Przemysław Sopocko

Robin Hood: Książę złodziei / Robin Hood: Prince of Thieves (Kevin Reynolds, 1991)

Robin Hood: Książę złodziei / Robin Hood: Prince of Thieves (Kevin Reynolds, 1991)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Robin Hood: Książę Złodziei” (ang. „Robin Hood: Prince of Thieves”) to jeden moich ulubionych filmów. Wyreżyserował go Kevin Reynolds, późniejszy twórca „Wodnego świata” i „Tristana i Izoldy”. Choć nie jest jakiś ambitny, to bardzo lubię do niego wracać. Pamiętam kampanię reklamową w 1991 r. – cały czas grano piosenkę z tegoż filmu w telewizji. Tę ekranizację przygód banity z Sherwood widziałem już trzykrotnie – w 1997 r. wersję kinową, natomiast w 2005 r. i 2013 r. wersję rozszerzoną. Poniżej napiszę czemu go tak bardzo lubię.

Robin z Locksley (Kevin Costner) przebywa w arabskiej niewoli. Wyruszył wraz z królem Ryszardem I (Lwie Serce) na wyprawę krzyżową. Niestety, wpadł w ręce wroga i przebywa w lochu już 5 lat. Jego przyjaciel Peter oskarżony o kradzież ma stracić dłoń (arabska kara dla złodziei). Robin przyznaje się też do winy. Korzystając z okazji rozbraja kata, a po drodze zabija paru strażników. Przy okazji, ratuje życie Azeemowi (Morgan Freeman) – Maurowi. Podczas przedzierania się przez Jerozolimę Peter ginie, ale przed śmiercią wymusza na Robinie przysięgę ochrony siostry – Lady Marion (Mary Elizabeth Mastrantonio). Robin, wraz z Azeemem, który jest mu winien uratowanie życia wyruszają do Anglii …

Alan Rickman jako Szeryf z Nottingham

Tymczasem na zamku Locksley, leciwy lord (Brian Bleesed) – ojciec Robina zostaje wezwany na pomoc. Wieśniak działał pod przymusem szeryfa z Nottingham (Alan Rickman) i jego wiedźmy (Geraldine McEwan). Odmawiając przejścia do sekty, Locksley senior ginie, a jego słudze – Duncanowi (Walter Sparrow) wydłubują oczy, paląc zamek.

Robin tego nie wie. Na samym początku widzi uciekającego chłopca – gonią go ludzie szeryfa, którym przewodzi Guy z Gisborne (Michael Wincott). Dochodzi do walki, w której ginie kilku rycerzy. A to wszystko w krajobrazie Northumbrii (północno-wschodnia Anglia – kilkaset kilometrów, pardon mil na północ od Nottingham). Wracając do domu odkrywa straszliwą tajemnicę … mając Azeema i Duncana, postanawia zemścić się na szeryfie. Wcześniej udaje się do Lady Marion, żeby powiedzieć jej o śmierci brata. Nasza bohaterka nie poznaje początkowo Robina, gdyż był osiłkiem, który kiedyś podpalał włosy dziewczętom. Dostrzega w nim mężczyznę. Nagle do Lady Marion przybywa Guy – Robin ucieka. Przepiękne krajobrazy Northumbrii, nad którą zachodzi Słońce oraz przeskok przez mityczny Wał Hadriana. Robin trafia z kompanami do Lasu Sherwood – po drodze natyka się na leśnych ludzi, do których przystaje po walce na kije. Dowiaduje się od nich o wszystkim. Mały John (Nick Brimble) zaprzyjaźnia się z Robinem – to jego syna uchronił przed Guy’em.

Mary Elizabeth Mastrantonio jako Lady Marion

Szeryf i jego wiedźma szykują intrygę. Postanawiają przejąć koronę Anglii z rąk Ryszarda I, poprzez ślub szeryfa z Lady Marion – krewnej króla. Robin z kolei działa wg zasady – „zabierał bogatym i dawał biednym”, przy okazji werbując ojca Tucka (Michael McShane).

Robin pewnego dnia przybywa do Nottingham, gdzie rozmawia z biskupem (Harold Innocent), który skazał jego ojca za czary. Nie chce uwierzyć w słowa duchownego… a do pokoju wchodzi szeryf, którego Robin rani w twarz. Słynny tekst: „Wytnę ci serce łyżeczką”.

Szeryf podkręca śrubę. Zwołuje pozostałych przychylnych sobie baronów, do tego członków sekty. A także najmuje do walki krwiożerczych Celtów. Wieśniacy mają coraz gorzej – szeryf decyduje się „odwołać Boże Narodzenie”. Uciekinierzy trafiają do Lasu …

Nick Brimble jako Mały John

Lady Marion zbiega z Nottingham do Sherwood, gdzie zamieszkuje z Robinem i leśnymi ludźmi. Pod okiem Robina i Azeema, leśni ludzie są zdolni do walki. Najgorsze nadchodzi – szeryf przybywa z wojskiem i Celtami. W bitwie ginie wielu ludzi, a część trafia do niewoli. Szeryf porywa Lady Marion, a Robina uznaje się za zmarłego. Na dodatek, Will Scarlett (Christian Slater) decyduje się na zdradę i zabicie banity z Sherwood, jeśli go znajdzie. Dowiadujemy się przy spotkaniu z czego wynika niechęć.

