Adrian Kaczyński

Służby specjalne (Patryk Vega, 2014)

Służby specjalne (Patryk Vega, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Zapewne nie byłem jedynym wielbicielem „Pitbulla”, czy to wersji pełnometrażowej, czy serialowej, który wiele sobie obiecywał po najnowszym projekcie Patryka Vegi. „Last minute”, i w sumie nie aż tak tragiczne „Ciacho” w przypadku sukcesu zostałoby mu wybaczone. Niestety „Służby specjalne” w żaden sposób nie odżegnały się od mainstreamowego zagubienia reżysera, ale przynajmniej próbowały. Reanimacja sukcesu zakończyła się niepowodzeniem, także można już chyba swoje nadzieje na dobre kino autorstwa Vegi ostatecznie porzucić.

Intuicja podpowiada mi, że „Służby specjalne” jako serial mogą sprawdzić się znakomicie. Pojawiały się już gdzieniegdzie jakieś wzmianki na ten temat, a przypadek wersji telewizyjnej „Pitbulla” pozwala wierzyć, że jest na co czekać. Zwłaszcza, że można odnieść wrażenie, iż próbowano „Służby…” sklecić z kilku odcinków tasiemca, bądź jego paru najważniejszych wydarzeń – po prostu chronologia i logika wydarzeń nie jest jej najmocniejszą stroną wersji kinowej filmu.

Przeskoki z jednej akcji w drugą może i zapewniają masę atrakcji, wyłączają nudę z repertuaru, ale poszczególne elementy próbujące spajać ten natłok wątków są nieudane (żeby nie powiedzieć nieudolne) – wszystko wisi na cienkim włosku. Za spoiwa (bardziej zapychacze) służą głównie wstawki z życia osobistego poszczególnych agentów – niestety są one bardziej na alibi, aniżeli mają na celu rozwinąć sylwetki bohaterów, czy poważnie zagłębić się w ich motywacje.

Otrzymaliśmy więc zestaw kluczowych scen słabo ze sobą powiązanych. Ciężko wszystko w odpowiednich proporcjach zawrzeć i w miarę wiarygodny sposób przedstawić jeśli jest stanowczo za dużo treści oraz wątków w stosunku do czasu trwania produkcji. Dlatego uważam, że serial (o ile rzeczywiście się pojawi) zrekompensuje znacząco obecne rozczarowanie, ale na to przyjdzie zaczekać do marca. Niemniej czekam!

Strasznie kłuje w oczy maszynowe aktorstwo u bohaterów dalszoplanowych. Słowa wypowiadane z prędkością kul wylatujących z lufy karabinu maszynowego (niektórzy sprawdziliby się w reklamach leków), w dodatku bez intonacji i przyzwoitej dykcji. Niektórych kwestii nie dało się nawet zrozumieć – pomijając już żargon i słownik, który na bieżąco objaśniał wszelkie specyficzne dla tej grupy pojęcia. Pozostając w sferze pojęć – strasznie irytujący jest nachalny i straszliwie sztuczny korpo-język żony jednego z agentów. Czy to miało jakiś cel? Na to pytanie nie jestem w stanie sobie do dziś odpowiedzieć.

Największym atutem filmu jest zdecydowanie pułkownik Bońka (Janusz Chabior) oraz postaci, z którymi widzi się częściej niż raz, i nie są one głównymi bohaterami, czyli lekarka (Agata Kulesza) oraz przeor (Andrzej Grabowski). Swoim kunsztem i obecnością nie pozwalają zatonąć Chabiorowi ciągnącemu tę produkcję niemal w pojedynkę.

Służby specjalne” miały być produkcją kontrowersyjną, i z tą myślą chyba zabierano się za reklamę. Obok tematyki politycznej i relacji wydarzeń zawierających prowokacyjny pogląd na temat tajemniczych śmierci tak naprawdę nie ma nic atrakcyjnego, interesującego dla widza. W dodatku, w jednym z wywiadów, Vega zaprzecza jakoby fabuła miało coś wspólnego z autentycznymi postaciami, co tym bardziej dziwi w przypadku tonu medialnego hałasu na temat tego projektu. Nie wiem czy nawet widzowie lubujący się w teoriach spiskowych będą usatysfakcjonowani. Z wielkiej chmury mały deszcz, ot co.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>