Przemysław Sopocko

Święty / The Saint (Phillip Noyce, 1997)

Święty / The Saint (Phillip Noyce, 1997)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Na „warsztat” idzie film Phila Noyce’a („Czas patriotów”, „Polowanie na króliki”, „Salt”) będący remakiem słynnego serialu z lat 60-tych i 70-tych. Ile wspólnego mają oba dzieła, czy też co je przede wszystkim różni, znajduje się poniżej.  Najpierw, trochę informacji o pierwowzorze.

Cztery dekady temu sir Roger Moore wcielił się w rolę Simona Templara, czyli „Świętego” (ang. „The Saint”). Był kimś na wzór prywatnego detektywa, który pomagał rozwiązywać zagadki kryminalne. Jednocześnie, w każdym odcinku mając romans z coraz to inną panią. Przystojny sir Roger w sile wieku, właśnie dzięki „Świętemu” został wybrany kolejnym Jamesem Bondem w miejsce sir Seana Connery’ego, po nieudanym eksperymencie z George’m Lazenby’m. Serial z lat 70-tych był hitem na BBC, który nadawano również w Polsce na TVP za czasów Edwarda Gierka. Cenzura nie znalazła tam nic przeciwko władzy ludowej, stąd widzowie nad Wisłą mogli śledzić losy przystojnego Simona Templara. Każdy odcinek poprzedzają charakterystyczne intro z animacją, gdzie przedstawiano głównego bohatera – „święty” miał nad sobą aureolę, po czym przechodziła ona do animacji. Całość ilustrowała charakterystyczna muzyka.

W latach 90-tych, Phil Noyce po sukcesach „Czasu patriotów” (1992) i „Stanu zagrożenia” (1994) dostał szansę nakręcenia kolejnego filmu sensacyjnego. Wybrał historię Simona Templara. Oczywiście z modyfikacjami, które moim zdaniem nie wyszły na dobre.

Młody Simon (Adam Smith) uczy się i mieszka w internacie przyklasztornej szkoły w Anglii. Jest tam dyscyplina, modlitwy i nauczanie zgodnie z doktryną Kościoła Rzymskatolickiego. Razem z grupą dzieci postanawiają uciec z tegoż więzienia, a całość organizuje Simon właśnie. Ma nawet swoją miłość. Niestety, ukochana ginie, gdy zakonnice i księża próbują powstrzymać swoich podopiecznych, a to wydarzenie odciska piętno na głównym bohaterze.

Po latach, dorosły już Simon (Val Kilmer) jest złodziejem dżentelmenem o tysiącu twarzy. Jednakże, każda z postaci nosi imię po jakimś świętym Kościoła Rzymskiego. Stąd pochodzi przydomek Templara. Pytany o imię podaje czym dana postać się zajmowała i dlaczego została kanonizowana.

Za „Świętym” podąża inspektor Teal (Alun Armstrong) ze Scotland Yardu. Choć nie tylko on. Templar teraz chce wykraść nowoczesną technologię od ponętnej doktor fizyki Emmy Russell (Elizabeth Shue). Wykładowczyni Oksfordu chętnie wchodzi w romans z przystojnym złodziejem. Dopiero po jakimś czasie rozumie co się stało.

Templar wyjeżdża do Moskwy, gdzie zadanie to zlecił mu demoniczny Ivan Tretiak (Rade Serbedzija). Rosyjski oligarcha chce za pomocą skradzionej formuły obalić prezydenta Rosji Karpova (Yevgeni Lazarev), mając wsparcie wojska niechętnego upadkowi ZSRR. Simon Templar odkrywa zamiary biznesmena i ścigany przez wszystkich, w tym dr Russell wraca do Oksfordu.

The Saint (Phillip Noyce, 1997)

W tym właśnie momencie zaczyna się cała sensacja. Simon Templar łączy siły z dr Emmą Russell, dążąc do powstrzymania zamachu stanu i powrotu ZSRR. Całe napięcie kumuluje się w Moskwie na placu Czerwonym. Tam też, rozwiązuje się cała akcja.

