Agata Malinowska

W stronę słońca / Sunshine (Danny Boyle, 2007)

W stronę słońca / Sunshine (Danny Boyle, 2007)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Cillian Murphy powiedział, że „Sunshine” to film, w którym tak naprawdę chodzi o konflikt nauki i religii (ale głównie jednak o dobrą rozrywkę). Trafiony, zatopiony. Trudno o bardziej dosadną ilustrację w/w sporu niż religijny maniak mordujący naukowców. Jeśli faktycznie to było celem Boyle’a, to największe fabularne rozczarowanie tego filmu, czyli właśnie goły i rozmazany Mark Strong wykrzykujący apokaliptyczne bzdury, jest Ziemią, wokół której obraca się Słońce. Znając punkowy i nieco szczeniacki artystyczny profil tego twórcy, istnieje ryzyko, że Cillian ma rację. Co wówczas?

Wówczas „W stronę słońca” staje się filmem równie antyreligijnym, co niedawna „Agora”. Filmem, który bez certolenia się rzuca nam w twarz tezę, iż podczas gdy nauka zawsze była dla nas narzędziem ratunku, religia zajmowała się głównie namawianiem (lub co gorsza zmuszaniem) nas, byśmy celebrowali własne cierpienie i z radością czekali na zagładę. Nie mówiąc już o aktywnym hamowaniu postępów nauki i medycyny. Postępów, które ostatecznie doprowadziły nas tam, gdzie dziś jesteśmy, które być może doprowadzą nas dalej, ku lepszej przyszłości i które, jak sugeruje Boyle, mogą nam kiedyś załatwić odroczenie Armagedonu.

Bóg Marka Stronga to krwawy żartowniś, który pozwala ludzkości rozkwitnąć, by ją potem dla zabawy wymrozić. Oba „Ikary” zaś, kosmiczne okręty niosące ku Słońcu zbawcze wybuchowe ładunku, to przejawy buntu niewdzięcznych dzieci, które nie chcą oddać życia, gdy On tego od nich wymaga. Bohaterom Boyle’a (poza nieszczęsnym maniakiem) niepotrzebny jest zresztą Bóg. Ten i ów członek załogi, gdy nachodzi go potrzeba adoracji, oddaje się solarnemu nabożeństwu, obserwując zbliżającą się gwiazdę. A jest to modlitwa tak daleka od przysypiania na klęczniku, jak to tylko możliwe – modlitwa potencjalnie śmiertelna. Wspaniała i groźna.

Jak by nie patrzeć, charakterystyczna dla Boyle’a egzaltacja doskonale współgra z dramatyczną tematyką, widocznie klimaty apokaliptyczne są temu reżyserowi bliskie (uśmiecha się równie udana zombie-apokalipsa w „28 dni później”). Widzom pozostaje tylko zamartwiać się, kiedy on wreszcie zda sobie z tego sprawę i da spokój remake’om „Happy Tree Friends” („127 godzin”) lub głodnym kawałkom o teleturniejach i znów postawi nas przed porywającą wizją ostatecznego rozwiązania kwestii ludzkiej. Niech będzie nawet bez metafizycznych podtekstów.

Sunshine-0Sunshine, 2007 aasunshine

(Visited 25 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>