Karol Janusz

Siódma Pieczęć / Det sjunde inseglet (Ingmar Bergman, 1957)

Siódma Pieczęć / Det sjunde inseglet (Ingmar Bergman, 1957)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Spór o istnienie Boga to kwestia rozważana od bardzo dawna, a samo stworzenie religijnych ideologii (mniej lub bardziej prymitywnych) sprokurowało próby negacji sakralnie ukonstytuowanego stanu rzeczy. Abstrahując od nakreślonego w pierwszym zdaniu pytania (którego rozstrzygania nie mam kompetencji się podejmować), warto zwrócić się w kierunku wątpliwości dotyczącej samego powstania religii oraz jej roli w życiu człowieka.

Wiele światłych osobistości z najróżniejszych dziedzin działalności ludzkiej (jakkolwiek szerokie to ujęcie, jednakże w tym kontekście chyba na miejscu), poświęciło sporą część swojego życia na próbę chociaż częściowego ujęcia w ramy definicyjne nakreślonego problemu. Można wspomnieć choćby Zygmunta Freuda, który pisze w swoich dziełach, iż podmiot potrzebuje oparcia żyjąc w świecie pełnym zła, stąd jego wyobrażenie o sprawującym opiekę nad człowiekiem Bogu.

Oczywiście naukowe dywagacje to jedna strona medalu, ponieważ każda osoba, która identyfikuje się z daną religią i traktuje ją jako niepodważalny drogowskaz własnej egzystencji, ma zupełnie inne zdanie. Widzi w niej duchową podporę i jest skłonna podkreślać zbawienne znaczenie tejże wiary, której tajemnicy człowiek nie jest w stanie obnażyć, a wszelkie próby racjonalizacji tej problematyki uważane są za spaczone. Jaskrawo widoczna i nieusuwalna polaryzacja dotycząca pobieżnie nakreślonej dialektyki, wielokrotnie znajdowała swój wyraz w mniej lub bardziej wyrafinowanej twórczości ludzkiej.

Jeśli idzie o kwestię sensu, jaki tkwi w oddawaniu czci wszechmocnemu Absolutowi, to z tym tematem łatwo spotkać się w wielu traktatach filozoficznych, wierszach, powieściach i innych gatunkach literackich (pomijając już postawę oraz zdanie samych wierzących). Jak wiadomo nie każda epoka była przychylna roztrząsaniu tej spornej kwestii.

Mroczny okres średniowiecza w Europie, w którym wierność wobec chrześcijańskiego Stwórcy była sprawą nadrzędną, a topos memento mori towarzyszył ludziom na każdym kroku ich życia, jest okresem historycznym, w którym ciężko doszukiwać się metafizycznych bojów i wewnętrznych rozterek w ludzkich umysłach. Przeglądając teksty źródłowe tej epoki, najmocniej w oczy rzuca się ideologiczna stagnacja, wyprawy krzyżowe, asceza oraz bezwzględne oddanie się Najwyższemu (chociaż teksty teologiczne i filozoficzne tamtych czasów, charakteryzują się wysoką aktywnością i rozbieżnością w ujęciu problemu statusu samego Absolutu, jakiej ciężko szukać w czasach obecnych).

url

Pozornie niełatwa ze względu na swoją ograniczoność światopoglądową epoka, możne jednak stanowić asumpt do stworzenia ambitnego obrazu przedstawionego w czasach współczesnych, gdzie zawarte jest zarówno nurtujące ludzi od wieków pytanie o istnienie Boga, jak i szereg wątpliwości dotyczącej trudnego paradygmatu duchowej kondycji człowieka . Jedną z osób, która postanowiła wziąć na swój warsztat artystyczny nakreśloną wyżej problematykę, jest urodzony sierpniu 1918 roku reżyser, bez którego nie można sobie dziś wyobrazić historii filmu; mistrz dramatów psychologicznych oraz kina artystycznego.

To właśnie pochodzący ze Szwecji twórca, z wręcz potężną mocą mosiężnego dzwona, przedstawia całemu światu subiektywny, bardzo osobisty pogląd na te wciąż rozbrzmiewające i ważne dla człowieka pytania. Ingmar Bergman, bo oczywiście o nim mowa, to jeden z tych reżyserów, o których będzie się pamiętać. Poszedł drogą horacjańskiego toposu exegi monumentum (ze zmianą poezji na kino) i świetnymi filmami, już za życia, znalazł się w panteonie najwybitniejszych ludzi kinematografii. Jego umiejętności filmowe to prawdziwy ewenement, artyzm wywindowany na najwyższy poziom. Każdy kto miał okazję zetknąć się z jego filmami wie, że w moich słowach nie ma żadnej mitologizacji tylko rzetelna ocena kunsztu szwedzkiego reżysera.

