Agata Malinowska

Neil Gaiman – Mroczny bajkopisarz

Neil Gaiman – Mroczny bajkopisarz
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Czasem nachodzi mnie chęć na coś zabawnego. Ale może niech też będzie trochę straszne. I pomysłowe – banałowi mówimy „nie!”. Wtedy bez namysłu sięgam na półkę po coś, co opisane jest na grzbiecie nazwiskiem Neila Gaimana.

Wszystkie te wartości są pożądane nie tylko przez czytelników – filmowcy również czyhają na dobre książki. Skutek bywa różny. Bogaty zbiór adaptacji innego tuza popkultury, Stephena Kinga, pełen jest zarówno filmów dobrych, jak i straszydeł w rodzaju „Mrocznej połowy”. Jednak Neil najwyraźniej cieszy się opieką bogów – nie dość, że jak dotąd przewaga perełek, to jeszcze w większości zachowujących to, co u Gaimana najbardziej cenne – niezwykłą, nieco upiorną atmosferę.

Jeśli mam być szczera, to najwcześniejszego „Gaimana na taśmie”, czyli serial „Nigdziebądź”, który dopiero po jakimś czasie ewoluował do postaci świetnej książki, obejrzałam tylko i wyłącznie ze względu na nastrój. Bez tego trudno by mi było długo patrzeć na ten niskobudżetowy obraz nędzy i rozpaczy. Błyskotliwej opowieści przygodowej, rozgrywającej się pod, a czasem i nad Londynem, po prostu nie da się zrealizować za pomocą kiepskich dekoracji, tanich efektów specjalnych i nieciekawych kostiumów. Wyprodukowane przez BBC sześcioodcinkowa mielizna nadaje się tylko dla prawdziwych fanów, a i ci będą zawiedzeni.

Na szczęście dalej jest już tylko lepiej – 9 lat później Gaiman, wraz ze swym przyjacielem (a także znakomitym grafikiem) Davem McKeanem, nakręcili „Lustrzaną maskę”. Porównywany niekiedy do „Labiryntu”, film opowiada o niezwykłej wyprawie do krainy wyobraźni. Uroki niezłego scenariusza nikną jednak przy niesamowitej mieszance Bosha, Dalego i Chagalla, którą serwuje widzowi McKean – scenograf. „Lustrzana maska” do wstrząsające wizualne doświadczenie, które redukuje widza do pary oczu. Po prostu nie ma czasu rozplątywać metafor, które niewątpliwie są w tej baśni obecne. Ten ekscentryczny film zyskał uznanie publiczności na festiwalu w Sundance, pozostał jednak mało znany ze względu na skąpą dystrybucję.

Nie można powiedzieć tego samego o „Gwiezdnym pyle” – jest to dziełko, którego przedstawiać nie trzeba, a zarazem przykład zdecydowanie udanej adaptacji. Wzruszająca, przewrotna historia o chłopcu i gwiazdce z nieba sama w sobie stanowi wartość. Wystarczy tylko jej nie przeszkadzać. Dobry poziom techniczny i starannie dobrana obsada (wyróżnia się oczywiście wytrawny De Niro) uczyniły z tej powieści wielce przyjemny film, podobny być może nieco do stareńkiego „Willow”. Co ważne, akcenty bajkowe, jak i te bardziej mroczne, potraktowano z równą pieczołowitością, nie starając się uczynić z „Pyłu” bajki dla małych dzieci, za co należy się Vaughnowi szacunek.

Zgodnie z chronologią dochodzimy do „Koraliny” – z chwilą gdy zabrał się za nią Henry Selick, można było ze spokojem czekać na interesującą premierę. Rezygnując z realizmu na rzecz animacji poklatkowej, w dodatku wzbogaconej o trzeci wymiar, udało się stworzyć barwną, dziwaczną i hipnotyzującą scenerię. Filmowa historia Koraliny Jones, która znajduje w starym domu drzwi do innego świata, jest chyba mniej ponura niż powieść. Nie zmienia to faktu, że nadaje się świetnie do straszenia bardzo małych dzieci, a nawet niektórych większych.

Po takim przeglądzie trudno mieć jeszcze wątpliwości co do tego, że Neil Gaiman nie tylko dobrze pisze. Sprawdza się również jako muza – potrafi wydobyć z reżysera to, co w nim najlepsze. Być może już niedługo przetestujemy tę tezę na przykładzie ekranizacji kolejnej powieści. „Księga cmentarna” to urocza historia chłopca wychowanego przez martwych ludzi. Czytanie jej dostarcza pół na pół świetnej zabawy i dawki melancholii. Liczę na to samo w kinie.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>