Mariusz Czernic

Operacja Argo / Argo (Ben Affleck, 2012)

Operacja Argo / Argo (Ben Affleck, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Argo to znany z greckiej mitologii wielki okręt, którym 50 herosów zwanych Argonautami przeprawiło się do Kolchidy, by zdobyć wyjątkowo cenne „złote runo”. Nowy film Bena Afflecka niewiele ma wspólnego z tamtą opowiastką poza tym, że główny bohater niczym Jazon z Tesalii wykonuje na obcym terenie niebezpieczną misję. Twórcy filmu rekonstruują wydarzenia, jakie rozegrały się w Iranie na przełomie lat 70. i 80., kiedy ten kraj pogrążony był w chaosie. W prologu za pomocą rozrysowanych kadrów i głosu narratora przedstawiono krótko przyczyny wybuchu rewolucji, potem zaś nieco bardziej szczegółowo zaprezentowano bohaterów biorących udział w tajnej operacji, której celem jest uratowanie sześciu pracowników amerykańskiej ambasady.

Z politycznej, intrygującej fabuły wyłania się interesujący i wiarygodny obraz Hollywoodu, który pod koniec lat 70-tych wkroczył w nową fazę zapoczątkowaną zaskakującym sukcesem Gwiezdnych wojen George’a Lucasa. Krawaciarze z wielkich hollywoodzkich wytwórni wiele zrobią, by niewielkim kosztem wyprodukować potencjalne hity kasowe i ludzie po drugiej stronie Atlantyku gotowi są uwierzyć, że nawet tandetne filmy science fiction mogą powstawać w ogarniętym rewolucją państwie. Takie spojrzenie Wschodu na stolicę kina jest częścią planu operacji, o jakiej przez 17 lat nie wiedział nikt „z zewnątrz” i dopiero w 1997 roku prezydent Clinton odtajnił akta dotyczące tej misji. Po klęsce jaką była amerykańska interwencja w Wietnamie Stany Zjednoczone nie mogły sobie pozwolić na kolejną kompromitację, ale w niektórych sytuacjach opłaca się podjąć ryzyko zamiast siedzieć bezczynnie za biurkiem.

Ben Affleck tym razem nie napisał scenariusza, ale powierzył tę funkcję osobie, która była w stanie ogarnąć całą wiedzę na temat akcji w Teheranie, wymierzonej przeciwko niesprawiedliwości i terroryzmowi. Za wykonanie akcji odpowiedzialny był doświadczony agent CIA, Tony Mendez. Czy przeprowadził ją skutecznie czy nie, czy otrzymał pomoc z zewnątrz czy musiał liczyć tylko na siebie i na łut szczęścia – tego nie będę zdradzał, bo może nie wszyscy znają fakty dotyczące tych wydarzeń. Ja nie znałem tych faktów i nie chciałem o nich czytać, aby nie psuć sobie seansu. I dzięki temu film oglądałem w ogromnym napięciu, nie mając zupełnie pojęcia co się może wydarzyć. Przy okazji należy ostrzec widzów spodziewających się brawurowych akcji i widowiskowych fajerwerków. Główny bohater nie udaje komandosa, który gotów jest pozabijać złych Irańczyków, by umożliwić dyplomatom wyjazd z niebezpiecznego kraju. Napięcie nie jest potęgowane ilością trupów, lecz wiszącą nad postaciami groźbą wykrycia przez wroga. Gdyby zostali wykryci mogłoby się skończyć publiczną egzekucją, wieszaniem lub dekapitacją – bez żadnych ceregieli jak w średniowieczu, gdzie nie istniały prawa godne cywilizacji ludzkiej.

