powiedziała, że bycie babcią było lepsze od czegokolwiek innego.

Aktorka w 1961 roku zagrała w pierwszej ekranizacji powieści Tennessee Williamsa, Rzymska wiosna Pani Stone. Film zyskał różne recenzje, ale rola Vivien była jak zawsze chwalona. Jej ostatnia rola to Mary Treadwell w „Statku szaleńców” (1965). Za tę rolę otrzymała francuską nagrodę filmową.

Latem 1967 objawy gruźlicy nasiliły się. Lekarze ostrzegali, że powinna rzucić palenie i mniej pić. Ale ona nie słuchała. 7 lipca 1967 toku w jej mieszkaniu w Londynie pojawił się Jack, tuż po przedstawieniu sztuki, w której grał. Na poduszce spał ukochany kot Vivien, syjam Poo Jones. Po pewnym czasie zajrzał do pokoju ukochanej i zobaczył ją nieprzytomną na podłodze. Nie żyła. Zadzwonił do Oliviera, który przybył do niej i spędził kilkanaście minut nad jej ciałem. Zmarła na gruźlicę.

Mogło by się zdawać, że miała wszystko. Ale Vivien zawsze chciała być doceniona jako aktorka. Jej niezwykła uroda, dzięki której nazywano ją najpiękniejszą kobietą świata, zdawała się być pretekstem, by zapominać o jej talencie. A Vivien Leigh pokazała, że była wielką aktorką filmową i teatralną, wybitną artystką, która mimo krótkiego życia, dała światu kawał pięknej sztuki, za który wszyscy powinniśmy być jej wdzięczni.

Obecnie trwają ostatnie prace nad reedycją biografii aktorki autorstwa Hugo Vickersa, we współpracy z córką Vivien, Suzanne Holman Farrington.

(Visited 71 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>