Scena przed napisami końcowymi, to ciekawy moment. Scotland Yard namierza Templara w przebraniu na wykładzie dr Russell na Oksfordzie, ale ten ucieka, myląc tropy. W radiu słychać głos. Należy on do … sir Rogera Moore’a. Twórcy puścili oko do widzów, nawiązując do serialu. Podobnie wyglądało to z „Rewolwerem i melonikiem” (1998), gdzie słychać głos Patricka Macnee jako niewidzialnego człowieka w rozmowie z Ralphem Fiennesem. Obaj aktorzy wcielili się w rolę Johna Steeda – Macnee w latach 60-tych, Fiennes w filmie z 1998 r.

Tradycyjnie zacznę od aktorstwa. Val Kilmer („Gorączka”, „Top Gun”, „Batman Forever”, „Alexander”) w roli tytułowej niestety odbiega od sir Rogera Moore’a. Amerykanin nie daje rady legendzie Brytyjczyka. Nie jest bardzo zły, stąd nie rozumiem nominacji do Złotej Maliny za najgorszego aktora, ale trzeba wiele poprawić. Szkoda, że tylko chałturzył nie wkładając uroku osobistego w swoją postać, jak czynił Moore. Z drugiej strony, był złodziejem nie detektywem.

Elizabeth Shue („Karate Kid”, „Powrót do przyszłości”) zachowuje się jak prawdziwa wykładowczyni. Rozumuje na chłodno i z początku ma opory wobec Templara, ale z czasem postanawia mu pomóc, choć była na niego zła. Rutyna, nawet nie dobra robota.

Rade Serbedzija („Oczy szeroko zamknięte”, „Mission: Impossible 2”, „Przekręt”, „Spokojny Amerykanin”, „Batman początek”, „Harry Potter i Insygnia śmierci, cz. 1”) jako demoniczny Ivan Tretiak. Serb w Hollywood, który gra role drugo- i trzecioplanowe, tym razem w głównej obsadzie. Zły oligarcha, który chce przejąć władzę w Rosji i przywrócić ZSRR … brzmi na czasie, ale wtedy (w 1997 r.) wszyscy się śmiali, że Hollywood nie rozumie świata. Moim zdaniem najlepszy aktor w obsadzie.

Pozostałe role przypadły, wartemu do odnotowania Alunowi Armstrongowi („Czas patriotów”, „Van Helsing”, „O jeden most za daleko”), czy sir Rogerowi Moore’owi. Jednak, stanowili oni tło dla wspomnianej wyżej trójki aktorów.

Technicznie, „Świętego” nakręcono bez zarzutu. Kwestia budżetu oraz wprawy Noyce’a zrobiły swoje, stąd ujęcia pościgów czy walk robią wrażenie. A oświetlenie Placu Czerwonego – warto zobaczyć! Zdjęcia wykonał Phil Meheux („GoldenEye”, „Casino Royale„, „Maska Zorro”, „Nieśmiertelny 2”), czyli spec od kina akcji. Brytyjczyk rozstawił kamery w odpowiedni sposób, także dbając o światło. Całość, ma taką metaliczną poświatę, co nadaje filmowi tajemniczości. Brawo! Te ujęcia Oksfordu i Moskwy zapadają w pamięć. Kampus uniwersytecki znam tam dość dobrze, więc poczułem się swojsko oglądając sceny tamże nagrane. Zwłaszcza Kolegium św. Marcina.

Muzyka Graeme’a Revella, poza wykorzystaniem klasycznego motywu z serialu w nowej aranżacji, to głównie motyw miłosny. Nowozelandczyk znany ze skomponowania muzyki do „Sin City”, „Od zmierzchu do świtu”, „Tomb Raidera” czy „Kruka” nie ujawnia co prawda całego talentu, ale tworzy miłą dla ucha ścieżkę dźwiękową, jako idealną ilustrację dal całego obrazu,

Podsumowując, Phil Noyce stworzył rutynowe i schematyczne kino akcji. Zatrudnił znanych aktorów, puścił oko do widza, nawiązując w swoim remake’u do oryginału. Ale, zatracił ducha sympatyczności i pewnej naiwności pierwowzoru. Zmiana detektywa w złodzieja nie podoba mi się osobiście. „Święty” jest święty naprawdę, a nie ze ze względu na swoje pseudonimy. Jeśli chce się obejrzeć lekką sensację na piątkowy wieczór, „Święty” idealnie się na tę okazję nadaje.

(Visited 22 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>