Przemysław Sopocko

Polowanie na króliki / Rabbit-Proof Fence (Phillip Noyce, 2002)

Polowanie na króliki / Rabbit-Proof Fence (Phillip Noyce, 2002)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Phil Noyce, Australijczyk znany jako reżyser „Czasu patriotów”, „Stanu zagrożenia”, „Świętego” czy ostatnimi czasy „Salt”, ponad dekadę temu nakręcił bardzo mało znany w Polsce film. Sam też dowiedziałem się o jego istnieniu z brytyjskiej gazety w 2002 r. Chodzi mi o „Polowanie na króliki” („Rabbit-Proof Fence”), nominowane do Złotego Globu (R) za muzykę Petera Gabriela.

Trzy główne bohaterki na tle tytułowego płotu na króliki

Skąd taki tytuł? Zacznijmy od początku. Doris Pilkington Garimara, Aborygenka z pochodzenia, napisała książkę pt. Follow the Rabbit-Proof Fence, wydaną w 1996 r., w której opisała doświadczenia tzw. Skradzionego pokolenia (ang. Stolen Generation). Otóż, australijski rząd w latach 1900-1970 zabierał aborygeńskie dzieci z rodzin mieszanych, w celu wychowania ich na „białych ludzi” w  w obozach przejściowych. Odebrane siłą od rodziców, miały zatracić swoją własną tożsamość, na rzecz dominującej anglosaskiej kultury. Nawet powstało wyspecjalizowane ku temu organy, tzw. Protectors of Aborigines, a w przypadku akcji niniejszego filmu, chodziło o Commissioner for Native Affairs dla Australii Zachodniej, Aubera Octaviusa Neville’a (1875 – 1954). Dzieło Garimay dotyczy ucieczki trzech dziewczynek z jednego z takich obozów. Dzieci nie znając drogi, szły wzdłuż tytułowego „płotu na króliki”, rozdzielającego kontynent. Takowa zapora powstała, gdyż te miłe zajęczaki w Australii pustoszą uprawy. Poza tym, płot wyznacza kierunki świata, a dziewczynki można porównać do królików, uciekających przed myśliwymi.

Widzimy trójkę dzieci – Molly Craig (Everlyn Sampi), Daisy Craig (Tianna Sansbury) oraz Gracie Fields (Laura Monaghan), odebrane przez policję od matek. Mieszkają w obozie przejściowym, uczone anglosaskich zwyczajów. Ich rodziny tęsknią za nimi, co widzimy w zmieniających się scenach. Z czasem decydują się na ucieczkę, mimo, iż w obozie pracuje Łowca (David Ngoombujarra), wyłapujący uciekinierki. Rozpoczyna się pościg. A.O. Neville (w tej roli sir Kenneth Branagh) wydaje duże pieniądze, żeby złapać „uciekające króliki”. Przede wszystkim chodzi o prestiż jego urzędu, tak mocno nadszarpnięty.

Łowca (David Ngoombujarra)

Wszyscy szukają dziewczynek, które zgodnie z prawdą, przeszły pieszo 2,5 tys. km. Oczywiście, dotarły do domu, co można było przewidzieć. Na samym końcu filmu widzimy bardzo stare główne bohaterki, mające wtedy (tzn. w 2002 r.) ok. 80 lat. Ich ucieczka okazała się inspiracją dla innych.

Sir Kenneth Branagh jako A. O. Neville

Szczerze mówiąc, to za najmocniejszą stronę „Polowania na króliki” uznałbym jego przesłanie. Niszczenie zastanej kultury miejscowej, przez wykorzenianie z dzieci ich tożsamości, uznać należy za zbrodnię. Anglosascy osadnicy w barbarzyński sposób „cywilizowali” aborygeńskie dzieci, uciekając się do przemocy i rozbijania rodzin. Phil Noyce potępia takie podejście, wskazując na możliwość współżycia dwóch kultur obok siebie, a wręcz ich wzajemnego wzbogacania się. Kończąc już ten wątek, całość sprowadza się do pytania: kto naprawdę był barbarzyńcą?

Odnośnie aktorów, to sir Kenneth Branagh przeraża jako A.O. Neville. Widz czuje negatywne emocje w stosunku do tak bezdusznego urzędnika, wyrządzającego wiele krzywdy innym. Dzieci w filmie, to jedynie dobra robota. Wiem, że to były amatorki, ale oddały realizm swoich postaci. Tylko, że bez rewelacji. Cieszą aktorzy aborygeńscy starszej daty, którzy rzeczywiści należeli do „Skradzionego pokolenia”. Moim zdaniem to hołd oddanym wszystkim tym dzieciom, które niczym króliki musiały uciekać.

Trzy uciekinierki

Muzyka Petera Gabriela nie porusza jak dzieło Ennio Morricone przy okazji „Misji”, ale scena, w której widzimy bohaterki w wieku starczym z napisami o ich dalszych losach, to łzy cisną się na oczy same.

Zdjęcia Christophera Doyle’a („Spragnieni miłości”, „Spokojny Amerykanin”, „Hero”) robią wrażenie, zwłaszcza, gdy pokazują bezkresne pustynie Australii o zachodzie Słońca, przecięte jedynie płotem na króliki.

Podsumowując już, Phil Noyce pokazał swoją klasę jako reżyser. Nakręcił dramat z przesłaniem, będący hołdem dzieciom ze „Skradzionego pokolenia”. Jednocześnie też żądaniem przeprosin, do których doszło w 2008 r. z ust ówczesnego premiera Australii, Kevina Rudda* (pełniącego tę funkcję także obecnie) z Partii Pracy. Moim zdaniem, film ten odniósł skutek, gdyż przypomniał światu, a przede wszystkim Australijczykom o dramacie dzieci w ich kraju. Choć nie jest to dzieło wybitne, to polecałbym zapoznać się z nim, gdyż pokazuje, iż cierpiało przez kolonizację wiele rdzennych ludów, nie tylko Indianie.

(Visited 12 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>