Przemysław Sopocko

Żelazna Dama / The Iron Lady (Phyllida Lloyd, 2011)

Żelazna Dama / The Iron Lady (Phyllida Lloyd, 2011)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Może wyjątkowo zacznę od twórczyni filmu. Phyllida Lloyd wcześniej zekranizowała musical „Mamma mia” w gwiazdorskiej obsadzie – Meryl Streep, Pierce Brosnan, Colin Firth, Julie Walters, Stellan Skarsgård. Po sukcesie tegoż obrazu, Lloyd wzięła się za biografię baronessy Thatcher ze Streep w roli głównej. Lloyd okazuje się być znanym teatrologiem oraz swego czasu profesorem na University of Oxford, w tej materii właśnie. Ciekawie się zapowiada, a jak jest?

Na samym początku filmu widzimy leciwą już baronessę Thatcher (na emeryturze trafiła do Izby Lordów), która żyje pod opieką i ochroną zapewnioną jej przez rodzinę i państwo. Czasem, co jest prawdą wymykała się z domu i wszyscy jej szukali. I taką ją widzimy – starszą panią, która nie radzi sobie sama, a na dodatek widzi zmarłego w 2003 r. męża – Denisa Thatchera (rewelacyjny Jim Broadbent). Przygnębiający obraz starości, który przerywa podpisywanie książki „Moje lata na Downing Street”, kiedy to zamiast Thatcher podpisuje się panieńskim nazwiskiem – Roberts. Wtedy nagle przenosimy się w czasie do lat młodości „żelaznej damy”.

Otóż urodziła się ona i wychowała w Grantham (hrabstwo Lincolnshire – wschodnia Anglia, na północ od Norfolku – ten „brzuszek” od wschodu w Anglii), gdzie pracowała w sklepie swojego ojca – Alfreda Robertsa (w tej roli Iain Glen – ser Jorah Mormont z „Gry o tron”), lokalnego torysa (konserwatysty) i pastora kościoła metodystów. To właśnie ojciec odcisnął na baronessie swoje piętno. Jako działacz i polityk przemawiał do ludzi, będąc blisko nich. Polityką zaraziła się od ojca. W 1946 r. rozpoczęła studia na wydziale chemii na Oksfordzie, gdzie zapisała się do koła konserwatystów. Sam studiowałem na angielskiej uczelni i wiem, że takowe koła istnieją niemal wszędzie. Młodzież w Wielkiej Brytanii, już na studiach wyraża swoje sympatie polityczne poprzez działanie w młodzieżówkach partyjnych, co potem pojawia się w CV i ma wpływ na decyzje wyborców. Przecież obecny premier David Cameron, czy jego zastępca – Nick Clegg, sami należeli do podobnych stowarzyszeń. To tyle dygresji.

Z czasem młoda Margaret Roberts poznaje Denisa Thatchera, po nieudanej kampanii wyborczej w 1951 r. Z tej miłości wynikną dwa skutki – bliźnięta Mark i Carol oraz zdana aplikacja adwokacka już pani Thatcher. Dalej widzimy kolejną porażkę wyborczą w 1954 r., aż w 1958 r. pani Thatcher dostała się do Izby Gmin z okręgu Finchley (obecnie nie ma go – stanowi część Londynu). Od 1959 r. zasiada w Parlamencie, co okazało się nie lada wyzwaniem. W latach 60-tych działała w ramach Partii Konserwatywnej na rzecz depenalizacji stosunków homoseksualnych oraz legalizacji aborcji (co udało się w 1968 r.). W gabinecie cieni pełniła funkcję ministra transportu, a potem edukacji, co zaowocowało po wygranych przez torysów w 1970 r. wyborach stanowiskiem Sekretarza w tym ostatnim resorcie.

Był to rząd Edwarda Heatha, który wprowadził Zjednoczone Królestwo do EWG (od 1992 r. UE), o dziwo konserwatywny. W filmie widzimy Thatcher (Meryl Streep) jako prężną panią minister, której ambicje sięgają dalej. Porażka wyborcza w 1974 r., spowodowała objęcie rządów przez Partię Pracy. Laburzyści długo nie cieszyli się władzą, gdyż w 1979 r. upadł gabinet Jamesa Callaghan, a władza znów przeszła w ręce torysów… a premierem została Margaret Thatcher. Nie dość, że pierwsza kobieta na tym stanowisku, to jeszcze z ramienia Partii Konserwatywnej. Niestety, pani Lloyd dosyć szybko ukazała te 11 lat rządów „żelaznej damy”… widzimy strajki górników i hutników, zamieszki w Londynie, wygraną wojnę o Falklandy/Malwiny z Argentyną oraz nieudany zamach IRA na panią premier w 1984 r. w Brighton (południowa Anglią, kurort znany z żywej działalności LGBT).

