Mariusz Czernic

Szeryf z Firecreek / Firecreek (Vincent McEveety, 1968)

Szeryf z Firecreek / Firecreek (Vincent McEveety, 1968)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Małe miasteczko na Dzikim Zachodzie zwane Firecreek jest ciche i spokojne, panuje w nim ciągła rutyna, w dni powszednie każdy ciężko pracuje, a w niedzielę idzie do kościoła. Cisza jest przerywana jedynie płomiennymi kazaniami pastora, zaś konflikty zdarzają się przeważnie w rodzinie, gdy np. matka nie pozwala córce kupić nowej sukni. Jednak ten stan rzeczy powoli ulega zmianie, wkrótce nad Firecreek nadciągają czarne chmury i mieszkańcy będą musieli się zmierzyć z czymś zupełnie nowym – chaosem spowodowanym przez bandę typów spod ciemnej gwiazdy. Zachowanie tych ludzi wzbudza niepokój, widać, że chcą sprowokować rozróbę. Wkrótce pojawi się iskra, która spowoduje wybuch gniewu, wściekłości, agresji i przemocy. Tytułowy szeryf nie jest bohaterem w stylu Johna Wayne’a, nie chce on denerwować bandytów i podobnie jak oni potrzebuje jakiejś motywacji – iskry, która „zapaliłaby” go do działania.

Podstawową zaletą filmu jest rewelacyjnie dobrana obsada. James Stewart tworzy tu niezwykle poruszającą kreację, jedną z najlepszych w swojej długiej karierze. Ze spokojnego i niezbyt szlachetnego szeryfa stopniowo zmienia się we wściekłego i zdecydowanego stróża prawa, pokazując szeroki wachlarz swoich możliwości. W pamięć zapadają postacie bezwzględnych, nikczemnych bandytów, w których z dużym wyczuciem wcielili się: Henry Fonda, Gary Lockwood, Jack Elam, James Best i Morgan Woodward. Ale w tym męskim świecie Dzikiego Zachodu znalazło się także miejsce dla kobiet: dumnej, samotnej i nieprzystępnej wdowy (Inger Stevens), Indianki ukrywającej pewną tajemnicę (Barbara Luna) oraz młodej, energicznej i zbuntowanej blondynki (Brooke Bundy). Każdy z aktorów solidnie wywiązał się z zadania, co jeszcze bardziej uatrakcyjniło western debiutującego w kinie reżysera telewizyjnego, Vincenta McEveety.

Scenariusz nawiązuje do wielu klasycznych, westernowych motywów, ale wprowadza też sporą dawkę psychologii do charakterów postaci i genialnie pomyślane, pełne napięcia, niepokoju i niezłych dialogów, sekwencje. Nie ma tu wiele akcji, a zachowania bohaterów, ocierające się o granice niewinnej zabawy (prowokowanie pastora) i sadyzmu (gwałt), prowadzą do finałowej rozgrywki, która nie powinna rozczarować widzów. Ten finał jest po prostu fenomenalnie rozegrany – zaskakujący, pełen dramaturgii i suspensu. Zaskakująca jest także obecność w filmie gorzkiej ironii, takiej jak w scenie, w której szeryf pokazuje odznakę, zrobioną przez jego synów albo kiedy młoda blondynka zaczyna szanować niedoszłego oprawcę, gdy ten daje jej złotą monetę (pięciodolarówka jest w tym filmie poniekąd symbolem pocieszenia i bogactwa oraz wynikających z nich bierności i respektu). Ważny okazuje się również łączący tragizm z psychologią moment, w którym nieco ograniczony umysłowo chłopak, nie pamiętający swojego nazwiska, jako jedyny stawia się przestępcom. Świadczy to bardzo źle zarówno o mieszkańcach Firecreek jak i o pracującym na pół etatu szeryfie z podrabianą odznaką.

Wiarygodne ludzkie charaktery, działania nieokrzesanych chuliganów oraz wszechobecna bezczynność, obojętność i przymykanie oczu na ludzkie cierpienie składają się na znakomity western, w którym ostrze krytyki skierowane jest w stronę biernej społeczności i obojętnych na ludzką krzywdę stróżów prawa, niegodnych stanowiska, które pełnią. Mimo że Szeryf z Firecreek został podpisany przez mało popularnego twórcę, nie będącego specjalistą od westernów, okazał się zaskakująco ciekawym, świetnie zagranym i mądrze poprowadzonym westernem psychologicznym. Film momentami bardzo posępny i mroczny, pokazujący jak społeczna znieczulica może być zaraźliwa i wcześniej czy później może doprowadzić do destrukcji szlachetnych wartości, takich jak: odwaga, honor, bezinteresowność.

Natomiast finałowe działanie szeryfa jawi się tu jako akt rozpaczy i moralny wstrząs, a nie jako akt odwagi czy pokonywanie własnych słabości. Stewart wygląda żałośnie, kiedy próbuje zmierzyć się z lepszym przeciwnikiem – widać, że to zadanie go przerasta. Znany z filmu W samo południe klasyczny temat obrony miasteczka i związane z nim działania samotnego szeryfa reżyser Vincent McEveety połączył z typowymi dla westernów lat 60-tych wątpliwościami dotyczącymi dzielnych szeryfów i honorowych pojedynków między dobrem a złem. Film niedoceniany, pozostający w cieniu ówczesnych prac Sergia Leone i Sama Peckinpaha, ale z pewnością jest to produkcja godna uwagi.

Firecreek (Vincent McEveety, 1968) a Firecreek (Vincent McEveety, 1968)  aa Firecreek (Vincent McEveety, 1968) aaa

(Visited 36 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>