Agata Malinowska

W lepszym świecie / Hævnen (Susanne Bier, 2010)

W lepszym świecie / Hævnen (Susanne Bier, 2010)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Co roku gdy tylko pojawiają się nominacje do nagród Akademii, moje baczne oko mknie w kierunku kategorii nieanglojęzycznej. Bądź co bądź powinna się tam znaleźć śmietanka światowego kina i laureat niejednokrotnie bywa bardziej interesujący niż zdobywca Oscara „dla najlepszego filmu”. Nie inaczej było w tym roku. Podczas gdy w świecie mówiącym po angielsku triumfowała monarchistyczna anegdotka o jąkaniu, Oscar egzotyczny powędrował do dramatu poruszającego problem istotny dla każdego, także dla podopiecznych Wuja Sama.

W lepszym świecieSusanne Bier jest bowiem filmem o przemocy i o tym, jak głęboko jest ona ukorzeniona nawet w łagodnych duszach ludzi cywilizowanych. O tym, jak trudny i nieskuteczny bywa dialog, nawet w odniesieniu do własnych dzieci, z którymi, jak by się zdawało, powinno łączyć nas najwięcej. Wreszcie o tym, jak samotni jesteśmy w obliczu swoich problemów i atawistycznych instynktów – i że jest to samotność nieunikniona.

Trzeba przyznać, że do egzemplifikacji tych zagadnień Brier nie używa środków przesadnie subtelnych – jednym z bohaterów czyni Antona, lekarza pracującego w Afryce, który niemal codziennie musi operować kobiety zmasakrowane przez miejscowego bandytę. Raz na jakiś czas wraca do Danii, do rodziny, w tym do syna Eliasa, który zmaga się z przemocą w swojej własnej, chłopięcej skali. Elias jest ofiarą szkolnego prześladowania – daje się terroryzować do czasu, gdy w klasie pojawia się Christian, przeżywający traumę po śmierci matki i pełen agresji. Te dwie rzeczywistości, okrutny Czarny Ląd i spokojna Dania, staną się arenami konfrontacji, na których każdy będzie miał okazję przetestować zasady, którymi chciałby kierować się w życiu. Nadejdą zwycięstwa, porażki i przewartościowania.

Przedstawiając nam niewielką rodzinną historię, wzbogaconą smakiem dalekich krajów, Bier każe nam uświadomić sobie, jak pierwotnym i naturalnym językiem jest dla nas agresja. Młodzi chłopcy, ustalający w szkole hierarchię za pomocą prawa pięści, rozwiązują konflikt w sposób najprostszy i – jak im się zdaje – najskuteczniejszy. Interwencja pedagoga, a nawet policji, nie jest w stanie zabić zadowolenia ze zdobycia fizycznej przewagi nad wrogiem. Zwycięstwo w bójce to gwarancja świętego spokoju tu i teraz, gwarancja warta podjętego ryzyka. Trudno podważyć żelazną logikę tej strategii.

Gdy ojciec Eliasa daje się publicznie spoliczkować i nie podejmuje walki, dzieci reagują posądzeniem go o tchórzostwo. Pacyfizm to dla nich pojęcia abstrakcyjne, do którego muszą dopiero dojrzeć. Anton, po doświadczeniach zebranych w czasie afrykańskich misji, nie wierzy w przemoc. Jednak – co jest stałym problemem osób o jego poglądach – przemoc wierzy w niego. Prędzej czy później musi nadejść próba, która wyczerpie jego wytrzymałość, z której nie będzie godnego wyjścia. Człowiek, ukształtowany przez tysiąclecia do fizycznej walki o przetrwanie, także ze swymi pobratymcami, nie potrafi zmienić swojej natury.

Jednak „Hævnen” to również film o leczeniu ran i o bliskości, dający nadzieję jeśli nie na lepszy świat, to przynajmniej na świat , w którym możliwa jest odnowa. Obojętnie, czy tym razem nadstawimy drugi policzek, czy też sięgniemy po bat skręcony ze sznurków, warto z całych sił zabiegać o porozumienie i wypatrywać okazji do dialogu. To jedyna szansa na jakiś niewielki, prozaiczny happy-end, jeden z wielu w bezustannym ciągu konfliktów i zawieszeń broni, zarazem jedyny naprawdę osiągalny.

Być może właśnie tym podskórnym optymizmem Bier zdobyła serca jurorów Akademii – choć niewątpliwie strona techniczna również musiała mieć swój udział w werdykcie. Zarówno dobra muzyka, jak i zdjęcia, zmieniające tonację z piaskowych żółci w Afryce na duńskie szarości i błękity, doskonale współuczestniczą w budowaniu klimatu. Jeśli można na coś narzekać, to na pewną pospolitość w zakresie konstrukcji scenariusza. Bier podkreśla niejednokrotnie, że kręcąc poszczególne sceny lubi pójść na żywioł, jednak historia jako całość ma kilka doskonale przewidywalnych i dość ogranych zakrętów.

W moim wypadku działa to niezmiennie znieczulająco – oglądałabym „Hævnen” z jeszcze większym zaangażowaniem, gdyby oszczędzono mi tych kilku dawek fabularnej rutyny. Są to jednak, zdaję sobie sprawę, zarzuty drobne i jeśli miałabym wysłać kogoś do kina na wybrany seans, „W lepszym świecie” stałoby się jedną z pierwszych propozycji. Szczególnie w tradycyjnie nieciekawym, letnim sezonie.

W lepszym świecie (Hævnen, 2010), reż. Susanne Bier aa W lepszym świecie (Hævnen, 2010), reż. Susanne Bier aW lepszym świecie (Hævnen, 2010), reż. Susanne Bier aaa

(Visited 11 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>