Ostatnie lata na urzędzie to już męka, aż przychodzi rok 1990. Torysi tracą na rzecz laburzystów (kierowanych przez młodego Tony’ego Blaira), ale nie poddają się. Chcąc wymienić „żelazną damę”, rozpoczynają głosowanie wewnątrz partii, gdzie wygrywa Michael Hesseltine… Thatcher chcąc odejść z twarzą rezygnuje, udzielając poparcia Johnowi Majorowi (premierowi w latach 1990-1997). Oczywiście, „żelazna dama” bardzo przeżyła te nastroje społeczne i wśród przyjaciół w partii. Z drugiej strony, miała już 65 lat i nie bardzo wiedziała jak sobie poradzić. Zmiany w społeczeństwie, wywołane postindustrializacją, odwrót od komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej, zbliżający się upadek ZSRR, zjednoczenie Niemiec… to już nie były czasy dla „żelaznej damy”. Co prawda, miała jakąś tam działalność pozapolityczną, choć w 1992 r. otrzymała tytuł baronessy i z czasem zajęła się pracą w Izbie Lordów. Jej stan zdrowia pogarszał się, aż do śmierci męża w 2003 r. Potem, co podobno potwierdzono miała omamy i widziała go …

Wiedząc już sporo, a nawet więcej o treści, można przejść dalej. Meryl Streep w pełni zasłużyła na Oscara (R), trzeciego już w swojej karierze za rolę „żelaznej damy”. Nawet pod dużą warstwą charakteryzacji (też Oscar (R)) widać było jej emocje i grę aktorską. W celu zaznajomienia się z brytyjską polityką od środka, Streep poszła na posiedzenie prawdziwej Izby Gmin. To jest prawdziwa aktorka, która wkłada serce w każdą rolę! Jim Broadbent, jako Denis Thatcher, choć bez makeupu, to jednak podobny. Broadbent mimo komediowej aparycji świetnie przedstawił męża „żelaznej damy”, wspierającego swoją małżonkę na każdym kroku. Prypomniało mi to jego wcześniejszą rolę z filmu „Iris”, gdzie wcielił się w męża Iris Murdoch, słynnej angielskiej pisarki, autroki m.in. „Czarnego Księcia”. Broadbentowi role mężów sławnych kobiet służą! Niestety, poza pojawiającym się w jednej scenie Iainem Glenem inni aktorzy niestety nie zapadli w pamięć. Nawet sławny Richard E. Grant w roli Michaela Hasseltine’a nie przypadł mi gustu – charakteryzatorzy zrobili z niego wierną kopię polityka torysów.

Muzyka Thomasa Newmana, współpracownika Sama Mendesa, bardziej przygnębia, niż cieszy, choć są i bardzo pozytywne momenty. Mam wrażenie, że o to tutaj chodziło reżyserce.

Zdjęcia Elliota Davisa („Zmierzch” oraz „Co z oczu, to z serca”) nie powalają na kolana, ale to ujęcia Anglii i Londynu – coś pięknego! Albo praca kamery w Izbie Gmin – poruszanie się po słynnych liniach, wyrysowanych w Izbie dla studzenia zapału posłów wokół stołu Spikera. Takie szczegóły oddano! Charakteryzacja – Oscar (R) mówi sam za siebie!

Podsumowując już, „Żelazna dama” mimo biograficznego charakteru, nie jest filmem o samej baronessie Thatcher, zmarłej w 2013 r. Jest to film o tym, że starość i demencja dotkną każdego, nawet najwybitniejszego polityka. Widzimy tutaj nacisk na cierpienie – ucieczki od opieki, złe samopoczucie omamy (vide miraże zmarłego męża). Współczujemy baronessie Thatcher, a retrospekcje okazują się być jedynie wspomnieniami dawnych lat chwały, które ma każdy człowiek w czasie swojej starości, oczekując nieuniknionego. Nawet sam premier David Cameron skrytykował ten film za niepokazanie biografii, a jedynie cierpienia wywołanego starością. Widać nie tylko ja odebrałem w ten sposób „Żelazną damę”. Generalnie, dla Meryl Streep, Jima Broadbenta oraz doskonałej charakteryzacji warto obejrzeć. Resztę, można sobie doczytać w książkach.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>