Przemysław Sopocko

Slumdog. Milioner z ulicy / Slumdog Millionaire (Danny Boyle, 2008)

Slumdog. Milioner z ulicy /  Slumdog Millionaire (Danny Boyle, 2008)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Slumdog” wzbudził wiele kontrowersji w Indiach, zaraz po swojej premierze. Rząd Republiki Indii oskarżał Boyle’a o przedstawienie kraju w złym świetle. Jest rozwój gospodarczy (słynne BRICS – kraje z nadwyżką budżetową – Brazil, India, China, Russia, South Africa), a obraz eksponuje biedę i slumsy. Niestety, one też istnieją koło bogactwa i radości Hindusów. Jednak, to nie obraz współczesnych Indii jest tu najważniejszy, aczkolwiek jego rola ma kluczowe znaczenie. Chodzi tutaj o samą historię o przeznaczeniu.

Sam miałem również wiele obaw. Jak to, historia o uczestniku „Milionerów” mogła zdobyć tyle nagród? Slumsy, niedotykalni (pariasi) – czysty naturalizm. O czym może być ten film? Rozpocząłem seans. A po nim, zaniemówiłem. Dodam, że miesiąc wcześniej o mało co nie pojechałem do Indii, ale to przykra historia czemu się nie udało. Szkoda, że się nie udało.

Film zaczyna się w chwili obecnej (rok 2008). Niespełna 20-letni Jamal (Dev Patel) dostał się do indyjskiej wersji „Milionerów”. Przypominam formułę – 15 pytań, 3 koła ratunkowe. Nagroda główna – 20 mln rupii (waluta Indii z wizerunkiem Mahatmy Gandhiego na każdym banknocie). Program prowadzi Prem (Anil Kapoor), także pochodzący z niższej kasty, czego dowiadujemy się z czasem.

Jamal odpowiada na pytania, ale z planu zabiera go policja. Parias wie wszystko? Coś podejrzanego. Brutalne przesłuchanie, podczas którego komendant (Irrfan Khan) odtwarza nagranie. I tu zaczyna się ciekawa część. Odpowiedź na każde pytanie, to oddzielna historia z życia Jamala, o której opowiada. Poznajemy historię dzieciństwa w Bombaju (Mumbaju). Muzułmańskie pochodzenie i ubogie życie z matką, którą zabijają hinduiści. Jamal ma też brata Salima (Madhur Mittal), z którym wyjechał z Bombaju, a potem imał się różnych zajęć, w tym okradania turystów w Tadż Mahal, w tym życia u bandytów wysługujących się dziećmi, zwłaszcza kalekimi, które żebrzą na ich korzyść. Jamal poznaje też miłość – Latikę (Freida Pinto). Razem uciekają, ale po jakimś czasie Latika znika.

Po przesłuchaniu, Jamal wraca do studia. „Milionerzy” trwają nadal. Po drodze, dowiadujemy się te, że Jamal dowiedział się o Latice. Otóż, Salim pracuje dla lokalnego gangstera , którego to Latika jest kochanką. Dlatego też, Jamal chce wygrać te miliony, żeby odzyskać swoją miłość.

Rozpoczyna się ostatnia część. Całe Indie śledzą ten turniej. Jamal gra o miłość i wygraną, a dla ludzi jest nadzieją. Gdy wygrywa, Latika, dzięki Salimowi ucieka, a ten zabija swego szefa, sam również tracąc życie. A całe Indie świętują wygraną biednej sieroty z pariasów. Jamal szczęśliwy szuka Latiki, a ona przychodzi do niego na dworzec. Przyszła, gdyż wierzyła w  przeznaczenie (Jai ho). W miłosnych objęciach, zaczynają taniec w stylu bollywoodzkim na dworcu w Bombaju, a przyłączają się do nich pasażerowie. Napisy końcowe to majstersztyk montażu!