Produkcji Bergmana, które zachwycają tak samo jak 50 lat temu, jest sporo. Ja akurat chciałbym się skoncentrować na filmie pochodzącym z 1957 roku „Siódma Pieczęć”. Na samym początku, warto zwrócić uwagę na tytuł, ponieważ wywodzi się on z Biblii, a konkretnie z Apokalipsy św. Jana. Wedle objawień apostoła, chodzi o Siedem Pieczęci na księdze trzymanej w rękach Chrystusa. Zerwanie każdej z nich ukazuje następujące po sobie ery, które dzielą nas od ponownego przyjścia Jezusa, co jest równoznaczne z Dniem Sądu Ostatecznego. Zniszczenie pieczęci wiąże się z konkretnymi wydarzeniami na świecie i są symbolicznie przedstawione w Biblii. Próbując dokładnie rozwikłać zagadkę tytułu filmu, sięgnąłem do tekstów traktujących o Apokalipsie i dowiedziałem się, że obecnie ludzkość znajduje się przed otwarciem ostatniej, Siódmej Pieczęci.

Warto tu przytoczyć cytat rozpoczynający film: „A gdy Baranek otworzył Pieczęć Siódmą, zapanowała w niebie cisza jakby na pół godziny”. Tadeusz Szczepański doszedł do wniosku, że mimo iż akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni jednej doby, to jej czas można potraktować jako te „pół godziny”. Na poparcie swojej tezy, przytacza nastanie ciszy, jaka towarzyszyła pojawieniu się Śmierci (początek filmu). Jednak sprawa nie jest taka prosta. W opozycji do tego, co mówi Szczepański można odwołać się do scen filmu, w których niektórzy doszukują się metaforycznych zerwań kolejnych Pieczęci. Ale i to jeszcze nie koniec. Kolejną negację tej tezy można wywnioskować ze strony czasowej. Czas proroczy obliczany według zasady „dzień za rok” pozwala myśleć, że „cisza w niebie” nie będzie trwała 24 godziny, ale około 7 dni. Dla równowagi trzeba przybliżyć podstawy założeń, które mówią o pojawiających się w filmie innych Pieczęciach.

pied-piper-seventh-seal

Cały symboliczny proces odbywający się w objawieniu św. Jana, został dokładnie określony chronologicznie, wraz z datami i wyszczególnionymi wydarzeniami. I tak oto, zjawiska towarzyszące zerwaniu Szóstej Pieczęci, za które w filmie uważa się straszliwą burzę, miały miejsce kolejno: w 1755 roku (wielkie trzęsienie ziemi), 1780 roku ( wielkie zaćmienie słońca i księżyca) oraz w 1833 roku (deszcz meteorytów). Czas akcji produkcji Bergmana nie jest ściśle określony, ale na pewno rozgrywa się we wczesnym średniowieczu, a przecież wymienione przed chwilą daty są odległe od tej epoki.

Sam tytuł przysparza wielu trudności interpretacyjnych i trudno wskazać jedyne słuszne rozwiązanie tej zagadki. Dlatego nie chcę się już w tę kwestię zagłębiać. Najwyższy czas, aby w końcu przejść do treści oraz formy filmu. Już w warstwie fabularnej spotykamy się z nowatorstwem na najwyższym poziomie. Rycerz Antonius Block, dręczony zwątpieniem w istnienie Boga, powraca z krucjaty, na której spędził 10 lat i spotyka na swojej drodze Śmierć, mającą zamiar skończyć jego żywot. Przed wypełnieniem śmiercionośnej powinności, Antonius proponuje pojedynek szachowy, od wyniku którego będzie zależeć jego życie. Zarazem ma nadzieję, że jego przeciwnik będzie w stanie odpowiedzieć na dręczące go pytania oraz oddalić jego wątpliwości na temat istnienia Boga. Śmierć przyjmuje wyzwanie i w ten sposób rozpoczyna się jeden z najbardziej refleksyjnych obrazów kinowych, w historii kina.

