Agata Malinowska

Żegnaj, królowo / Les Adieux à la reine (Benoît Jacquot, 2012)

Żegnaj, królowo / Les Adieux à la reine (Benoît Jacquot, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Doprawdy nie wiem, od czego by tu zacząć pastwienie się nad burżuazyjnym historycznym filem, który miał niezasłużony zaszczyt rozpocząć tegoroczne Berlinale. Dawno już nie trafiłam na film, który by mnie zarazem kinematograficznie wynudził i merytorycznie poirytował, a już w szczególności nie spodziewałam się go na tym festiwalu. No cóż, przynajmniej rozpocznę swoją tegoroczną relację z przytupem – trudno, że gniewnym.

Farewell my Queen” streszcza wydarzenia towarzyszące rozpoczęciu Rewolucji Francuskiej z perspektywy wersalskiej służącej, Sidonii Laborde. Życiowym zadaniem młodej dziewczyny jest czytanie książek Marii Antoninie – zajęcie to wypełnia z radością, jest bowiem w królowej sekretnie zakochana i robi co może, by sprawić jej trochę radości w trudnych czasach. Co Maria Antonina robi w tych przełomowych, historycznych chwilach? Jej myśli zajmują wdzięki faworyty i kolory sukien, a nieco później – ucieczka przed nienawiścią francuskiego ludu (ostatecznie niezrealizowana). Wszystko to wśród powoli ogarniającej Wersal paniki i dalekiego jeszcze, ale już wiszącego w powietrzu, świstu pracującej gilotyny…

Pomysł, by snuć opowieść o początkach Rewolucji z perspektywy dwórki, niewątpliwie ma potencjał – służba to wszak ludek zamieszkujący strefę cienia, bliski arystokracji, lecz wywodzący się z niskich warstw społecznych, a do tego niezwykle rozplotkowany. Możemy więc poznać zarówno Wersal złocony i błyszczący, jak i Wersal odrapany i pełen szczurów. Jednak nasza narratorka jest wyjątkowa – obeznana z książkami samotnica, szczerze kochająca próżną, pełną fochów królową.

Żegnamy się więc z myślą o bardziej dogłębnym poznaniu życia pałacowej służby, zaś francuskiego ludu, który szturmował Bastylię, nie uświadczymy tu wcale, chyba że pod postacią obdartych, często uzbrojonych, żuli. Być może tak właśnie postrzegała ów lud zgromadzona w Wersalu arystokracja. Być może on w owych czasach faktycznie tak wyglądał. Nie mogę się jednak powstrzymać od cierpkiej uwagi, że perspektywy szlachecko-monarchistycznej dostarczono mi już w ilości wystarczającej, bym zaczęła tęsknić za tym, by ktoś, do cholery, zaprezentował mi jakieś bardziej egalitarne spojrzenie na omawiany temat. Czemu właśnie nie sami Francuzi, tak czuli na punkcie ideałów równości.

Muszę co prawda przyznać, że film Jacquota nie idealizuje ani króla, ani arystokracji, ani w zasadzie nikogo. Daje się tu do zrozumienia wprost, że francuską szlachtę (i księży) zgubiła, między innymi, jej niebotyczna arogancja i całkowite nieliczenie się z tymi, których nie uznawali oni za równych sobie. Jednak myśl o tym, że większość oglądanych na ekranie głów niedługo stuknie o paryski bruk, budzi się w nas niejakie zdziwienie. Przyczyny społecznego buntu pozostaną dla nas niezrozumiałe – dlaczego od razu na gilotynę? Samego buntu zaś nie uświadczymy w ogóle, chyba że w postaci papierowych ulotek. Służąca-czytelnica, choć upokarzana przez swoją zmienną panią, pozostaje wierna. Niby bunt, niby rozczarowanie, ale jakby na pół gwizdka.

Aspekt realizacyjny to dla mnie kolejny, bolesny zawód. Najwyraźniej starano się sprawić, by widz poczuł się tak, jakby wraz z Sidonią stąpał po wersalskiej podłodze – stąd nikłe użycie ścieżki dźwiękowej i dość ordynarna operatorka kamerą z ręki. Jakiś czas temu zdarzyło mi się potarmosić mannowskich „Wrogów publicznych”, jednak to właśnie tam udało się osiągnąć wrażenie intymnego kontaktu z bohaterami, o którym Jacquot może tylko pomarzyć. „Farewell my Queen”, zamiast skutecznie wciągnąć widza w miejsce i czasy, sprawia wrażenie, jakby jakiś amator szalał z kamerą podczas historycznej rekonstrukcji. Czegoś takiego nie jest w stanie uratować nawet Diane Kruger, w roli Marii Antoniny należycie irytująca, próżna i egocentryczna.

Wątpię, byśmy usłyszeli jeszcze o „Farewell my Queen” po zakończeniu festiwalu, a już szczególnie (mam nadzieję) w kontekście jakichkolwiek nagród. Jednak w czasach, gdy niewielka grupa wybrańców usiłuje narzucać większości uległość wobec własnych interesów, tego rodzaju film może nawet znaleźć zastosowanie – jako przestroga. Szkoda, że tak kiepska gatunkowo.


Żegnaj, królowo (Les Adieux à la reine, 2012) aa Żegnaj, królowo (Les Adieux à la reine, 2012) a Żegnaj, królowo (Les Adieux à la reine, 2012)Żegnaj, królowo (Les Adieux à la reine, 2012) aaa

(Visited 25 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>