Karolina Łachmacka

Ava Gardner

Ava Gardner
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Uważam, że była ona jedną z większych ofiar machiny show biznesu. I pomyśleć, że wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej.

Ava Lavinia Gardner przyszła na świat w 1922 roku. Była dzieckiem pochodzącym z wielodzietnej, niezbyt majętnej rodziny. W czasie wakacji pojechała do Bapsie, swojej siostry. Traf chciał, że mąż Bapsie dostrzegł urodę młodziutkiej Avy i „użył” jej zdjęcia na wystawie swego sklepu. Zobaczył ów fotografię łowca talentów MGM, a reszta to już historia.

Dlaczego wedle mojej oceny Ava to ofiara show biznesu? Nie tylko jej życiorys na to wskazuje. Nieszczęśliwe małżeństwa, życie w poszukiwaniu niespełnionych namiętności, wreszcie – choroby, które doprowadziły do jej nie tak późnej przecież śmierci. Gdyby ów sądnego dnia Ava Gardner pozostała piękną dziewczyną z prowincji, pewnie wyszłaby za jakiegoś pracowitego ziomka i urodziła mu gromadkę dzieci. Nie twierdzę, że to scenariusz życia, o którym każdy marzy. Avie jednak przyszło znaleźć się w paszczy lwa. Niemal dosłownie.

Po przybyciu do Kalifornii, jeszcze zanim piękną dziewczynę posłano przed kamerę, musiała przejść swoisty tuning. Ale w przypadku Avy nie było trzeba zmniejszać nosa czy prostować zęby. To była po prostu piękna kobieta.

Jeśli ktoś myśli, że tak przygotowana do pracy Ava trafiła prosto do gwiazdorskiej czołówki, muszę wyprowadzić go z błędu. Ava grała niezbyt znaczące role jako aktorka kontraktowa, a przełomem w jej karierze okazał się klasyczny film „Zabójcy” z 1946 roku z Burtem Lancasterem. Potem jej pozycja tylko się wzmacniała. Inne znane filmy Avy to „Mogambo” (nominacja do Oskara, niestety, jedyna w karierze świetnej aktorki), „Bosonoga Contessa”, „Śniegi Kilimandżaro”, „Rycerze okrągłego stołu”, „Noc iguany”.

Po nieudanym małżeństwie z Mickey Rooneyem Ava wyszła powtórnie za mąż, tym razem za muzyka Artie Shawa (swego czasu mąż Lany Turner). Ale i ten związek okazał się pomyłką. Shaw traktował Avę gorzej, bo nie była dobrze wykształcona. Ponoć do wieku dorosłości przeczytała jedynie Biblię i „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. Związek z Shawem wzniecał w Avie potrzebę samokształcenia, dlatego czytała dużo i chłonęła wiedzę. Co więcej, okazała się mieć świetne predyspozycji do łatwej nauki. Ciągłe poniżanie przez Shawa spowodowało jednak, że Ava miała kompleksy i nie wierzyła w siebie.

Największą miłością życia Avy pozostaje Frank Sinatra. Aktor i piosenkarz włoskiego pochodzenia był kobieciarzem i raczej nie robiono z tego tajemnicy. Jednak po odwiedzeniu kilku łóżek różnych pań Frank grzecznie wracał do żony Nancy. Nigdy nie było większych szans na rozwód, bo mieli przecież małe dzieci, no i byli (co prawda w fałszywie pojmowanym sensie) katolikami. Ale Ava nie chciała być kolejną panienką Sinatry. I dlatego też doszło do prawnego rozwiązania małżeństwa Franka, choć zanim doszło do ślubu Avy i Sinatry, aktorka zaszła w ciążę i przerwała ją, bo z legalnego punktu widzenia nie byli jeszcze małżeństwem. Po jego zawarciu ich związek stał się burzliwy. Tak bardzo burzliwy, że Frank miał ponoć podcinać sobie żyły. Ava był jeszcze dwukrotnie w ciąży, ale przerwała je po raz kolejny, mówiąc, że nie chce mieć dzieci „tego s***nsyna”. Miało to miejsce między innymi w czasie kręcenia „Mogambo”. Ale wtedy już jasnym było, że ten związek nie przetrwa.

Frank był załamany, gdy dowiedział się o aborcji. Niebawem oboje dostali nominacje do Oskara w tym samym roku. Ava za główną rolę w „Mogambo”, Frank zaś za drugoplanową w Stąd do wieczności. Ona przegrała z Audrey Hepburn, on zwyciężył. Bez zawiści, choć na pewno z dozą goryczy, Ava przesłała mu życzenia. Niebawem nastąpił ich rozwód. Ava przeniosła się do Europy, w Hiszpanii oglądała walki byków i uwodziła torreadorów. Grała czasem w filmach. Paliła jak smok i nie stroniła od alkoholu. W 1968 roku poddała się histerektomii, w obawie, iż spotka ją los jej matki, która zmarła na raka macicy. Powoli jednak popadała w depresję, była samotna, i rozwijała się u niej rozedma płuc, która w końcu zabrała ją z tego świata w 1990 roku, miesiąc po 67. rocznicy urodzin.

Avę Gardner lubię nie tylko jako aktorkę. To oczywiście wybitna postać show biznesu, wielki filmowy niespełniony do końca talent, osobowość. Ale jako człowieka lubię ją za jej szczerość. Ava nigdy nie robiła z siebie anioła. Miała swoje grzechy na sumieniu i nie próbowała retuszować rzeczywistości. Potrafiła łamać konwenanse i żyć na swój sposób, bez oglądania się na to, co według niektórych wolno, a co innym wydaje się być zabronione. Hollywood było dla niej szkołą życia – pokazano jej tam, czym jest podłość. Poradziła sobie w pewnej mierze, ale nie do końca. Umierała samotna, w towarzystwie psa i gosposi. Po jej śmierci obojgiem zaopiekował się przyjaciel aktorki, Gregory Peck.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>