Robin jednak żyje i chce przeszkodzić w weselu szeryfa z Lady Marion, który poprzedzić ma powieszenie jeńców. Nottingham zostanie areną walki. Dosyć widowiskowej, nawet z wybuchami (proch strzelniczy miał Azeem). Potem jest coraz gorzej – katapulta, służąca do przerzutu Robina i Azeema. Albo walka Robina z szeryfem. A kulminacją jest scena, w której Azeem wyważa drzwi i zabija wiedźmę, która nagle biegnie z włócznią na Robina – cóż za wyczucie czasu…

Oczywiście dochodzimy do happy endu – ślub Lady Marion i Robina w Lesie Sherwood, na który przybywa, wprost z Ziemi Świętej sam Ryszard I (sir Sean Connery) – taka niespodzianka na sam koniec.

Kevin Costner jako Robin Hood

Aktorsko jest średnio. Kevin Costner, wtedy (w 1991 r.) gwiazda – dosłownie z gali Oscarów (R) (dwie statuetki zaTańczącego z Wilkami”) udał się na plan „Robin Hooda”. Mówił z amerykańskim akcentem (z czego żartowano w „Robin Hood: Faceci w rajtuzach”), raczej zagrał jak w filmie akcji, aniżeli przygodowej opowieści. Choć moim zdaniem Złota Malina (R) to jakaś pomyłka za jego rolę.

Morgan Freeman jako Azeem

Morgan Freeman – Maur w Anglii u schyłku XII w. Paranoja! Za to bardzo drażni mnie ten film – taka poprawność polityczna na siłę. Maura mógł zagrać ktoś pochodzenia arabskiego – raziłoby to mniej.  Sam Freeman zagrał jak to on – mądry człowiek, który umie sobie poradzić w każdej sytuacji.

Alan Rickman („Szklana pułapka”, „Harry Potter”, „To właśnie miłość”) kradnie swoim wykonaniem cały film. Jego szeryf z Nottingham to prawdziwy psychopata, który dąży do postawionego sobie celu. Ma też śmieszne teksty – „wyrwanie serca łyżeczką”, czy „odwołanie Bożego Narodzenia”.  Walczy samodzielnie przy użyciu miecza i rządzi żelazną ręką w hrabstwie. Otóż, angielski szeryf odpowiadał funkcjom polskiego starosty powiatowego – cała administracja znajdowała się w jego rękach – zabieg Wilhelma Zdobywcy, żeby nie doprowadzić do rozbicia dzielnicowego – książęta mieli szeryfów, mianowanych przez króla, jako przeciwwagę. Dlatego też, postać szeryfa z Nottingham miała tak szeroką władzę, co pokazano po trosze. Co do Alana Rickmana – genialna rola, za którą otrzymał nagrodę BAFTA (R).

Christian Slater jako Will Scarlett

Mary Elizabeth Mastrantonio –  Lady Marion jest słodka i wystraszona, ale umie o siebie zadbać. Choć zdziwiło mnie, że tak chętnie zamieszkała w Lesie Sherwood, będąc osobą z bogatszego rycerstwa. Christian Slater jako Will Scarlett rozczarowuje swoją sztucznością. Zasłużona nominacja do Złotej Maliny (R). Inni aktorzy, byli w zasadzie tłem dla głównej obsady. Ale sir Sean Connery jako Ryszard I – to bardzo miła niespodzianka na sam koniec.

Sir Sean Connery jako Ryszard I (Lwie Serce)

Technicznie jest dobrze. Douglas Milsome (który zadebiutował u Stanley’a Kubricka w „Full Metal Jacket”) doskonale przedstawił Anglię, w różnych lokacjach. Northumbria (otwarte tereny), gmina New Forest w Hampshire (Las Sherwood), zamki, także we Francji – jako ujęcia rezydencji oraz Londyn – kościół św. Bartłomieja Wielkiego (w City), który „zagrał” katedrę w Nottingham, a 3 lata później, tam nakręcono tytułowe „Cztery wesela i pogrzeb”. Wał Hadriana o zmroku – to się pamięta!

Kostiumy (John Bloomfield), scenografia (John Graysmark) również mogą się podobać. Wreszcie Robin nie chodził w rajtuzach.

Muzyka śp. Michaela Kamena – cudowna! Nominacja do Złotego Globu (R), ale te motywy zapamiętuje się na długie lata – uwertura. Ale najsłynniejsza jest piosenka Bryana Adamsa, pt. „Everything I do (I do it for you)”, za którą Kanadyjczyk, wraz z Kamenem dostali nominację do Oscara (R), Złotego Globu (R) oraz statuetkę Grammy (R).

Podsumowując, „Robin Hood: Książę Złodziei” to historia banity z Sherwood opowiedziana w stylu a’la MTV. Sławni aktorzy, baśniowa historia, do tego miłosna, śmieszne teksty, wpadki faktologiczne, ale też piosenka promująca film – idealna rozrywka na wieczór. Bardzo lubię ten film, gdyż przypomina mi miłe wydarzenia, a piosenka wciąż mi gra w głowie, jeśli o niej pomyślę. Po pierwsze, dzieje się w Anglii i dotyczy angielskiej legendy. Jako dziecko bardzo lubiłem Robin Hooda i mój sentyment pozostał. Trzeci już powód, to happy end – kilka razy podniósł mnie na duchu. Sądzę, że znalazłbym jeszcze więcej powodów.

Nie byłem jeszcze w Nottingham – jedna z tanich linii kiedyś reklamowała swoje loty z Warszawy hasłem: „Weekend u Robin Hooda”. Cóż, może się kiedyś skuszę.

Polecam „Robin Hood: Książę Złodziei” jako doskonałą rozrywkę na wieczór. Najlepiej w Walentynki z bliską osobą u boku. Wtedy styl a’la MTV razić nie będzie.

(Visited 19 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>