Agata Malinowska

Ondine (Neil Jordan, 2009)

Ondine (Neil Jordan, 2009)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Nowy film Neila Jordana to urokliwie sfotografowana historia o miłości, doprawiona szczyptą magii i dreszczykiem tajemnicy. Niestety zarówno magia, jak i tajemnica są tu mało pikantne, jeśli zaś chodzi o miłość, to kategoria PG-13 przyznana przez MPAA mówi sama za siebie. Ostateczny efekt pozostawia poczucie niedosytu a może nawet pewnego zniechęcenia, choć z pewnością istnieją gorsze sposoby spędzenia 110 minut życia.

Przystojny i miły, choć patałachowaty rybak Syracuse znajduje w sieci na pół utopioną młodą kobietę, którą odratowuje. „Ondine” – bo tak każe się nazywać blond topielica – wyraźnie boi się towarzystwa ludzi, choć utrzymuje, że straciła pamięć. Syracuse zatem, nie będąc zapewne świadom, że może się po tym wszystkim spodziewać tylko kłopotów, daje jej schronienie w niewielkim domku nad brzegiem morza. Tajemnica nie może się utrzymać długo. Wkrótce odkrywa ją córka rybaka, rezolutna Annie, a wreszcie, rzecz jasna, osoby najbardziej zainteresowane, czyli te, przed którymi Ondine desperacko usiłuje się ukryć.

Brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego? Brzmi. Tymczasem historia toczy się powoli i rozwija liczne wątki. Syracuse, który szybko ulega urokowi Ondine, okazuje się być trzeźwiejącym alkoholikiem, walczącym z byłą żoną, także alkoholiczką, o prawo do opieki nad córeczką. Dziewczynka, dowiedziawszy się o kobiecie z morza, z miejsca uznaje ją za istotę z legend. Przy okazji zaś zaprzyjaźnia się z nią i kibicuje nowej miłości swego ojca. Ondine, z pewną dozą rezygnacji i rozbawienia, nie zaprzecza fantazjom Annie. Wkrótce szczerze przywiązuje się do dziecka, podejmuje jego grę i granica między szarą rzeczywistością a legendą zaczyna spowijać się mgłą.

„Ondine”, oprawiona w nastrojowe melancholijne zdjęcia, mogłaby zauroczyć każdego widza. Gdyby tylko udało się uwiarygodnić mariaż brudnej prozy życia i magii, który w kilku momentach jakby zaczynał działać. Gdyby Ondine, zagrana przez aktorkę zdolniejszą od Alicji Bachledy, stała się istotą eteryczną, ale pełną uwodzicielskiej mocy. Gdyby scenarzysta zastanowił się dwa razy nad zakończeniem filmu zamiast starać się nie zepsuć nikomu humoru.

Niestety film Neila Jordana nie jest owianym tajemnicą dramatem, tylko nieszkodliwą bajeczką, na którą, o ile nie mamy zszarpanych nerwów do ukojenia, trochę szkoda iść do kina. Nie jest na szczęście tak dosłowny jak „Kobieta w błękitnej wodzie” ani tak dziecinny jak „Mała syrenka”. Ale też nie próbuje nawet dążyć w stronę Labiryntu fauna, który przy całej swojej baśniowości ciężko zapracował na to, by panowie z MPAA zakwalifikowali go do kategorii R. Nie uważam projekcji za stracony czas, jednak trudno mi uznać „Ondine” za film godny szczególnej uwagi. Lektura nieobowiązkowa.

Ondine (Neil Jordan, 2009) aa Ondine (Neil Jordan, 2009) aOndine (Neil Jordan, 2009) aaa

(Visited 16 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>