Joanna Roman

Przełamując fale / Breaking the Waves (Lars von Trier, 1996)

Przełamując fale / Breaking the Waves (Lars von Trier, 1996)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Już dawno żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia. I nie chodzi mi tylko o zwykłe zaciekawienie widza fabułą czy scenerią. „Breaking the Waves” wbiło mnie w fotel. Seans, od którego nie można się oderwać. Zachodzi potrzeba zrobienia krótkiej przerwy, bo ktoś nas woła. Wciśnięcie „stop” – choć konieczne – odwleka się, aż wreszcie pojawiają się napisy końcowe. Wtedy wszystkie myśli dotyczące produkcji napływają z podwójną siłą. Tak, dawno tego nie doświadczyłam. Obraz Larsa von Triera zmusza do refleksji.

Bess McNeill mieszka w małej miejscowości, gdzie władzę sprawuje miejscowy kościół. Panuje dyskryminacja kobiet i surowe zasady, ukazujące jakie zachowania nie będą tolerowane. Wkrótce kobieta wychodzi za mąż za doświadczonego już mężczyznę. Ich związek jest pełen szczęścia. Jednak Jan musi powrócić do swojej pracy na platformie wiertniczej na Morzu Północnym. Zrozpaczona Bess źle znosi rozłąkę, a swój wolny czas zapełnia rozmowami z Bogiem, do którego kieruje swoje modlitwy o powrót do domu swojego męża. Tymczasem na platformie wiertniczej dochodzi do wypadku, w wyniku którego Jan powraca do domu sparaliżowany. Bess opiekuje się nim, mając wyrzuty sumienia, że to ona jest przyczyną kalectwa mężczyzny. Zrezygnowany Jan wpada na nowe, szalone pomysły, których spełnienia wymaga od swojej wiernej i kochającej żony.

Lars von Trier jest kontrowersyjnym reżyserem duńskiego pochodzenia, będącym zwolennikiem minimalizmu. Jego produkcje charakteryzują się brakiem wymyślnych dekoracji, sensacyjnych akcji czy też sztucznego oświetlenia. Von Trier zasłynął ze swojego trudnego charakteru, przez co niewielu aktorów jest gotowych i chętnych na podjęcie z nim współpracy. Jego nieobliczalne pomysły w połączeniu z brakiem pokory tworzą niezwykle oryginalne dzieła. Reżyser cierpi na depresję, która była powodem powstania jego niektórych filmów. Filmografia von Triera cieszy się szerokim uznaniem, szczególnie w kinematografii europejskiej. Większa część obrazów reżysera dopiero przede mną, jednak już teraz muszę przyznać, że jego praca jest niesamowita i zdecydowanie warta poznania.

Przełamując fale” to wielopoziomowa, intensywna i bardzo rozwinięta pod względem emocjonalnym opowieść. Reżyser ukazuje nam relacje pomiędzy mężem a żoną w nieznanym nam dotychczas środowisku, gdzie wszelkie decyzje podejmowane są w pobliskim kościele, który nie posiada dzwonów, gdyż mieszkańcy nie potrzebują ich, aby należycie czcić Boga. Taki pogląd wynika również z wyraźnego podziału pod względem płci. Kobiety nie mogą uczestniczyć w pogrzebach i tylko mężczyźni wypowiadają się podczas wspólnych spotkań w kościele. W dodatku kobieta pozostaje w miejscowości i ma cierpliwie czekać na powrót męża z pracy. Niewinna oraz niedoświadczona Bess zakochuje się w Janie i dzięki niemu poznaje erotyzm.

Ich wspólne życie wydaje się spełnieniem wszelkich marzeń kobiety, do czasu gdy jej ukochany opuszcza rodzinny dom na czas wykonywania pracy. Bess prowadzi osobliwe rozmowy z Bogiem, które przypominają rozdwojenie jaźni głównej bohaterki. W dodatku dba o innych, ciągle poświęca się, nie zważając na siebie. Te cechy szczególnie się uwidaczniają, gdy sparaliżowany Jan powraca do domu. Wkrótce wydaje jej niespodziewane polecenie: Bess ma kochać się z innymi mężczyznami i relacjonować jemu swoje przygody. Kobieta zostaje postawiona w niezwykle ciężkiej sytuacji. Z jednej strony chce dobrze dla męża, a jest przekonana, że spełnienie jego zachcianki, umożliwi mu powrót do zdrowia. Z drugiej strony taka postawa kłóci się z jej przekonaniami, wiarą i charakterem. Trudna decyzja przyczynia się do stopniowego upadku Bess, mającą jednak wsparcie przyjaciół.

Jestem pod wielkim wrażeniem znakomitej roli Emily Watson, która dotychczas kojarzyła mi się z rolą w „Czerwonym smoku”. Zagrała tam niewidomą kobietę, a widok jej oczu zapadł mi w pamięć. Na ekranie pojawia się również stały bywalec w filmach von TrieraStellan Skarsgard. „Breaking the Waves” bardzo mocno oddziałuje na widza, zajmuje wszystkie myśli i odczucia. Mnie osobiście wymęczyło to psychicznie tak, że po seansie nie pozostawało mi nic innego jak pójść spać z głową pełną świeżych doznań. Zdecydowanie polecam.

Breaking the Waves, 1996Breaking the Waves, 1996 aaBreaking the Waves, 1996 v

(Visited 38 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>