Patrząc na grę aktorską, ciężko powiedzieć o niej dobra lub zła ze względu na jej ekspresjonistyczny charakter. Abstrahując od wizerunku tego nurtu w literaturze i malarstwie, to w filmie najbardziej kojarzy się z czasami kina niemego. Jak wiadomo wartość ekspresjonistyczna była wtedy powszechna, ponieważ brak dźwięku nie pozwalał na przekazanie emocji słowami, czy sposobem mówienia. W tym przypadku ocena kreacji, jakie podziwiamy w filmie, jest jeszcze bardziej subiektywna. Wszystko zależy od naszych upodobań w kwestiach kategorii estetycznych, bo przecież komuś, kto nie lubi ekspresjonizmu, nigdy nie spodoba się rola z jego elementami.

Zresztą, im lepiej wykreowana postać w tym nurcie, tym większe niezadowolenie ze strony nieprzychylnie nastawionego odbiorcy. Nie chcąc zrazić niektórych osób do twórczości Bergmana, od razu powiem, że w jego filmach nie ma dominującej kategorii. Swobodnie kieruje aktorami w sposobie odgrywania danej roli, podporządkowując wszystko własnej wizji. Jako dowód można przytoczyć „Godzinę Wilka”, gdzie rodzaj aktorstwa to zupełne przeciwieństwo „Siódmej Pieczęci”.

The_Seventh_Seal_29

Jedną z najmocniejszych stron filmu jest jego niesamowity scenariusz. Momentami pełen zabarwionych mistycyzmem dialogów, zwracających uwagę na całą gamę metafizycznych wątpliwości, żeby za chwilę niespodziewanie uderzyć w widza sporą dozą groteski. Cały zabieg wymieszania gatunków jest przeprowadzony perfekcyjnie, więc nie ma mowy o jakiejkolwiek irytacji ze strony oglądającego. Reżyser decydując się na taki krok, podejmował spore ryzyko, ponieważ mógł naruszyć głęboką treść filmu. Ale zamiast zepsuć ostateczny efekt, tylko potwierdził swoją klasę. Najbardziej podobały mi się dialogi między Śmiercią i rycerzem, w których możemy znaleźć dosłownie wszystko. Zaczynając od lekko humorystycznych akcentów, poprzez czysto egzystencjalne, a kończąc oczywiście na eschatologii.

I jeśli ktoś myśli, że w tych rozmowach pojawi się choćby najmniejszy cień kiczu, czy przewagi formy nad treścią, to jest w dużym błędzie. Cały scenariusz został poprowadzony ze sporym wyrafinowaniem i mimo wspomnianych wyżej kontaminacji, jest bardzo spójny w odbiorze. Podsumowując – prawdziwy majstersztyk.

Warto zaznaczyć, że filmografia urodzonego w Szwecji reżysera jest dzielona na dwie części: pierwsza to rozprawa z Bogiem (opisywana „Siódma Pieczęć”), w następnej poddaje głębokiej analizie osobowość człowieka oraz kontakty międzyludzkie. Na pewno słowo psychiatria czy psychologia bardziej kojarzy się z drugą fazą jego twórczości, ale już wcześniej dają znać o sobie psychoanalityczne cechy filmów Bergmana. Nie inaczej jest z „Siódmą Pieczęcią”, która poprzez wyraziste ukazanie postaci, a także wyeksponowanie rozterek głównego bohatera, staje się dramatem psychologicznym świetnym również od strony formalnej. Wystarczy w tym miejscu wspomnieć kwestie czysto techniczne, np. świetną grę światła i cienia, która potęguje tajemniczy oraz delikatnie zabarwiony surrealizmem klimat.

Osadzając akcję w okresie średniowiecza, Bergman doskonale wiedział, co robi. Pozwoliło mu to na wyraźne i prześmiewcze ukazanie stosunku prostego człowieka do religii; groteskowo i ironicznie przedstawił mentalność ówczesnego społeczeństwa. Hiperbolizując wypowiedzi mieszkańców wioski, których nadrzędnym tematem jest strach przed Sądem Ostatecznym, pogłębił drwinę na ich temat. To wszystko widać także w bezsensownej procesji pokutniczej oraz w bezpodstawnym skazaniu na śmierć kobiety, która rzekomo jest wiedźmą i ma kontakty z szatanem.

