Agata Malinowska

Pozdrowienia z raju / Captive (Brillante Mendoza, 2012)

Pozdrowienia z raju / Captive (Brillante Mendoza, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Nowy film Brillante Mendozy to bezkompromisowa, niemal stuprocentowo realistyczna symulacja porwania grupy ludzi dla okupu. Sam reżyser szacuje, iż fikcja, mająca zapewnić „Pozdrowieniom z raju” niezbędny dramatyzm, stanowi zaledwie 25% scenariusza. Cała reszta zaczerpnięta została z autentycznych relacji. By umożliwić aktorom odpowiednie wczucie się w rolę, zdjęcia realizowano zgodnie z fabularną chronologią, zaś „ofiary” ujrzały swych „porywaczy” dopiero w trakcie realizacji scen uprowadzenia. Te zabiegi nie poszły na marne. Każdym nerwem wyczuwa się tutaj szczerość i obsesyjną wręcz dokładność. Brak fabularnych dróg na skróty, tak popularnych w bardziej konwencjonalnych filmach zajmujących się podobnym tematem. Co jednak takie kino, kino o-mało-co-dokumentalne, o-mały-figiel-reality-show, może dać widzom, poza pornograficzną w swej naturze przyjemnością obejrzenia prawie prawdziwego porwania bez opuszczenia wygodnego fotela? Trudno orzec.

Grupa turystów, w której przypadkowo znalazła się aktywistka Therese, zostaje uprowadzona z luksusowego ośrodka wypoczynkowego przez filipińskich separatystów. Porywacze, po wyczerpującej podróży morskiej, wraz z zakładnikami zaszywają się w dżungli, skąd negocjują indywidualny okup i warunki wymiany. W ciągłym ruchu, nękani przez wojsko próbujące odbić turystów, porywacze i porwani nawiązują rozmaite rodzaje więzi, narzucone przez wspólne życie. Zakładnicy uczą się przetrwania w dżungli. Niektórych z nich bojownicy siłą wcielają do swoich szeregów. Niektórych siłą poślubiają. Granica między ofiarą a katem z reguły jest jednak oczywista. Wyznacza ją broń w rękach separatystów i tylko Therese, o wielkim sercu i rogatej duszy, ma chęć czasami sprawdzać, na ile ten podział jest zacieralny.

No właśnie, Therese. Jest to postać tak bliska głównego bohatera, jak tylko to możliwe w tego rodzaju filmie – ale jednak nie osiągająca tego statusu w pełni. Jest to też osoba najbardziej moralna, która w dodatku nie lęka się ryzykować życiem, jeśli w grę wchodzą ważne dla niej kwestie. Wydawałoby się zatem, że konfrontacja postawy Therese z życiową filozofią islamskich separatystów, mogłaby wprowadzić do filmu niezbędny pazur. Tak się jednak nie staje – byłoby to zaprzeczenie prawdzie. W rzeczywistości bowiem nikt nie prowadzi filozoficznych dysput, nie pojawia się pole do dyskusji. Ot, kilka scysji na tle kulturowym (np. Therese sprzeciwia się wyrzuceniu za burtę Biblii) i humanitarnym – to wszystko. Pomimo wysokiej klasy kunsztu aktorskiego Isabelle Huppert i jej widocznego zaangażowania, postać aktywistki ostatecznie rozmywa się w grupie. Jej rola jako katalizatora emocji zostaje stłumiona do poziomu, który nie zapewnia nam poważniejszego zakorzenienia w opowiadanej historii. Tym bardziej, że „Pozdrowieniom z raju” brakuje jakiegoś wyrazistego zakończenia, które postawiłoby nas przed koniecznością głębszej refleksji. No cóż, jak w życiu.

Może jednak wcale nie storytelling jest tu najważniejszy? Być może Mendoza chce nam po prostu naświetlić pewien lokalny problem. Lub nawet problem globalny, podobne porwania mają przecież miejsce również w Afganistanie, Kolumbii i innych zakątkach świata. Z pewnością różnią się scenerie i szlachetne cele, na które potrzebne są pieniądze z okupu, ale schemat wszędzie ten sam. Technologie zdalnej komunikacji, wszechobecne i zdatne do manipulacji media w połączeniu z dostępnością dziczy, w którą można zapaść bez śladu, stanowią o kształcie współczesnego kidnapingu. Psychologiczne mechanizmy zniewolenia są zaś stare jak świat. Wszystko to podaje się nam na talerzu, wycinając jedynie owe miesiące wyniszczającej nudy, gdy okup nie nadchodzi, a nadzieja wysącza się jak krew w niezagojonej rany. A być może właśnie te chwile stanowią esencję doświadczenia, jakim jest porwanie. Właśnie w tych chwilach mogą pojawić się pytania o to, kim są porywacze? Dlaczego wybrali taki sposób na życie? Co chcą osiągnąć? Jednak odpowiedzi na nie nie padają (jak w życiu), a to skutecznie podminowuje merytoryczną zawartość.

Potworem Spaghetti a prawdą, jeśli już ktoś pragnie opisać jakąś swoją bolączkę, znacznie lepiej jest zainwestować w porządny dokument. Chociaż czasem sprawdza się nawet i ostre kino gatunkowe, jak „Elitarni – ostatnie starcie”, ilustrujący tworzenie się policyjnej mafii w brazylijskich fawelach. To nie życie, to kawałek tortu, ale zawiera on na tyle dużo informacji, że ciekawy świata widz aż rwie się, by nieco zgłębić problem.

Po co więc jest nam w kinie prawie naga prawda? Na tyle odziana, byśmy mogli uspokajać się, że to tylko film, na tyle jednak goła, by wzbudzić w nas nudę, jaką napawa nas niekiedy codzienność? Być może doświadczenie owej codzienności, która jest przecież codziennością ofiar porwania, nurzających się w błocie filipińskiej dżungli, stanowi wartość samą w sobie. Nic jednak prostszego, niż zarobić swój pierwszy milion, a potem dać się porwać i wydać pieniądze na okup. Nie takie łatwe? Za to w 3D i Dolby Surround.

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>