Karolina Łachmacka

Pauline Frederick

Pauline Frederick
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Amerykańska gwiazda filmu niemego, choć wielką karierę zrobiła także na scenie.

Pauline Beatrice Libby przyszła na świat 12 sierpnia 1883 roku w Bostonie. Jak sama powiedziała w wywiadzie, była Amerykanką, choć jej matka miała szkockich, a ojciec angielskich i francuskich przodków. Od dziecka fascynował ją show biznes i marzyła, że stanie się elementem świata, który wzbudzał w niej tak intensywne uczucia. Pauline postawiła na karierę w teatrze.

W dzieciństwie wraz z przyjaciółką biegały do teatru kiedy udało im się zaoszczędzić parę dolarów na bilety. Potem odgrywały w domu to, co widziały na scenie. Koleżanka poparła marzenia Pauline. Ta lubiła też śpiewać i trafiła do menedżera wodewilu w Bostonie i namówiła go, by wysłuchał jej wykonania kilku piosenek. Ten zatrudnił ją na tydzień i zapłacił 50 dolarów, pierwsze zarobione przez aktorkę pieniądze. Na scenie poczuła się jak ryba w wodzie i wiedziała, że jej następnym przystankiem w karierze może być nawet Nowy Jork.

Państwo Libby, rodzice Pauline, byli zamożnymi ludźmi. Ojciec początkującej aktorki nie chciał, by jego nazwisko szargała taką profesją. Dlatego przyjęła nazwisko Frederick. Państwo Libby rozwiedli się i matka z córką wyjechały do Nowego Jorku. Tam legalnie obie zmieniły nazwisko na Frederick. Z ojcem relacji już nigdy nie udało jej się odbudować. Wydziedziczył ją i była to głośna sprawa, opisywana przez prasę. Związek z matką także nie był dla aktorki łatwy. Pani Frederick całe życie chciała mieć wpływ na życie zawodowe i prywatne córki.

W Nowym Jorku matka i córka usilnie szukały pracy dla Pauline. Udało im się zdobyć posadę tancerki rewiowej w „The Rogers Brothers in Harvard”. Była pracowita i utalentowana i producenci doceniali jej wytrwałość w dążeniu do celu. Dostawała małe rólki, ale za to regularnie. Niebawem obsadzono ją jako zastępstwo w rolach głównych w musicalach i komediach. Zastępstwa takie polegały na byciu swego rodzaju rezerwową w momencie, kiedy obsadzona osoba nie mogła wystąpić. W 1904 roku w „It Happened in Norland” zastępowała Blanche Ring, która niespodziewanie odeszła z projektu. Pauline okazała się wielkim sukcesem. Mimo świetnego wokalu, jej ambicją były role dramatyczne. Choć jako aktorka musicalowa była gwiazdą, zdecydowała się od początku, od maleńkich ról, wdrapywać się na podium prominentnej aktorki dramatycznej. I udało jej się.

W międzyczasie Pauline wyszła po raz pierwszy za mąż i na 2 lata zawiesiła karierę. Wróciła na Broadway 11 stycznia 1913 roku rolą Zuleiki w „Joseph and His Brethren”. Sztuka okazała się przebojem. W 1914 roku zaproszono ją do wytwórni filmowej Famous Players Company. Już pierwszy jej film „The Eternal City” (1915) okazał się hitem, choć Pauline nie była najmłodszą aktorką (debiutowała na ekranie mając ponad 30 lat). Początkowo płacono jej 1000 dolarów tygodniowo, niebawem stawka wzrosła do 2000, a potem do 3000 dolarów. Pauline świetnie radziła sobie w różnych rolach. Niestety, niewiele z jej filmów się zachowało – większość uważa się za zaginione.

