Przemysław Sopocko

Wysyp żywych trupów / Shaun of the Dead (Edgar Wright, 2004)

Wysyp żywych trupów / Shaun of the Dead (Edgar Wright, 2004)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

W roku 2013 Edgar Wright zaprezentował swoje dzieło, czyli „The World’s End” z Nickiem Frostem i Simonem Peggiem w rolach głównych. Jest to kontynuacja „Trylogii Cornetto” („The Cornetto Trilogy„), gdzie elementem łączącym wszystkie filmy są te rożki firmy Algida. W 2007 r. powstał film pt. „Hot Fuzz. Ostre psy”, gdzie zagrali Pegg i Frost, a była to komedia policyjna. Wtedy wszyscy jedli Cornetto śmietanowe w niebieskim opakowaniu.

Jednak, każda trylogia ma swój początek. W tym przypadku był to „Wysyp żywych trupów” (ang. „Shaun of the Dead”) z roku 2004. Skoro w roli głównej pojawiły się tam zombie, to żadną tajemnicą nie jest, że dominował kolor krwisty, czyli czerwony. A taką barwę ma Cornetto … truskawkowe.

Shaun (Simon Pegg) mieszka w Londynie, gdzie pracuje w lokalnym supermarkecie. Mieszka z kolegami – Pete’m (Peter Serafinowicz) i Edem (Nick Frost). Jego dziewczyna Liz (Kate Ashfield) nie bardzo akceptuje życie ukochanego, który czas spędza w pubie. Także jego ojczym Philip (Bill Nighy) nie ma z nim łatwego życia. Pewnego dnia miasto opanowują zombie, z czego Shaun i Ed nie zdają sobie sprawy. Gdy odkrywają co się dzieje, razem z Liz i jej lokatorami – Davidem (Dylan Moran) oraz Dianne (Lucy Davis) stawiają czoło hordom umarlaków.

Po drodze zabijają wiele zombie, żeby dotrzeć do pubu Winchester, gdzie wisi stary karabin o tej samej nazwie. Ed twierdzi, że działa, w co nie wierzy Shaun. Jak to w komedii zombie z dodatkiem romansu, Winchester wypala, a z odsieczą przybywa wojsko. Jednakże, Ed zostaje zombie, podobnie do wielu Brytyjczyków. A Shaun przychodzi do szopy grać z nim na Playstation 2, aczkolwiek przyjaciel jest na łańcuchu, z dala od niego.

Aktorzy wywiązują się ze swoich ról jedynie dobrze. Simon Pegg, potem wielka gwiazda „Hot Fuzz” czy „Star Treka” jest cieniem siebie samego. Śmieszy, walczy i tyle. Szkoda, ale od czegoś trzeba zacząć. Podobnie sprawa ma się z Nickiem Frostem. Dopiero przed nim było najlepsze. Bill Nighy („To właśnie miłość”, „Hot Fuzz”, „Piraci z Karaibów”) pojawia się w tle. Podobnie, Martin Freeman jako Declan. Gwiazda „Sherlocka”, a ostatnio „Hobbita” (jedynka i dwójka) również nie zaakcentował swojej obecności w znaczący sposób.

Efekty specjalne czy charakteryzacja nie stoją na wysokim poziomie, ale to akurat można zrozumieć. Niski budżet (6 mln USD), wynikający z powodu małej sławy twórców. Jednak nie razi tak bardzo.

Podsumowując, Edgar Wright zadebiutował komedią grozy parodiującą survivalowe kino zombie. Nie do końca wyszło to wszystko dobrze. Aktorzy nie rozwinęli skrzydeł, historia nie do końca się ułożyła, a temat wyeksploatowany wiele razy. Tutaj, doszła historia miłosna oraz obiecujący aktorzy, nie wspominając o motywie Cornetto. Sumując te elementy, widzowie zainteresowali się Wrightem, zostawiając w kinach 30 mln USD, dzięki czemu kolejne filmy były już znacznie lepsze, pod każdym względem. Na deser nominacja do Nagrody BAFTA (R) im. Alexandra Kordy za najlepszy brytyjski film roku 2004.

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>