W samo południe / High Noon (John Sturges, 1952) | Kinetoskop - recenzje, artykuły filmowe
 Mariusz Czernic

W samo południe / High Noon (John Sturges, 1952)

W samo południe / High Noon (John Sturges, 1952)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Większość westernów pokazuje Dziki Zachód jako kraj ludzi „wyrywnych”, którzy lubią wszczynać awantury, bijatyki, strzelaniny, nie licząc się z konsekwencjami. Chociaż nazwa „dziki zachód” sugeruje, że taki świat awanturników i wszechobecnej przemocy naprawdę istniał to Fred Zinnemann i scenarzysta Carl Foreman mieli duże zastrzeżenia co do takiego obrazu dawnego Zachodu. W samo południe to western, w którym poznajemy mieszkańców Dzikiego Zachodu jako ludzi, którzy boją się walczyć nawet kiedy mają liczebną przewagę. Ludzie Zachodu w tym filmie nie są ludźmi czynu, zamiast działać wolą przesiadywać w barach albo w ciepłym i bezpiecznym domu, nie wychylając głowy na odstrzał.

W czołówce widzimy trzech podejrzanych typów o wyrazistej, budzącej niepokój, fizjonomii – są oni zapowiedzią terroru, który ma przybyć pociągiem do miasteczka Hadleyville wraz z wybiciem godziny dwunastej. Bandyci czekają na stacji na zbliżający się pociąg, którym ma przyjechać ich szef. We czwórkę zamierzają opanować miasteczko i wyrównać rachunki z tutejszym szeryfem. Na początku mamy także scenę, która delikatnie sugeruje, że to nie jest klasyczny western, bo tu gdzie kończy się klasyczny western Zinnemann zaczyna swój film – szeryf właśnie żeni się z piękną kobietą i zamierza skończyć pełną sukcesów karierę szeryfa, by wspólnie z żoną rozpocząć nowe życie z dala od problemów. Jednak człowiek, który schwytał lub zabił wielu przestępców nie może tak łatwo uciec od kłopotów, gdyż kłopoty bardzo szybko znajdą go same.

Oprócz pojedynku szeryfa z przestępcą mamy tu psychologiczny pojedynek szeryfa ze społecznością miasteczka. Kiedy szeryf wychodzi ze swojego biura w poszukiwaniu zastępców wywiesza na drzwiach kartkę z napisem „Wracam za 5 minut”. Jest naiwny jeśli myśli, że w tak krótkim czasie znajdzie pomocników. W miasteczku zameldował się przeciwnik, który kontroluje wszystkich obywateli – tym przeciwnikiem jest strach. Główny bohater także musi pokonać strach, bo mimo że wygląda na twardego faceta to cały czas się poci, jest zaniepokojony i zawiedziony postępowaniem ludzi, których uważał za swoich przyjaciół.

Dużą rolę w tym filmie odgrywa czas – nieubłagany, bezlitosny, którego nie da się zatrzymać. Widzom przypomina o tym co chwilę pojawiający się na ekranie zegar, na którym wskazówki coraz bardziej zbliżają się do godziny dwunastej. Powoduje to coraz większe napięcie i coraz większy niepokój głównego bohatera i mieszkańców. A przestępcy są opanowani i starają się cierpliwie poczekać na pociąg – jeden zabija czas, grając na organkach, drugi dodaje sobie odwagi alkoholem, a trzeci, bardziej nerwowy, wypatruje pociągu. Są najwidoczniej przekonani, że szeryf nie znajdzie pomocników i we czwórkę będą mogli bez przeszkód rozprawić się ze swoim wrogiem. Ważną rolę pełni także pewien symboliczny rekwizyt – gwiazda szeryfa. Mała, cynowa gwiazdka, będąca symbolem władzy, ale także niebezpieczeństwa i narażania życia dla niewdzięcznej i egoistycznej społeczności.

Główny bohater filmu Zinnemanna chroni jednak przede wszystkim siebie, gdyż wie, że jeśli wyjedzie z miasteczka to przestępcy będą go ścigać. Zdaje sobie sprawę, że na bezkresnej pustyni sam z żoną nie będzie miał żadnych szans w walce z czterema bandytami. Zostając w Hadleyville liczy na pomoc kolegów, ale spotyka się z wrogością, obojętnością i cynizmem. Przypinając blaszaną gwiazdę przyjmuje na siebie ogromną odpowiedzialność, ale tylko w ten sposób może ostatecznie zakończyć trudny etap w swoim życiu, by rozpocząć nowy.