Nieprzypadkowo w obsadzie znaleźli się doświadczeni aktorzy, bo obok przykuwającej uwagę historii w scenariuszu udało się wykreować ciekawych bohaterów, będących wyzwaniem dla aktorów. Agent CIA Tony Mendez, wicedyrektor agencji rządowej Jack O’Donnell, producent filmowy Lester Siegel i mistrz charakteryzacji John Chambers (Oscar specjalny za przygotowanie masek do Planety małp z 1968 roku) to postacie, które nie tylko tworzą zgraną ekipę, ale są indywidualnościami, którzy mogą doczekać się własnej biografii. Kompletując obsadę producenci (a wśród nich Ben Affleck i George Clooney) wraz z dyrektorką castingu sugerowali się podobieństwem aktorów do autentycznych postaci (co widać chociażby na umieszczonych w napisach końcowych fotografiach), a dopiero potem zastanawiali się, czy ci aktorzy potrafią grać. Dotyczy to szczególnie odtwórców ról dyplomatów, dla których zorganizowano tę całą akcję. Natomiast obsadzenie w filmie Johna Goodmana, Alana Arkina i Bryana Cranstona groziło tym, że mogli ukraść show głównemu wykonawcy. Ben Affleck, wiedząc że nie ma szans się wyróżnić w takiej ekipie poddał się, nie próbując stworzyć ponadprzeciętnej kreacji, stosując metodę aktorską, jaką preferowali Robert Bresson i Manoel de Oliveira (według nich aktor to „para ruchomych oczu w ruchomej głowie osadzonej na ruchomym tułowiu”). Jednak mimo to postać Mendeza wzbudza zaufanie i nietrudno uwierzyć, że ludzie pokładają w nim nadzieję licząc na ocalenie. Żaden z aktorów pewnie Oscara nie dostanie, ale byłoby miło gdyby wyróżniono Johna Goodmana, bo nie ma on jeszcze żadnej oscarowej nominacji, choć z pewnością zasłużył.

Film typowany jest jako jeden z faworytów do przyszłorocznych Oscarów i tę nagrodę może dostać chociażby za to, że pokazuje Amerykanów w pozytywnym świetle – jako ludzi, którym wprawdzie zdarza się popełniać błędy (jak ukrywanie szacha Pahlaviego), lecz nie mają w zwyczaju zostawiać swoich ludzi na pastwę żądnego krwi tłumu rebeliantów. Operacja Argo to dwa rzetelnie zrobione filmy w jednym – trzymający w napięciu thriller i solidna rekonstrukcja faktów. Ben Affleck po raz trzeci pokazał swój kunszt reżyserski polegający na tym, że pozbawioną fajerwerków historię z życia wziętą przedstawił bardzo wiarygodnie i za pomocą niewyszukanych metod stworzył suspens, dzięki któremu ogląda się z zainteresowaniem. Świetnie spisali się ludzie odpowiedzialni za odwzorowanie tamtych czasów, kiedy to zmarł symbol amerykańskiego kina, John Wayne, słynny napis Hollywood na wzgórzu został uszkodzony, a w kinach sukcesy odnosiły space opery inspirowane Star Wars.

Mimo iż reżyserowi udało się licznymi zaletami przyćmić wady scenariusza i braki w swoim aktorskim warsztacie to z pewnością nie jest to film lepszy od poprzedniego filmu Afflecka, Miasto złodziei. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów reżysera nie ma tu niejednoznacznych bohaterów – Terrio i Affleck nie dają widzom pola do interpretacji i mówią wprost kto jest dobry a kto zły, czyje decyzje są profesjonalne a czyje pozbawione sensu. Parę razy można się uśmiechnąć, np. gdy okazuje się, że nawet fantastyczny cykl Planety małp mógł być dla rządu źródłem „genialnych” pomysłów. Mimo wad na pewno warto obejrzeć ten film, bo to świetnie nakręcony i dynamiczne zmontowany polityczny dreszczowiec o mało znanym epizodzie w historii, który zapisał się nie tylko w dziejach USA, ale dzięki utalentowanym filmowcom także w dziejach kina. A tym, którzy nadal wątpią, że Ben Affleck jest zdolnym reżyserem można rzucić kwestię wypowiadaną w filmie przez Alana Arkina: „Argo fuck yourself”.


Argo (Ben Affleck, 2012)  aa Argo (Ben Affleck, 2012)  aArgo (Ben Affleck, 2012)  aaa

(Visited 31 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>