Mariusz Czernic

Skorpion / Scorpio (Michael Winner, 1973)

Skorpion / Scorpio (Michael Winner, 1973)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Zmarły niedawno brytyjski reżyser Michael Winner to sprawny rzemieślnik, którego znakiem rozpoznawczym jest najsłynniejszy film o zemście – Życzenie śmierci (1974) z Charlesem Bronsonem. Rok przed tym hitem nakręcił thriller szpiegowski Skorpion, w którym obsadził dwóch aktorów o międzynarodowej sławie. Obsada gwarantowała komercyjny sukces, bo kto by nie chciał zobaczyć w akcji Burta Lancastera i Alaina Delona (którzy już spotkali się wcześniej na planie filmowym – w Lamparcie Viscontiego z 1963). W filmie Winnera stoją po przeciwnych stronach barykady, więc można robić zakłady, który z nich okaże się sprytniejszy, a który zostanie zabity. W fabule pojawiają się ciekawe motywy, np. dotyczące podwójnych agentów i kontraktu na zabójstwo, które mogły się złożyć na wciągające kino sensacyjne. A jaki jest efekt końcowy? Można go podsumować dwoma słowami: zmarnowany potencjał. Albo jednym słowem – rozczarowanie.

Francuski najemnik Jean Laurier zwany Skorpionem otrzymuje zlecenie zabicia podstarzałego agenta CIA, Crossa – swojego mentora, który prawdopodobnie był podwójnym agentem, działającym dla Sowietów. Skorpion podejmuje się tego zadania, lecz nie opuszczają go wątpliwości, a także nieufność co do zamiarów szefa agencji, McLeoda, podstępnego karierowicza. Myślenie w takim zawodzie jest oznaką słabości, wskazuje na brak profesjonalizmu, lecz czyni go także pozytywnym bohaterem, który jeśli ma kogoś zabić musi mieć naprawdę dobry powód. Nie od dziś wiadomo, że idealnym sposobem na zmuszenie kogoś do współpracy jest podrzucenie obciążających dowodów (np. narkotyków) i zadanie pytania: „albo będziesz nas słuchał albo zgnijesz w więzieniu”. McLeod nie waha się stosować takich niehonorowych metod, by uzyskać przewagę i wymusić posłuszeństwo.

Akcja rozwija się wolno i przez pierwszą godzinę dzieje się niewiele, chociaż podrzucenie Laurierowi heroiny nieco przyśpiesza działania bohaterów, wychodzi na jaw znajomość Crossa z komunistycznym agentem Siergiejem Żarkowem, a także przypuszczenie, że ścigany agent przebywa w Wiedniu. Ale te informacje to i tak zaledwie mały krok, który nie jest w stanie wiele zmienić. Dopiero w drugiej połowie filmu akcja bardziej się rozpędza, prowokując bohaterów do intensywniejszych działań. Alain Delon gra tu postać, która nie zasługuje na ksywkę Skorpion – nie widać u niego tego „jadu”, który czyniłby go niebezpiecznym zabójcą. Lubi głaskać koty, co znalazło nawet swój ironiczny finał, potwierdzający, że jest to niezbyt rozgarnięty żółtodziób, a nie groźny zabijaka. Aktorstwo Delona także pozostawia wiele do życzenia. Znacznie lepiej prezentuje się bohater grany przez Burta Lancastera, bo to człowiek nieprzewidywalny, który potrafi sprytnie zmylić przeciwnika i ze ściganej zwierzyny zmienić się w tropiciela i zabójcę.

Niepodważalne zalety filmu to paryskie i wiedeńskie plenery oraz muzyka Jerry’ego Fieldinga, ale jak na film trwający około 110 minut za mało tu akcji oraz scen, które stanowiłyby popis dla niezłych przecież aktorów. Warto jeszcze wspomnieć, że rolę przyjaciela Crossa, Żarkowa, zagrał świetny brytyjski aktor Paul Scofield (Oscar za Oto jest głowa zdrajcy Freda Zinnemanna z 1966), a w epizodycznej roli radzieckiego przestępcy Zemietkina wystąpił znany z Kanału (1957) Wajdy Władysław Sheybal. Michael Winner nie wyciągnął z tej historii zbyt wiele, ale udało mu się nakręcić kilka niezłych scen akcji (np. pościg na placu budowy w Wiedniu), które pokazują determinację i brawurę ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że jeden mały błąd może ich drogo kosztować.

W historii kina jest wiele zapomnianych tytułów, które są godne uwagi, ale są też takie, które zostały całkiem słusznie zapomniane, bo niczym szczególnym nie zachwycają. Skorpion należy właśnie do tej grupy – zarówno Burt Lancaster jak i Alain Delon mają lepsze filmy w swoim dorobku, Michael Winner również. Fani dobrego kina akcji i szpiegowskich thrillerów także i w tamtym okresie (lata 70-te) znajdą bardziej wartościowe pozycje, które zasługują na przypomnienie. Skorpion to film, który wiele obiecuje, ale nie może tych obietnic spełnić. Pojedynek pomiędzy dwoma głównymi bohaterami nie trzyma w napięciu, brakuje w nim energii i porządnego punktu kulminacyjnego, który wyrwałby znudzonych widzów ze snu, dałby do myślenia i przyczynił się do większego zainteresowania widowni spragnionej mocnych wrażeń. Możliwe, że najbardziej zawinił nieprofesjonalny montaż. Zręczne i kreatywne łączenie ujęć może sprawić, że nawet filmy obyczajowe wydają się zaskakująco dynamiczne (najlepszym przykładem jest nominowany do Oscara za montaż Poradnik pozytywnego myślenia). Michael Winner nie znalazł niestety kompetentnego montażysty, który ożywiłby tę pozornie ciekawą historię pojedynku Skorpiona z Crossem.

Scorpio (Michael Winner, 1973)  aaa SCORPIO Scorpio (Michael Winner, 1973)  a

(Visited 52 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>