Przemysław Sopocko

Opowieść wigilijna / A Christmas Carol (David Hugh Jones, 1999)

Opowieść wigilijna / A Christmas Carol (David Hugh Jones, 1999)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

W Święta, nieodłączną pozycją filmową, prócz „Kevin sam w domu”, jest „Opowieść wigilijna”, oparta na  nowelce Charlesa Dickensa, angielskiego pisarza, tworzącego w  XIX w., uznawanego czasem za najlepszego powieściopisarza społeczno-obyczajowego. Jego opisy społeczeństwa brytyjskiego, czy same naturalistyczne krajobrazy Londynu, ujęte w słowach – coś pięknego!

Wróćmy jednak do filmu. Ebenezer Scrooge (sir Patrick Stewart) mieszka w bogatej dzielnicy Londynu. Jest człowiekiem sukcesu, dorobił się wielkiego majątku, który wciąż pomnaża. Mimo wszystko, żyje samotnie i unika innych ludzi. Męczy swoich pracowników, zwłaszcza Boba Cratchita (Richard E. Grant), do tego  w Święta. Dodajmy, że Scrooge nie znosi Bożego Narodzenia.  I tu, niespodzianka! W Wigilię właśnie dojdzie do zmiany!

Scrooge spędza kolejny samotny wieczór, aż tu nagle pojawia się duch Jakuba Marley’a (Bernard Lloyd), jego dawnego wspólnika w interesach, którego to pogrzeb rozpoczyna opowieść. Marley ma na sobie łańcuchy jako pokutę za zły żywot, pełen sukcesów, ale jednak źle oceniony „tam w Górze”. Ostrzega Ebenezera przed podobnym losem. Początkowo nasz bohater nie może w to wszystko uwierzyć, ale Marley zapowiada kolejne wizyty w tę noc.

Najpierw przychodzi Duch Świąt Minionych (Joel Grey). Przypomina Scrooge’owi dawne czasy, a ten czasem żałuje, że coś mógł zrobić lepiej. Różnie w życiu bywa, a ta wizyta miała skłonić naszego bohatera do refleksji. Widać zaczątki zmiany – żałuje złego postępowania, ale w paru miejscach się kłóci.

Potem, Scrooge trafia w ręce Ducha Świąt Teraźniejszych (Desmond Barrit). Podobnie do poprzednika, również przymusza starego skąpca do refleksji. Ebenezer widzi swojego bratanka Freda (Dominic West), który żartuje sobie z niego, czy też rodzinę Cratchitów, cierpiącą niedostatek w Święta. Działa to trochę lepiej na Scrooge’a, ale dopiero się stanie …

Trzecia zjawa, Duch Świąt Przyszłych (Tim Potter), niesie ze sobą mniej optymistyczną wizję życia. Widzimy Cratchita, który przez ciężką pracę i małe zarobki, zaniedbał kulawego syna Tommy’ego. Chłopiec zmarł, a Bob chodzi na jego grób. I wtedy, trzeci Duch, pokazuje Scrooge’owi wizję, która przeraża. Grobowiec Ebenezera i przyszłość, która rysuje się w czarnych kolorach – nasz bohater, jeśli się nie zmieni, umrze w samotności…

Scrooge błaga Ducha o łaskę i obiecuje przemianę. Nagle budzi się we własnym domu. Słyszy chłopca sprzedającego drób. Przez okno zamawia u niego najdroższego indyka i karze dostarczyć go Cratchitom. Następnie, Ebenezer udaje się do Freda z życzeniami świątecznymi, nawet żartując z samego siebie. Przemiana dokonała się, a po Londynie niesie się wieść o przemianie dawnego skąpca. I wtedy, na Święta do Cratchitów wpada Scrooge, obiecując Bobowi podwyżkę, a także wręczając prezenty jego dzieciom.

Twórcy filmu, na szczęście nie zmienili ducha nowelki Dickensa. Reżyser, David Hugh Jones, postawił przede wszystkim na treść, zatrudniając świetnych aktorów. W zasadzie, to jeden ukradł cały film. Sir Patrick Stewart, mimo sukcesów na mostku USS Enterprise, czy jako dyrektor szkoły dla wybitnie uzdolnionych, poradził sobie brawurowo i z tą rolą. Widać rzemiosło aktorskie, wyrobione w teatrach na West Endzie. Kameralna atmosfera i skromne scenografie, jeszcze bardziej potęgują grę sir Patricka. Jego Scrooge budzi niechęć na początku, a potem raduje widzów swoją przemianą. I o to tutaj chodziło. Reszta obsady – Richard E. Grant („Dracula”, „Gnijąca panna młoda”, „Gosford Park”, „Żelazna dama”), Dominic West („Johnny English reaktywacja”, „Chicago”, „300”), czy Joel Grey („Kabaret”), pełnią jedynie funkcję „tła” dla Stewarta.

Techniczne, jak już wspomniałem jest skromnie. Film wg oficjalnych informacji powstał w hrabstwie Northamptonshire (może to dziwić, gdyż produkcje TV Hallmark powstawały najczęściej w Toronto, łącznie z ich flagowymi „Holmesami”).

Muzyka Stephena Warbecka („Zakochany Szekspir”, „Billy Elliott”) to moim zdaniem doskonała ilustracja dla całego filmu! Buduje grozę, dramatyzuje, ale też raduje widza, gdy w Scrooge’u dokonuje się przemiana.

Zdjęcia Iana Wilsona („Emma” z 1996 r., „Eryk Wiking”, „Gra pozorów”), choć skromne, ze względu na formę, to wykonane z niezwykłą precyzją. Zwłaszcza ukazanie postaci ma swoje znaczenie dla odbioru filmu. Nominacja do nagrody Emmy (R) zasłużona.

Podsumowując, jest to najmroczniejsza ekranizacja „Opowieści wigilijnej”, którą widziałem. Gdy byłem mały przerażała, a teraz wciąż budzi u mnie niepokój. W zasadzie mamy do czynienia z grą jednego aktora, ale za to jakiego! Choć sir Patrick Stewart nie zagrał w żadnym ambitnym filmie, to niezależnie od roli pokazuje swoją klasę i styl. Do skromnej formy, dodajmy ważną treść oraz otoczkę świąteczną w Londynie, choć nakręconą wiele setek mil na północ od niego i mamy kameralną, niemal teatralną opowieść, której nie powinno się pominąć w nadchodzące Święta.

(Visited 12 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>