Agata Malinowska

Przygody Tintina / The Adventures of Tintin (Steven Spielberg, 2011)

Przygody Tintina / The Adventures of Tintin (Steven Spielberg, 2011)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Przygody TintinaStevena Spielberga skazane były na sukces. Znany na świecie (w Polsce mniej) komiks, suty budżet, znakomici scenarzyści, interesująca obsada, oscarowy autor muzyki, last but not least reżyser będący ikoną kina przygodowego… Minimalne ryzyko inwestycyjne, niezależnie czy chodzi o wyłożenie pieniędzy na realizację, czy na bilet do kina. „Sekret Jednorożca” jest filmem stworzonym z pasją, dynamicznym i emocjonującym. Trudno znaleźć jakieś powody do zrzędzenia, ale w końcu od czego jest recenzent.

Historia rozpoczyna się na pchlim targu, gdzie nasz rudowłosy reporter w niebieskim sweterku nabywa model żaglowca, w którym – jak się okazuje – ukryta jest wskazówka dotycząca skarbu. Rzecz jasna ukryte skarby, podobnie jak piękne kobiety, ściągają wszelkie rodzaje niebezpieczeństw. Mieszkanie Tintina zostaje więc splądrowane a on sam porwany przez złowrogiego łotra nazwiskiem Sacharyna (łudząco podobnego do Pana Kleksa) i uwięziony na statku o ekstrawaganckiej nazwie Karaboudjan…

Zanim przygoda dobiegnie końca, przemierzymy morza i pustynie, a także poznamy kilka oryginalnych postaci, takich jak wiecznie podchmielony kapitan Baryłka i para fajtłapowatych detektywów o nazwiskach Jawniak i Tajniak. Dowiemy się też, dlaczego nie należy rozpalać ognia w szalupie oraz poznamy nowe znaczenie frazy „lecieć na oparach”. We wszystkich tych perypetiach będzie nam towarzyszył nie tylko sam Tintin, ale też jego wierny towarzysz, piesek Miluś, który w razie potrzeby potrafi wydostać swego pana z niejednej opresji.

Nie ukrywam, że wspomniane postaci drugoplanowe wzbudziły we mnie znacznie większy entuzjazm niż sam główny bohater. Tintin ma właściwie same pozytywne cechy – jest odważny, ciekawski, inteligentny i uczciwy. Czyni go to niestety osobą nieciekawą i całkowicie przewidywalną, więc póki na ekran nie wmaszeruje chwiejnym krokiem kapitan Baryłka, film ogląda się bez większego zaangażowania emocjonalnego. Na szczęście nie trwa to bardzo długo i w pewnym stopniu rekompensowane jest szybką, sensacyjną akcją, a także czysto estetyczną radością z oglądania świetnej animacji.

Przygody Tintina” na milę zalatują nostalgicznym klimacikiem retro – akcja rozgrywa się w czasach, gdy na niebie rządziły samoloty dwupłatowe, po informacje chodziło się do biblioteki a „Indiana Jones” jeszcze nie miał dzieci. Realizacja jest jednak na wskroś współczesna – film nakręcono w modnej technice 3D (dostępna jest też wersja płaska) i w jakości nadającej się do wyświetlania w kinach IMAX. Bohater zachował co prawda swoją charakterystyczną fryzurę, ale ligne claire porzucono na rzecz komputerowej animacji, osiągając naturalność ruchu postaci dzięki technice motion capture. W zasadzie jest to świetne rozwiązanie.

Klasyczna kreska przyciągnęłaby do kin zapewne tylko fanów, a tak można sobie pozwolić i na komiksowe duże nosy oraz komiczne efekty rodem z kreskówek, i na widowiskowość, jakiej wymaga masowa publiczność. Janusz Kamiński, odpowiedzialny za zdjęcia, najwyraźniej dał się ponieść możliwościom – praca wirtualnej kamery bywa bardzo dynamiczna. Film jest też bardzo dobrze zmontowany, zaś wytrawna reżyseria gwarantuje brak przestojów.

Jedynym poważnym problemem z wyborem takiej a nie innej techniki realizacji jest fakt, że mimice komputerowych modeli, choć widoczny jest spory postęp, wciąż jeszcze daleko do realizmu. Nie stanowi to kłopotu w filmach pokroju „Toy Story”, w których animacja postaci i ich twarzy nawiązuje bardziej do filmu rysunkowego. Jednak przy naturalistycznej dynamice ruchu w Tintinie kontrast jest nieco zbyt rażący. Aktorzy mogą jeszcze długo spać spokojnie – i dobrze, bo gdyby zabrakło w kinie kreacji w rodzaju Jacka Sparrowa lub wspomnianego już Indiany Jonesa, należałoby zadać sobie klasyczne już pytanie „Jak żyć?”.

Postać krewkiego archeologa przywołuję nie bez powodu – klimat „Sekretu Jednorożca” jest nieco zbliżony do starych, dobrych filmów o Indianie, choć oczywiście Tintin nie jest aż takim twardzielem. Nie trzeba zatem być wielbicielem Hergé, by wyjść z kina z poczuciem satysfakcji. Wystarczy lubić dobre kino przygodowe, na którego reaktywację ten film jest najlepszym dowodem.

Przygody Tintina (The Adventures of Tintin, 2011) as Przygody Tintina (The Adventures of Tintin, 2011) Przygody Tintina (The Adventures of Tintin, 2011) a Przygody Tintina (The Adventures of Tintin, 2011) aaa

(Visited 17 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>