Treść wydaje się śmieszna i pozornie głupia, ale taka nie jest. Zarzut o pokazywaniu jedynie biedy, który słyszałem, gdy mieszkając w Wielkiej Brytanii poznałem wielu Hindusów, rodem z Indii i narzekali na ten film, odbijałem jak piłeczkę. Nie o naturalizm tu chodziło. Indie to kraj kontrastów, co pokazano bardzo wyraźnie. Twórcy chcieli wskazać szansę na nadzieję, którą Jamal dał biednym ludziom, że też można się czasem wybić z beznadziejności. To trochę jak historia mojego przyjaciela z Nigerii i jego wiosce. Prosta, wręcz błaha, symboliczna, acz prawdziwa. On też wyrwał się z Afryki, niczym Jamal ze slumsów. Nadzieja, połączona z przeznaczeniem.

Niczym w „Atlasie chmur”, na jedno wielkie wydarzenie, składa się szereg wcześniejszych drobiazgów. Gdyby nie konkretna sytuacja z przeszłości, Jamal nie wygrałby. Wiara w przeznaczenie jest też wymowna. Latika kochała chłopaka, ale nie miał przy sobie grosza przy duszy. Gdy wygrał, mogli wreszcie być razem. I stąd ten taniec na koniec.

Aktorsko, to w zasadzie dwoje głównych aktorów – Dev Patel (urodzony w Londynie) i Freida Pinto (rodowita Hinduska z Bombaju) stworzyli doskonałe kreacje, biorąc pod uwagę, że był to ich debiut na wielkim ekranie. Potem co prawda nie zrobili kariery, ale do historii przeszli. Madhur Mittal (urodzony w Agrze) wspierał tę dwójkę swoją grą. Scena śmierci, która zagwarantowała szczęście bratu, w sytuacji, gdy w TV wygrywał miliony – wzrusza, ale też zachwyca! Anil Kapoor i Irrfan Khan („Życie Pi”), to z kolei znani aktorzy Bollywood, partnerujący młodzieży na ekranie, aczkolwiek wycofani troszkę do ról drugo-, jeśli nie trzecioplanowych. Dzieci wcielające się w postacie młodych braci i Latiki – wielkie brawa, choć niestety nie pociągnęło to za sobą zbytnich korzyści. Zagrali, coś tam zarobili i tyle. A przecież, były to dzieci z ubogich dzielnic.

Z ciekawostek, scenariusz napisał Simon Beaufroy, którego kojarzyłem ze stworzenia historii do  „Goło i wesoło” (ang. „The Full Monty”). Tu wpadła mu zasłużona statuetka, choć moim zdaniem poprzedni film, o którym wspominał był ciekawszy.  Zdjęcia stworzył Anthony Dod Mantle („Dogville”, „28 dni później”). Nie byłem w Indiach, widziałem wiele zdjęć z albumów znajomych Hindusów. Mogę rzec, że poczułem tamtą atmosferę. Kraj kontrastów, ale bardzo kolorowy! Żywe ujęcia, czasem trzęsąca się kamera, a oświetlenie postaci po zmroku! Finałowa scena tańca, to jakby kopia Bollywood! Brawo!

Muzyka Allaha Rakhi Rahmana to kolejna mocna strona filmu. Przeróżne motywy, na modłę europejską, ale z elementami hinduskimi. Melodia towarzysząca Latice, czy piosenka „Jai ho” – „Jesteś moim przeznaczeniem”, to idealny akcent na zakończenie.

Podsumowując, Danny Boyle, znany z nakręcenia doskonałego „Trainspotting”, stworzył baśniową hybrydę kina europejsko-hollywoodzkiego z dodatkiem Bollywood. Na tyle skutecznie, że podbił serca widzów, krytyków i Akademii. Pokazał współczesne Indie, pełne kontrastów. A przede wszystkim, spowodował, że wraca w człowieku wiara w przeznaczenie i nadzieja na odmianę losu. Nie zapominając o miłości dwojga głównych bohaterów, okupionej wysoką ceną. Ale szczęśliwej! Mimo zachwytów, i 8 Oscarów (R), w tym za najlepszy film, czegoś mi zabrakło. A nie wiem, jak to wyrazić słowami. Może, ta naiwność i baśniowa otoczka rażą (w Indiach przecież setki milionów ludzi żyją w nędzy). Dlatego oceniam film tak, a nie inaczej.

(Visited 10 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>