W 1916 roku Pauline zakochała się w scenarzyście i aktorze, Willardzie Macku. Zagrali razem w kilku filmach, które uważano za gorsze w karierze aktorki. Frederick poślubiła Macka, ale ich związek stał się piekłem. On okazał się gwałtownym alkoholikiem i narkomanem, który nie mógł znieść faktu, że to Pauline jest gwiazdą. Po rozwodzie w 1919 roku Mack zasugerował, że jego małżeństwo zakończyło się z winy matki jego eks-żony. Chcieli się pobrać ponownie, niemniej Mack był na tyle uczciwy, by powiedzieć jej, że jest wciąż uzależniony i ich związek nie miał przyszłości.

Pauline była związana kontraktem z Goldwynem i kiedy on na Zachodnim Wybrzeżu otworzył studio, wraz z matką przeniosła się do Kalifornii. Aktorka pokochała Kalifornię, kupiła tam dwa wielkie domy. Zafascynowało ją też rodeo. Tej pasji nie podzielała bynajmniej matka Pauline.

Jej najsłynniejsza rola w karierze i jedyny nie zaginiony film powstały u Goldwyna, to „Madame X” (1920). Po rozwiązaniu umowy aktorka podpisała kontrakt z Robertson-Cole, gdzie miała otrzymywać 7000 dolarów tygodniowo, a także jej film musiał mieć akceptację aktorki dla reżysera i scenariusza. Decyzja ta okazała się pomyłką. Scenariusze były kiepskie, a Pauline obwiniała siebie o bycie słabą bizneswoman. Jej matka wciąż kłóciła się o wpływ na nią z kolejnymi mężczyznami w jej życiu. W 1922 postanowiła wrócić na scenę.

Na Broadwayu aktorka odniosła sukces większy, niż kiedykolwiek przedtem. Podróżowała po całym kraju, a nawet po Australii. W 1926 zagrała w scenicznej wersji „Madame X” i jej rola przyniosła jej jeszcze większą popularność. Po dwóch latach nieobecności, w 1924 wróciła na ekran rolą w wyprodukowanym przez Vitagraph „Let Not Man Put Asunder”. Zdawało się, że jej czas minął. Ale Ernst Lubitsch obsadził ją w „Trzech kobietach” tego samego roku i ekranowa persona Pauline Frederick narodziła się na nowo. Teraz była aktorką charakterystyczną, grała matki i strudzone żony, ale nigdy niebanalnie. Pauline mimo sukcesu znów opuściła kino dla sceny. Miała zagrać w ekranizacji „Chaty wuja Toma”, ale nic z tego wyszła.

Wraz z nadejściem dźwięku Pauline dała się poznać jako właścicielka głosu o niezapomnianej barwie. Mimo to czas płynął nieubłaganie – na ekranie pojawiły się kolejno Ruth Chatterton i Kay Francis, a potem Joan Crawford i Bette Davis. W „This Modern Age” (1931) zagrała matkę Joan Crawford. Jej rola była niewielka, ale Frederick niewątpliwie „kradła” każdą scenę, w której się pojawiała.

Pauline grała na scenie, czasami w filmach, ale jej zarobki nie starczały na zadowalanie zachcianek jej matki, przywykłej do rozrzutności, czy kolejnych mężów-darmozjadów. Jej małżeństwa były pasmem udręki. Kiedy zdawało się, że osiągnęła szczęście, jej mąż zachorował na raka i Pauline udawała do końca, że nic mu nie jest, nie chcąc go przygnębiać. W 1935 zdrowie matki aktorki podupadło. Pauline opiekowała się nią i sama zachorowała. Nie przestawała pracować. Zachorowała na astmę. Wciąż pracowała, kiedy zabrano ją karetką na reanimację, podłączając do tlenu. W lutym 1938 zmarła jej matka. Zdawało się, że czuła się lepiej, ale ataki astmy nasilały się. 16 września wyszła na kolację z przyjaciółmi, ale wracając ledwo łapała oddech. Weekend spędziła w łóżku, ale w poniedziałek miała kolejny atak. Wezwano lekarza, ale nim nadeszła pomoc, Pauline nie żyła. Miała zaledwie 55 lat.

(Visited 13 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>