Karolina Łachmacka

Stacy Martin

Stacy Martin
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj
W jednym z artykułów poświęconych tej młodej aktorce napisano, że w filmie von Triera zagrała ona więcej rozbieranych scen, niż niejedna aktora w całej swojej karierze. To prawda i można różnie podchodzić do tego występu. Uważam, że jest on udany. Martin przypomina mi nieco młodą Evę Green z „Marzycieli” (2003) Bertolucciego. Mało prawdopodobne, by występ w „Nimfomance” był per se „nieświadomy”, jak to miało miejsce w przypadku Marii Schneider w „Ostatnim tangu w Paryżu” (również w reżyserii Bernarda Bertolucciego), która nigdy po premierze tego obrazu nie odzyskała równowagi psychicznej.
Stacy jest świadoma tego, co wywołuje jej rola. A jest to coś więcej, niż święte oburzenie. Debiutująca Martin robi wszystko to, czego dopuszczają się najbardziej rozochocone panie. Udana kreacja młodej aktorki kryje się w jej naturalnej subtelności. Kiedy Stacy i jej przyjaciółka podróżują pociągiem w celu „zaliczenia” jak największej liczby przypadkowych kochanków, ta eskapada sama w sobie jest traktowana na równi z potrzebą fizjologiczną – zdejmujemy majtochy, siusiamy, nakładamy majtochy, zapinamy spodnie, i robimy swoje. Oczywiście, że seks jest potrzebą fizjologiczną. Ale czy o to tutaj chodzi u von Triera?
Stacy Martin broni się w swojej roli z dwóch powodów. Po pierwsze, jest naturalna i wbrew temu, co czyni Joe, niewinna. Po drugie młoda Joe dobrze współgra z tą doświadczoną, poturbowaną kobietą graną już przez Charlotte Gainsbourg. Kontrast dziewczyny niedoświadczonej, poszukującej z tą z bagażem doświadczeń i jeszcze bardziej zagubioną to silny punkt na korzyść Stacy Martin.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>