Agata Malinowska

Spotkania na krańcach świata / Encounters at the End of the World (Werner Herzog, 2007)

Spotkania na krańcach świata / Encounters at the End of the World (Werner Herzog, 2007)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Po „Marszu pingwinów” i „Tupocie małych stóp” można było z łatwością popaść w przekonanie, że Antarktyda jest wielką bryłą lodu zamieszkaną przez słodkie wyfraczone nieloty. Gdy jednak pojawił się tam Werner Herzog, zafascynowany podwodnymi zdjęciami lodowców, sytuacja zmieniła się diametralnie. W „Spotkaniach na krańcach świata” ten zimny, niegościnny kontynent zyskał grację i majestat. A także niepingwinich (nazywając rzeczy po imieniu: ludzkich) mieszkańców – naukowców, marzycieli, dziwaków.

Antarktyda – choć w „Spotkaniach” się o tym nie wspomina – ma rzeczywiście status enklawy nauki i pacyfizmu. Praktycznie niezaludniona, bez większego znaczenia gospodarczego, nie podlega żadnemu rządowi. Na mocy międzynarodowego Traktatu Antarktycznego gwarantuje się tam wolność badań naukowych, zakazuje natomiast działań zbrojnych. Jedyną atrakcją zdolną przyciągnąć turystów i wyczynowców jest biegun Ziemi. Prawdziwy raj dla tych, którzy pragną kontemplacji i wolności. Gdyby nie to, że w niesprzyjających warunkach można tam zamarznąć na śmierć lub stracić odmrożone kończyny.

Ludzi, którzy są gotowi na to ryzyko, portretuje Herzog z dystansem, ale i sympatią. Zadaje pytania, wysłuchuje zwierzeń, komentuje. Daje prawo głosu pracownikom fizycznym – kiedyś bankierom, filozofom, lingwistom – zmęczonym cywilizacją, nie zakorzenionym. Prowokuje naukowców do odpowiedzi na swoje osobliwe pytania. Słucha chętnie zarówno fizyka, który bada na Antarktydzie cząsteczki nieźle spełniające definicję słowa „nic”, jak i badaczy fok, porównujących głosy zwierząt do muzyki zespołu Pink Floyd. O nurkach przygotowujących się do zejścia pod lód mówi, że podobni są do księży przed nabożeństwem. Nie siląc się na popularyzację nauki, potrafi oddać jej głęboko skrytą ironię i mistycyzm.

„Spotkania” przesycone są poczuciem obcowania z nieskończonością. Antarktyda jawi się tutaj jako ogromna lodowa katedra, pełna ciszy i kosmicznego piękna. Będzie ona trwać, gdy rodzaj ludzki dawno już wyginie – zostaną po nas tylko ślady, przypadkowe i śmieszne, rozsiane po majestatycznych lodowych pustkowiach. To nie jest moralizatorstwo czy ostrzeżenie przed ekologiczną katastrofą. To suche stwierdzenie faktu. Być może właśnie ta ponadczasowa perspektywa, poczucie bliskości rzeczy absolutnych, przyciąga w te nieprzyjazne rejony ludzi, którzy mają już trochę dość swojego gatunku i chcieliby od niego odpocząć.

Antarktyda to dla Herzoga oaza kontemplacji, jedno z nielicznych miejsc odosobnienia, które nie zostały jeszcze rozdeptane, napełnione hałasem, wyprane ze świętości. Mount Everest, niegdyś niedostępny Dach Świata, teraz obiekt najdziwniejszych wypraw i przedsięwzięć, jest dosadnym przykładem szybkiego rozkładu sfery sacrum we współczesnym świecie. Medytację i rozwój duchowy zastępuje się pogonią za wrażeniami. Miejsca niegdyś pełne duchowej aury odwiedzają teraz ci, którzy nie są, a może i nigdy nie będą przygotowani na to, by odczuć ich wpływ. Zgryźliwy komentarz do rozmowy z zawodowym zdobywcą rekordów Guinnessa, na który pozwala sobie reżyser, jest oznaką smutku. Nieprzyjazne królestwo mrozu to ostatnia domena samotności i kontaktu z Absolutem. Gdy i ona zostanie zdobyta, znikną krańce świata, na które można uciec.

Rzadko zdarza się, by film dokumentalny poruszał, w sposób zamierzony lub nie, tak różnorodne i głębokie tematy. Herzog porusza się na granicy impresji, daleko od maniery popularnonaukowej, jednocześnie nigdy nie tracąc dystansu, chętnie prowokując, nie unika też pokazywania codziennej rutyny. Dzięki temu wspaniałe zdjęcia w plenerach oddziałują z jeszcze większą intensywnością. Ten świetny, intrygujący film miał nieszczęście pojawić się w tym samym roku co inny znakomity dokument – „Man on Wire”, z którym przegrał bój o Oscara i Independent Spirit Award. Jestem przekonana, że był to bardzo zacięty pojedynek.

Encounters at the End of the World (Werner Herzog, 2007) aa Encounters at the End of the World (Werner Herzog, 2007) aEncounters at the End of the World (Werner Herzog, 2007) aaa

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>