Jednak reżyser w swoich rozważaniach idzie krok dalej, ponieważ zakończenie tematu na prostej warstwie socjologicznej, byłoby zbyt powierzchowne. Pogłębiając wątpliwości, pojawia się pesymistyczna konkluzja ukazująca status i ontyczne usytuowanie człowieka.

Przedstawiona koncepcja oczywiście nie jest rewolucyjna – łatwo dostrzec w niej wątki egzystencjalistyczne, w którego wersji ateistycznej (Sartre) z całą mocą podkreślany był absurd życia prowadzącego do nieuchronnej śmierci.

8589130430120-the-seventh-seal-wallpaper-hd

Analogia pojawia się również do nurtu teistycznego egzystencjalizmu (Kierkegaard), który również charakteryzuje się pesymizmem – jednostka odczuwa tragiczną, metafizyczną samotność, nawet wobec Absolutu. Bergman w celu zobrazowania wspomnianej problematyki posługuje się bardzo wymownymi i pełnymi wartości artystycznej scenami. Podczas dokonywania egzekucji uznanej za czarownicę Tyan (spalenie na stosie), której świadkami był Block wraz z Jonsem, giermek pyta Antoniusa czy widzi w oczach wiedźmy jakąś nadzieję na życie po śmierci, czy zbliża się ona do Boga. Rycerz widzi jedynie przerażenie. Należy podkreślić, że u głównego bohatera nie pojawia się żaden prometeizm i próby wyrwania z okowów wiary. Antonius chce wierzyć w Boga, ale ten jest cały czas brutalnie milczący. Ostatecznym wyrazem zwątpienia jest to, że nawet Śmierć, z którą rycerz toczy pojedynek szachowy, nie jest w stanie mu powiedzieć, co go czeka po drugiej stronie.

Partia szachowa to główny temat „Siódmej Pieczęci” i właśnie tutaj ukrywa się główne przesłanie. Cała rozgrywka jest podzielona na trzy części. Na początku nikt nie zyskuje zdecydowanej przewagi, ale Antonius jest przekonany, że wygra ze Śmiercią.

Tuż przed drugim starciem Block spędza czas wśród wędrujących aktorów, którzy są dla niego bardzo życzliwi. Wtedy zauważa jak wspaniałe jest życie w towarzystwie takich ludzi. Jest to jedna z kluczowych scen filmu. Zasiadając do szachownicy jest pełen chęci do życia, zresztą Śmierć zastanawia się, dlaczego emanuje taką energią. I podczas rozgrywki rycerz zyskuje sporą przewagę, jest nawet bardzo bliski wygrania partii. Sprawa zmienia się pod koniec filmu, gdy Jon (jeden z aktorów) na widok Śmierci grającej w szachy z poznanym niedawno rycerzem, od razu zabiera swoją rodzinę i opuszcza głównego bohatera. Nie martwią się oni o jego los, a Antonius zauważa, że ideały bezinteresowności, czy wzajemnej pomocy legły w gruzach. W tym momencie Śmierć wyprowadza ostatni ruch i wygrywa.

Można by pisać o tym filmie jeszcze bardzo wiele, ponieważ nie poruszyłem wszystkich kwestii (jak choćby motywu infinityzmu, marności człowieka), a te które zostały wspomniane, nie są rozwinięte. W końcu ten tekst jest recenzją, gdzie nie ma miejsca na zbyt szeroką dyskusję dotyczącą przesłania filmu. Najlepszym wyjściem będzie po prostu zobaczenie tej produkcji, żeby wysnuć własną interpretację.

Siódma Pieczęć” może prowadzi bowiem do różnych wniosków, już taka specyfika filmów Szweda, którego niemożliwe uznać za twórcę jednotorowego. Wydaje mi się, że każdy, kto miał przyjemność obcować z opisywanym dziełem, zgodzi się, że Ingmar Bergman nie dokonuje całkowitej desakralizacji świata. Owszem, Bóg i pośmiertna utopia są dalekie, może nawet przez reżysera odrzucone, ale jednocześnie jest pewna nadzieja – sacrum możemy odnaleźć w innym człowieku. Niestety, człowiek to istota pełna niedoskonałości, dlatego w kontaktach z innymi musimy być przygotowani na sporo gorzkich rozczarowań.

Det sjunde inseglet, 1957 Det sjunde inseglet, 1957 a Det sjunde inseglet, 1957 aaa

(Visited 57 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>