Mariusz Czernic

Pogromca czarownic / Witchfinder General (Michael Reeves, 1968)

Pogromca czarownic / Witchfinder General (Michael Reeves, 1968)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

W latach 40. XVII wieku angielskie rzeki spływały krwią za sprawą toczącej się rewolucji, mającej na celu zakończenie rządów absolutnych Karola I. Parlamentarzyści Olivera Cromwella pokonali rojalistów w bitwie pod Naseby w 1645 roku. Akcja filmu 24-letniego reżysera przenosi widzów w przeddzień tej bitwy, lecz polityka i wojna są tu jedynie tłem wydarzeń, zaś postać Cromwella pojawia się tylko w epizodzie. W zasadzie to sam tytuł mówi wszystko o przynależności gatunkowej – nie mamy tu do czynienia z dramatem historycznym, ale z dramatem grozy na temat profesji, która budziła wówczas autentyczny strach i respekt. I co chyba najbardziej interesujące, przedstawieni w filmie witch-hunterzy, Matthew Hopkins i John Stearne, istnieli w rzeczywistości i w trakcie angielskiej wojny domowej faktycznie zajmowali się polowaniem na czarownice.

Wierząca w przesądy i magię wiejska społeczność wynajmuje za odpowiednią opłatą dwóch łowców w przekonaniu, że interwencja tych „boskich wysłanników” wypleni z ich wioski zło i zarazę pod postacią czarowników i wiedźm. Posiadający legalną władzę (daną im przez tzw. magistratów) łowcy mogą bezkarnie torturować i zabijać kogokolwiek. Proces eliminacji osób parających się czarną magią toczył się w trzech etapach. Pierwszy to aresztowanie na podstawie zeznań świadków, drugi to torturowanie delikwenta by wymusić przyznanie się do winy. Trzeci etap był najbardziej bezsensowny: zanurzanie w akwenie – jeśli oskarżony się utopił był prawdopodobnie niewinny, jeśli przeżył musiał być czarownikiem i należało go powiesić lub spalić na stosie.

Atmosfera rebelii i wojny nie sprzyja poprawie stosunków międzyludzkich, wręcz przeciwnie – następuje wtedy upadek prawa, porządku i moralności. Ale zawsze znajdzie się desperat, który spróbuje powalczyć z bezdusznym systemem. W filmie Reevesa taką postacią jest porucznik armii parlamentu Richard Marshall, który poprzysiągł zemstę na pogromcach czarownic za zgwałcenie jego ukochanej i zabicie jej wuja. Oprócz walki z rojalistami młody oficer prowadzi więc prywatną wojnę – o honor i sprawiedliwość. Hrabstwa nad Morzem Północnym pokrywają czarne chmury, które zwiastują trudny okres dla mieszkańców wschodnich wybrzeży Wielkiej Brytanii. Wojna domowa spowodowała ogromne straty w ludziach, a ci co przeżyli klepią biedę. Ludzie albo żyją z zabijania (jak kawalerzyści oraz tytułowy witchfinder general) lub są ofiarami przemocy i niesprawiedliwości (najczęściej kobiety i starcy).

Brytyjski reżyser Michael Reeves zmarł w wieku 25 lat na skutek przyjęcia zbyt dużej dawki środków nasennych, ale zdążył nakręcić trzy brytyjskie horrory – za najważniejszy z nich uznaje się ostatni, Pogromcę czarownic. To dzieło wstrząsające i drapieżne, obfitujące w okrutne sceny przemocy i przerażające krzyki ofiar. Tortury, wieszanie, palenie na stosie pełnią ważną rolę i mają uzmysłowić widzom, do czego prowadzi wiara w zabobony i przepowiednie. Matthew Hopkins w interpretacji Vincenta Price’a to człowiek, który nie wierzy w magię i istnienie czarowników, ale jest chciwy i bezlitosny, więc pełni swoją rolę bez żadnych wyrzutów sumienia, bo przynosi mu ona dochody, uznanie i szacunek (choć przysparza też wrogów). Ofiarami jego bezwzględności są także naiwni i bezmyślni wieśniacy, którzy nie zdają sobie sprawy, że działania witchfindera wcale nie służą Bogu i wcale nie odganiają Szatana, bo diabeł prawdopodobnie tkwi w każdym człowieku.

Ważną cechą filmu Reevesa jest znakomita obsada – Robert Russell jako amoralny głupiec John Stearne czerpiący przyjemność z torturowania ludzi, Hilary Dwyer w roli bezbronnej, zhańbionej i upokorzonej Sary oraz Ian Ogilvy, który grał też w poprzednich filmach Reevesa, tym razem jako porucznik kawalerii, człowiek szukający sprawiedliwości i satysfakcji, nie wahający się nawet zdezerterować, byle tylko wyrównać rachunki. Bardzo interesującą kreację wykreował wspomniany już wcześniej Vincent Price – grany przez niego Wielki Łowca to człowiek pozbawiony skrupułów, dla którego jedynym bogiem są pieniądze i to z ich powodu zajmuje się tą niegodziwą profesją. Aktor doskonale gra głosem i mimo że trudno w tej postaci znaleźć jakieś pozytywne cechy to wzbudza respekt i trudno uwierzyć, aby miał zostać pokonany przez jakiegoś młodego, niedoświadczonego oficera. Przy okazji warto wspomnieć, że prawdziwy Matthew Hopkins nie dożył 30-ki, więc Price teoretycznie nie pasował do tej roli, ale zagrał ją tak sugestywnie, że trudno wyobrazić sobie kogoś innego na jego miejscu.

Zaludniona przez hipokrytów, ignorantów i nikczemników przepiękna angielska prowincja filmowana jest przez brytyjskiego operatora Johna Coquillona w sposób bardzo wymowny – nie ma wątpliwości, że świat tutaj przedstawiony jest zepsuty i zniszczony przez obskurantów i nawet bez rozgrywającej się w tle krwawej wojny ludzie staliby się dla siebie wilkami, których zżera głód, zazdrość i perfidia. Muzyka Paula Ferrisa łagodzi nieco wymowę filmu, pełna jest angielskiego szyku i elegancji typowych dla kostiumowych romansów – przypomina, że świat nie jest do końca zepsuty, skoro jest czas na miłość i walkę o zachowanie człowieczeństwa. Chociaż słyszałem wiele dobrego na temat tego filmu to i tak jestem pod wrażeniem. Brytyjskie filmy (nawet sensacyjne i przygodowe) potrafią czasem nieźle wynudzić widzów, zanim się porządnie rozkręci akcja, na szczęście jednak film Reevesa ani przez moment nie zanudza zbędnymi fragmentami. Pogromca czarownic to znakomity przykład na to, że prawdziwy horror to nie spotkanie z duchami, wampirami czy demonami, lecz z pozbawionymi sumienia ludźmi o stępionych zasadach moralnych.

* Film pokazywany był w Stanach pod tytułem Conqueror Worm (Robak Zwycięzca), który sugerował, że to kolejna adaptacja twórczości Edgara Allana Poe, jako że gwiazdor filmu, Vincent Price, znany był za oceanem z filmów Rogera Cormana czerpiących pomysły z przesyconych atmosferą grozy utworów Poe’go (zarówno opowiadań jak i poezji). Jednak film Reevesa, oprócz mrocznego klimatu i pesymistycznej tonacji, nie ma nic wspólnego z twórczością tego amerykańskiego XIX-wiecznego autora.

Witchfinder General (Michael Reeves, 1968) Witchfinder General (Michael Reeves, 1968)  aWitchfinder General (Michael Reeves, 1968)  aa

 

(Visited 18 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>