Przemysław Sopocko

Trudna droga do miłości / Salaam Namaste (Siddharth Anand, 2005)

Trudna droga do miłości / Salaam Namaste (Siddharth Anand, 2005)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Melbourne, hinduska społeczność żyjąca w mieście na obczyznie, radzi sobie dobrze. Ambar Malhotra (Preity Zinta) prowadzi audycje radiowe w radiu „Salaam Namaste” dla swoich rodaków. Dodatkowo, studiuje medycynę. Pewnego dnia zaprasza do audycji Nicka (Saif Ali Khan), szefa kuchni w lokalnej indyjskiej restauracji, a z wykształcenia architekta …

Nick nie zjawia się na czas, stąd Ambar robi lokalowi, w którym pracuje antyreklamę. Nie wiedząc jak wyglądają, trafiają na wesele wspólnych znajomych Australijczyków – ona jako druhna, on jako dostawca jedzenia. Rozpoczyna się romans … a na dodatek ich kolejni przyjaciele biorą ślub, dzień po weselu.

Ambar i Nick, wiedząc już kto jest kim, spotykają się w audycji radiowej, gdzie zapada decyzja o wspólnym życiu na próbę. Wynajmują więc dom u „Krokodyla Dundee” (Javed Jaffrey) – też Hindusa, który stał się Australijczykiem … zaczyna się dziać. Wszystko układa się dobrze, do momentu odkrycia ciąży u Ambar. Nick nie chce być ojcem, a mają urodzić się bliźniaki. Cóż, zaczynają się schody, a całość kończy się w wiadomy sposób, czyli …

No właśnie, tyle o tandetnej treści. Nie jestem fanem filmów z Bollywood, ale ten w miarę przebolałem. Niemal 152 min, okazują się znośne na tempie 1.4 raza szybszym niż w rzeczywistości. Miałem świadomość, iż nic nadzwyczajnego nie mam się spodziewać – kolejne love story z tańcem i śpiewem.

Kiedyś w „National Geographic” przeczytałem potężny artykuł o Bollywood. „Trudna droga do miłości” to idealny przykład twórczości z tamtejszego przemysłu filmowego (od znajomego Tamila wiem, że w Indiach istnieje jeszcze Tamilwood). Historia miłosna – dramatyczna, ale z happy endem. Aktorzy zupełnie tandetni, a raczej dobrzy rzemieślnicy. Tylko taniec i muzyka robią wrażenie…

Tu jest tak samo. Choć „Krokodyl Dundee”, Hindus, który uważa się za prawdziwego Australijczyka naprawdę śmieszy. Sam poznałem dwa miesiące temu Australijkę pochodzenia hinduskiego, ale mimo, iż jej rodzina mieszka na Antypodach od 1930 r., nie do końca się zasymilowała. Mam też szersze spektrum w odbiorze „Trudnej drogi do miłości”, stąd ten „Dundee” mnie tak śmieszył. Choć, sceny, których przybliżano życie pewnych postaci, np. ginekologa z Indii, czy szefa Nicka, który został milionerem. To też można odczytać na plus. Tańce i muzyka to najlepsza część całego filmu. Tam widać talenty aktorów, a także pracę kamery i wizję choreografów.

Podsumowując, mi Bollywood nie przypadło do gustu. Film męczył mnie strasznie, a te pojedyncze scenki z „Dundee”, jedynie czasem wywoływały uśmiech na twarzy. Tandetny scenariusz, ale za to dobra choreografia. Jeśli ktoś nie lubi Bollywood, to szkoda czas na oglądanie „Trudnej drogi do miłości”.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>