Agata Malinowska

O potworach i ludziach / Pro urodov i lyudey (Aleksey Balabanov, 1998)

O potworach i ludziach / Pro urodov i lyudey (Aleksey Balabanov, 1998)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

O potworach i ludziach” to film wyestetyzowany i zalatujący nihilizmem. Kunsztowny, nieskończenie cyniczny żart, który potrafi doprowadzić do szału. Doskonale nadaje się do tego, by wyjść z projekcji – i to nie kulturalnie po cichu, lecz z hukiem zatrzaskiwanych drzwi. Pomijając wszystko inne, już samo to jest wystarczającym powodem, by się na niego wybrać i spróbować wysiedzieć do końca.

W żadnej szanującej się historii fotografii lub kina nie znajdziemy wzmianki o pornografii – chociaż można przypuszczać, że było to jedno z pierwszych, najbardziej oczywistych zastosowań tych zdobyczy cywilizacji. Bałabanow postanowił wypełnić lukę w naszej edukacji, osią swego filmu czyniąc zdjęcia roznegliżowanych pań, okładanych rózgą po wystawionych krągłych pośladkach. Genezę tych zdjęć, jak również wąskie spektrum producentów i szerokie – konsumentów. W tej osobliwej historii, pełnej postaci tak paskudnych, że aż (być może) śmiesznych, zazębiają się losy przedstawicieli półświatka i porządnych burżuazyjnych mężów, żon i córek. Cóż to zresztą znaczy „porządność”? Niewiele.

Bo niewiele zobaczymy tu uczynków naprawdę porządnych. Dobrzy ludzie siedzą tu w kieszeniach łajdaków i bezsilnie patrzą na szarganie tego, co jest im drogie, a tytułowe potwory – syjamskie bliźnięta zrośnięte biodrami – stanowią przewrotny symbol niewinności, która w tym strasznym świecie skazana jest na zdeptanie. Nie musimy zadawać pytania o to, kto jest prawdziwym potworem, bo jest to oczywiste od początku. Pozostają tylko pytania o rodzaje, odcienie i genezę potworności, a odpowiedzi będzie tu cała paleta.

W związku z powyższym nie jest to film przyjemny, ale ta nieprzyjemność oprawiona jest w rzadkiej urody kinematograficzną ramę. „O potworach i ludziach” nawiązuje stylistyką do kina niemego, choć oczywiście jest udźwiękowiony, i to ze starannie dobraną muzyką. Dobre zdjęcia wykonane są w sepii, co dodaje filmowi staromodnego wyglądu, niezwykle ostro kontrastującego z ciężką problematyką i czarnym jak smoła humorem. Jako element stylizacji od czasu do czasu pojawiają się również, znane każdemu miłośnikowi dawnego kina, czarne plansze z napisami. O ile zatem wizji świata i filozofii Bałabanowa można zarzucić praktycznie wszystko, poczynając od szowinizmu a kończąc na pogardzie dla ludzkiej godności, o tyle realizacji – praktycznie nic. A wypada nawet pochwalić za oryginalność i staranność.

Oglądanie „O potworach i ludziach” było dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem, cięższym nawet niż „Morfina”, która epatuje realistycznymi scenami operacji w XIX-wiecznym szpitalu. Trudno powiedzieć, czy Bałabanow mówi tu faktycznie cokolwiek ciekawego o ludzkiej kondycji, czy po prostu cynicznie wciska nam do mózgu swoje wyobrażenia na temat ludzkości jako zbiorowiska brutalnych szuj, tchórzy i nielicznych, godnych pożałowania, poczciwych jednostek. Radzę przekonać się na własnej skórze, bo zapytana „czy warto?” – z ciężkim sercem odpowiadam „tak”.

(Visited 23 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>