Gary Cooper w roli szeryfa jest bardzo przekonujący. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Najpierw jest szczęśliwy, że ma kobietę u boku i może założyć rodzinę, potem pojawiają się u niego na zmianę niepewność i stanowczość co do podejmowanych działań, a w krytycznych momentach znajduje się na granicy rozpaczy – scena, w której wpada do saloonu albo do kościoła w celu poszukiwania zastępców to najlepsze przykłady scen, w których bliski jest rozpaczy, widząc bezsilność i egoizm obywateli. Aktor zdobył Oscara za tę rolę – zasłużył na niego, bo widać, że maksymalnie wczuł się w tę postać. Oprócz Gary’ego Coopera wiarygodni są jeszcze świetnie dobrani do swoich ról odtwórcy postaci przestępców, czekających na pociąg (Lee Van Cleef, Sheb Wooley, Robert Wilke). Główny czarny charakter nie jest zbyt wyrazisty, a z aktorów drugoplanowych nikt się nie wyróżnia, bo społeczność miasteczka miała zapewne pełnić rolę jednego bohatera zbiorowego.

Przy pomocy skromnych środków i symbolicznych rekwizytów, takich jak zegar i cynowa gwiazda, powstał western, w którym z każdą kolejną minutą napięcie rośnie, wzrasta również atmosfera niepewności i strachu. Można się także dopatrzyć alegorii współczesności. Scen akcji i przemocy jest niewiele – jedna walka na pięści oraz finałowa strzelanina to są jednak sceny użyte bardzo rozsądnie, chociaż moim zdaniem reżyser bardzo nieumiejętnie i bez wyczucia zastosował muzykę. Widać to szczególnie w scenie finałowej rozgrywki, która powinna być rozegrana w ciszy, przerywana jedynie odgłosami strzałów z rewolwerów. W samo południe to głęboka przypowieść o fałszywej przyjaźni, o ludziach, których paraliżuje strach, o stopniowo zanikającym zaufaniu do ludzi i o człowieku, który w obliczu zagrożenia musi pogodzić się z samotnością, brakiem zrozumienia i obojętnością obywateli.

Film momentami jest wiarygodny psychologicznie, czasem jednak irytuje (banalne dialogi, łażenie bez skutku po mieście) i dlatego nie zaliczam go do ulubionych westernów. Oglądałem go już trzy razy i za trzecim razem nie zrobił na mnie większego wrażenia, a np. Rio Bravo widziałem co najmniej pięć razy i za każdym razem świetnie się oglądało – jest to film lepiej wyreżyserowany (przez Howarda Hawksa) i ma ciekawszy scenariusz (dialogi, postacie, akcja – wszystko bez zarzutu). Ale porównując High Noon do innego filmu o samotnym szeryfie, Ostatniego pociągu z Gun Hill, film Zinnemanna także przegrywa moim zdaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że W samo południe to pozycja obowiązkowa dla fanów westernów.

Fred Zinnemann w taki sposób opowiedział o swoim filmie i celu, jaki chciał nim osiągnąć: Zarówno ja, jak i autor zdjęć Floyd Crosby, chcieliśmy aby film wyglądał tak, jakby mógł wyglądać dokument lub kronika filmowa z lat 80. XIX wieku, gdyby istniało już wtedy kino. Wierzę, że zbliżyliśmy się do tego celu używając płaskiego oświetlenia, stawiając na gruboziarnistą fakturę obrazu i pokazując białe niebo bez wykorzystania filtrów. No i faktycznie, pod względem wizualnym udało się reżyserowi wraz z operatorem uzyskać na ekranie niesamowity efekt. Co do realizmu w treści i zachowaniach bohaterów to też widać czasem staranność w przedstawieniu obyczajowości i postępowania ludzi w obliczu zagrożenia. Ale nawet filmy dokumentalne manipulują faktami, by osiągnąć konkretny cel, np. propagandowy. Celem Zinnemanna było studium psychologiczne i ten cel osiągnął. Osiągnął nawet więcej – film stał się źródłem inspiracji, spowodował liczne polemiki i debaty oraz zasłużenie trafił do grona ambitnych klasyków.

High Noon (John Sturges, 1952) avlcsnap-2012-11-14-23h02m31s99 High Noon (John Sturges, 1952)  aaa

(Visited 54 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>