Agata Malinowska

Wirtuoz / Grand Piano (Eugenio Mira, 2013)

Wirtuoz / Grand Piano (Eugenio Mira, 2013)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Mało kto pamięta dziś, że wielki Alfred Hitchcock, obok tworzenia filmów, które straszyły miliony, pełnił także funkcję gospodarza serialu Alfred Hitchcock przedstawia. W każdym odcinku, z charakterystyczną dla siebie flegmą i wisielczym poczuciem humoru, zapowiadał niewielką nowelkę – kryminał, thriller lub inną gatunkową błahostkę – której zadaniem było dostarczenie widzom porcji adrenaliny. Te krótkie formy, fabularnie niejednokrotnie ocierające się o śmieszność, stanowiły ćwiczenia w budowaniu suspensu i niekiedy odnosiły w tej wąskiej dziedzinie spektakularne sukcesy. Gdyby wziąć sobie jedną z owych nowelek, przenieść ją w czasy współczesne i rozwinąć w pełny metraż, otrzymalibyśmy zapewne coś w rodzaju Wirtuoza – ze wszystkimi jego zaletami i słabościami.

Tom Selznick jest mistrzem gry na fortepianie. Niestety skala jego tremy dorównuje osiągniętej przez niego maestrii. Po spektakularnej kompromitacji na jednym w koncertów decyduje się porzucić występy przed publicznością. Na scenę wróci dopiero po pięciu latach, by złożyć hołd swojemu niedawno zmarłemu mentorowi. Tego dnia wszystko zdaje się sprzysięgać przeciw niemu – samolot wpada w turbulencje, redaktorka w radiowym wywiadzie prowokuje go, przypominając feralny koncert przed lat, żona – gwiazda filmowa – nie ma czasu spotkać się z nim, by dodać mu otuchy, a obsługa techniczna pozwala sobie na niewybredne żarciki. Siada za klawiaturą spocony i blady, a przecież to jeszcze nie koniec. Gdzieś w nutach, które właśnie rozkłada na fortepianie, widnieje sporządzona czerwonym mazakiem notatka – „Zagraj jeden fałszywy ton i nie żyjesz.”

Naturalnie nie jest to kolejny głupi kawał. Gdzieś na widowni czai się prześladowca, który patrzy Selznickowi na ręce i jest gotów do drastycznych czynów. Resztę wieczoru wypełni nam muzyka – i rozpaczliwe wysiłki pianisty, który stara się uratować życie własne (i żony) bez wzbudzania podejrzeń. Trudno o bardziej emocjonujący koncert.

Jak widać Wirtuoz nie jest jednym z tych filmów, nad którymi możemy pokiwać głową z myślą „to mogłoby się wydarzyć”. Ani z tych, z których możemy wynieść jakąś specjalną refleksję. Ale też nie próbuje się jako taki maskować, a zresztą ma to i owo do zaoferowania w zamian. Przede wszystkim – reżyserowi udaje się zrealizować swój plan i utrzymać widza przed ekranem w stanie nerwowego napięcia. Przyznaję to nawet mając pewne zastrzeżenia co do sposobu rozwiązania intrygi. Cieszy konsekwentny styl i świadoma gra kolorem, kojarzące się odrobinę z wczesnymi filmami Dario Argento. Cieszy także doskonały wybór obsadowy. Elijah Wood nie zdążył jeszcze objawić się światu jako wielki talent aktorski, otrzymał jednak rolę, w której ewidentnie czuje się komfortowo i w której może zabłysnąć. Jego wielkie, nerwowe oczy i naturalny urok dają Selznickowi zarówno wiarygodność, jak i sympatię widza.

Podobnie jak nakręcone przed dziewięcioma laty Red Eye Wesa Cravena, Wirtuoz idzie nieco wbrew oczekiwaniom szerokiej publiczności i, sądząc po rozdźwięku ocen w serwisie Rotten Tomatoes, spodoba się raczej tym, którzy potrafią docenić jego donkiszoterię. Takiego kina – mało dynamicznego, stawiającego na styl, napięcie i dobrą grę aktorską, nie silącego się na ważkość czy polityczną aktualność – kręci się dzisiaj niewiele. Jego czasy zapewne już minęły. Jedynie od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto wydaje się o tym nie wiedzieć – i daje nam jakąś błahostkę, która ucieszy zmysły i podniesie ciśnienie lepiej niż dobra kawa.

 Grand Piano (Eugenio Mira, 2013) aa Grand Piano (Eugenio Mira, 2013) aGrand Piano (Eugenio Mira, 2013) aaa

 

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>