Karolina Łachmacka

Wyręczony zaręczony (Piotr Matwiejczyk, 2012)

Wyręczony zaręczony (Piotr Matwiejczyk, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Dzisiejszy dzień przyniósł mi dosyć niespodziewane dwa seanse. I o ile pierwszy (krótkometrażowy film Julii Kolberger pt. „Mazurek”) uważam za udany, to drugi, komedię (?) Piotra Matwiejczyka uznałam za przynajmniej nieporozumienie.

Wracając do „Mazurka” (2013), obejrzałam go na Ale Kino + i postanowiłam zaczekać na kolejny w programie film. Już pierwsze sceny „Wyręczony narzeczony” (2012) wołają o pomstę do nieba. Nie, nie mam nic do amatorstwa. Samo w sobie potrafi stanowić atut, jakąś świeżość – oczywiście o ile jest pomysł, kreatywność, talent. Tutaj nie było niczego pozytywnego. Główny bohater jest prawie jak Julia Roberts w „Uciekającej pannie młodej”, choć parafrazując powinniśmy mówić o „uciekającym narzeczonym”. Oczywiście, w odwołaniu do Julii Roberts jest wielkie PRAWIE, które, jak uczono nas w reklamie, robi wielką różnicę.

Właściwie przerysowana, w ogóle niezabawna komedia (powiedzmy, że zamiarem twórców była taka klasyfikacja gatunkowa tego filmu, cokolwiek mieli na myśli) z pseudozabawnymi dialogami, nienaturalnymi aktorami i banalnym prowadzeniem całości przez Matwiejczyka przywołują na myśl programy typu „Ukryta prawda” albo dylematy bohaterów Ewy Drzyzgi…  Wciąż  nasuwało mi się pytanie – dlaczego główny bohater jest z kobietą, której: A) nie chce przecież poślubić, B) której rodziną gardzi, C) wreszcie, z którą nawet nie chce sypiać? Co więc łączy od ośmiu lat, jak to powiada jego wybranka, młodych ludzi, których nie wiąże przecież nic? Temperatura w tym związku sięga minus 10, a to przecież stan przedślubny, który powinien raczej cechować się podnieceniem, zauroczeniem…

Rozumiem, że „komedia” Matwiejczyka miała na celu ukazanie nam zabawnej historii chłopaka, którego wkręca się w zaręczyny, bo ten nie chce się zdeklarować. Tylko że cała ta historyjka jest tak beznadziejnie opowiedziana i zagrana (np. postać siostry Katarzyny, która wręcza jej pigułki gwałtu), że naprawdę nie ma w tej produkcji NIC do można dać na plus.

Z czystym sumieniem, choć ze smutkiem, przyznaję 1/10 – i to tylko dlatego, że zera nie wystawiam. Omijajcie takie „komedie” szerokim łukiem, bo wpadniecie w jakąś paranoję, starając się zrozumieć, jak taki gniot w ogóle mógł się narodzić.

Trailer

Galeria

(Visited 52 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>