Michał Vorbrodt

Zaklęcie, które odpędza ciemność / A Spell to Ward Off the Darkness (Ben Rivers, Ben Russell, 2012)

Zaklęcie, które odpędza ciemność / A Spell to Ward Off the Darkness (Ben Rivers, Ben Russell, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Festiwal Nowe Horyzonty podobno jest jednym z największych w Europie. Wyświetlane są filmy przedpremierowe, ale i z roku bierzącego i poprzedniego. Selekcja materiału dopuszcza różne dzieła, ale sam tytuł festiwalu zwiastuje, że nie będzie to kino popularne. Eksperymenty i nowatorskie metody to ulubione określenia w mikro recenzjach filmów – również i tego. Nie zniechęcił mnie zapowiedziany brak sztywnej fabuły czy wręcz luźne sceny bez widocznego, na pierwszy rzut oka,  związku. Byłem tym zaintrygowany.

Zaklęcie to film traktujący o człowieku. Nie o konkretnej osobie, ale o typie człowieka. Od samego początku filmu uderza specyficzna sceneria, którą w tej ucieczce przemierza bohater. Osacza się w nas zielenią, wodą, wiatrem, deszczem i naturalnymi odgłosami fauny i flory. Obudowa ta jest silnie przytłaczająca, ale nie można powiedzieć, aby wywoływała uczucia nieprzyjemne. Powolne ujęcia absolutnie płaskiej tafli jeziora po zachodzie słońca tworzy gęste wrażenie samotności. Choć w otoczeniu relaksującym, jesteśmy zamknięci jak pod kopułą – skazani na bezpowrotne odosobnienie; wolność od dużych grup ludzi i hałasu metropolii. Czujemy, jak samotnością, do granic możliwości, wypełniają się nasze trzewia i stawiani jesteśmy twarzą w twarz z decyzją o wybraniu losu odludka.

Zarys głównego bohatera istnieje, ale ważniejszym od jego samego jest stan jego ducha. Wciągani jesteśmy brutalnie w odmęt doznań osobistych, przedstawionych szczerze, aż do bólu. Są jednak uniwersalne i na pewno wśród publiczności znajdą się osoby odczuwające podobnie. Do nich skierowany jest ten film. Nie musisz mieszkać w komunie hippisowskiej, ani kochać gór, ani nawet słuchać muzyki metalowej. Poczucie spełnienia w samotności i samotności w spełnieniu jest poczuciem uniwersalnym.

W kilku epizodach, zespolonych osobą Roberta A. A. Lowe’a, opowiedziana jest wędrówka osoby, która łaknie wciąż tego samego. Spokoju, satysfakcji, odpoczynku, może wyrzucenia negatywnej energii? To ciekawe, jak łatwo przejść od cichej kontemplacji opadających na twarz kropli deszczu do krzykliwej ekspresji elektryzującym występem na koncercie metalowym. Ten sam bohater odnajduje podobne spełnienie w, wydawać by się mogło, skrajnych sytuacjach. Różnorodność bodźców, które na siebie ściąga, wskazuje na jego wszechstronność i niebanalność, w sposób bezpretensjonalny.

Niestety nie każdy pozwolił się zamknąć pod kopułą i współodczuwać z bohaterem filmu. Do końca projekcji sala opustoszała w połowie. Spośród wysypu produkcji ambitnych i złożonych, wyświetlanych na MFF Nowe Horyzonty, prosty esej estetyczny może rozczarować. I choć na festiwalu zawsze są filmy lepsze i gorsze, ten trzyma godny poziom. Zamiast ziewać mi nad uchem i ostentacyjnie, na głos szkalować reżysera, może warto spróbować wczuć się w jego przekaz. Jeśli nie masz na to ochoty, schyl chociaż głowę, żeby nie zasłaniać mi ekranu podczas wychodzenia z seansu.

Hurtowe obcowanie z filmem daje takie właśnie efekty.

(Visited 8 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>