Agata Malinowska

Pociąg (Jerzy Kawalerowicz, 1959)

Pociąg (Jerzy Kawalerowicz, 1959)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Ujmując rzecz złośliwie – z polskim kinem jest trochę jak z narodową reprezentacją piłkarską. Kiedyś byliśmy wielcy, a teraz bywamy tylko nieźli. Dzięki Lankoszowi, Wajdzie i Smarzowskiemu, rok 2009 przejdzie zapewne do historii jako pełen kinematograficznych smakołyków, których miejscowi twórcy ostatnio nam skąpią. Niestety obejrzany przeze mnie przed dwoma dniami „PociągKawalerowicza, mający na karku już piąty krzyżyk, przelicytował każdy z tych filmów z osobna, a może i wszystkie razem wzięte.

Tego ostatniego zdania nie jestem co prawda pewna – gdyby połączyć finezyjne zdjęcia Marcina Koszałki, wirtuozerski montaż Laskowskiego, inteligentny scenariusz Smarzowskiego i reżyserską rękę Wajdy, powstałby zapewne film genialny. Stawiamy jednak hipotetyczny geniusz przeciw namacalnej wybitności. Fakt jest faktem – ponowna obecność Kawalerowicza na dużym ekranie to okazja, by zobaczyć kawał dobrego kina.

Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach

Osią scenariusza jest spotkanie dwojga ludzi i ich wspólna podróż w sypialnym przedziale. Ona to młoda dziewczyna prześladowana na każdej stacji przez swego byłego chłopaka. On – dojrzały, wykształcony i przystojny mężczyzna. Początkowo są sobie niechętni, jednak w miarę jak mija czas ich powierzchowna znajomość zaczyna się rozwijać. Oboje zdają sobie sprawę, że gdy pociąg dojedzie na miejsce, rozstaną się i nigdy nie zobaczą. Paradoksalnie – tymczasowość sytuacji, jakby przerwa w dotychczasowym życiu, stwarza atmosferę stosowną do zwierzeń, skłania do wyzbycia się tajemnic.

Ten kameralny psychologiczny dramat mógłby zapewne w zupełności wystarczyć na potrzeby filmu. Jednak „Pociąg” to również portret mikrospołeczności pasażerów, wiernie oddający naturę towarzyskich relacji w podróży. W wielu wątkach, zręcznie wplecionych w scenariusz, znajdzie się miejsce na flirt, rozmowy, niesnaski, a także akcent sensacji (pociągiem prawdopodobnie podróżuje morderca). Trudno spostrzec, kiedy właściwie przekracza się granicę obiektywizmu i zaczyna się żyć w rytmie tych drobnych wydarzeń, złośliwie komentować wysiłki mężatki kokietującej mężczyzn z innych przedziałów, z ciekawością wsłuchiwać się w dyskusje – by tym mocniej przeżyć zbliżający się dramat.

Mocną stroną „Pociągu” jest świetnie zbudowany klimat – nieco leniwy, nieco plotkarski, pełen tymczasowości, doprawiony tajemnicą i podświadomym niepokojem. Spora w tym zasługa reżysera, ale też wybornych zdjęć i trudnego do zapomnienia motywu muzycznego – ascetycznej wokalizy. Swoje dołożyła również uważnie dobrana obsada (Lucyna Winnicka otrzymała za rolę w „Pociągu” wyróżnienie na festiwalu w Wenecji). Co może być ważne dla koneserów – Zbigniew Cybulski występuje tutaj bez swoich słynnych okularów, nota bene grając postać, która ma zwyczaj wskakiwać w ostatniej chwili do odjeżdżającego pociągu.

Rewitalizacja i co z tego wynika

Jak na standardy X muzy, film Kawalerowicza jest staruszkiem i (pomijając upływ czasu, który bywa dla taśmy filmowej zabójczy) z całą pewnością nie spełnia kryteriów jakościowych niezbędnych choćby do emisji filmu w coraz bardziej popularnej telewizji HD. W każdym razie nie spełniał do momentu gdy zakończył się proces jego cyfrowej rekonstrukcji – efekt, który mogłam podziwiać na ekranie kinowym, robi wspaniałe wrażenie. Podobnym zabiegom, w ramach projektu KinoRP, poddano między innymi „Popiół i diament”, uznawany za perłę nie tylko polskiej, ale i światowej kinematografii.

Na świecie rekonstrukcję filmów praktykuje się od jakiegoś czasu intensywnie, ratując od zniszczenia dzieła kluczowe dla historii kina – wystarczy wspomnieć choćby o niedawnych wysiłkach zmierzających do odtworzenia oryginalnej wersji „MetropolisFritza Langa. Cieszy mnie, że w Polsce znaleźli się ludzie, którzy zdecydowali się w tym uczestniczyć, w miarę możliwości angażując w przedsięwzięcie samych twórców. Pozostaje tylko trzymać kciuki i liczyć na to, że na tych kilku sztandarowych tytułach się nie skończy.

Swoją drogą – bardzo jestem ciekawa, które filmy Waszym zdaniem zasługują na takie „drugie życie”. Nie chodzi oczywiście o arcydzieła, to kwestia nieciekawa. Zastanawiają mnie raczej lokalne dziwadła w rodzaju straszydeł Marka Piestraka – „Wilczyca” w wersji deluxe z pewnością ma szansę na to, by stać się filmem kultowym. Co sądzicie?

Pociąg (Jerzy Kawalerowicz, 1959 aa Pociąg (Jerzy Kawalerowicz, 1959 aPociąg (Jerzy Kawalerowicz, 1959 aaa

(Visited 27 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>