Agata Malinowska

Noe: Wybrany przez Boga / Noah (Darren Aronofsky, 2014)

Noe: Wybrany przez Boga / Noah (Darren Aronofsky, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

A więc stało się – jeden z najciekawszych twórców niezależnego kina amerykańskiego, który jak dotąd realizował doskonałe filmy za szczupłe budżety, nakręcił biblijny epos za epickie pieniądze. Nie to jest jednak w „Noem” sensacją, bo to, że Darren Aronofsky potrafi myśleć w odpowiedniej skali, było już wiadomo od czasu „Źródła”. Prawdziwie interesujące jest to, z jakim gruntownym brakiem szacunku potraktowano w tym filmie idee hołubione przez religijnych tradycjonalistów.

Jak mawiają cudzoziemcy you know the Man, you know the Story. Opowieść o budowniczym Arki, który wraz z rodziną i przedstawicielami wszystkich gatunków zwierząt przetrwał zesłany przez Boga potop, tkwi głęboko w korzeniach kultury i każdy zetknął się z nią choć raz. Nie ma co liczyć na suspens, ważne są zatem różnorakie subtelności, które decydują o charakterze reżyserskiej wizji.

Ot, na przykład taki szczegół: syn Noego Cham, w Biblii potępiony za brak szacunku dla ojca, u Aronofskiego staje się postacią poszukującą, która odrzuca bezpieczeństwo patriarchalnego porządku, by zmierzyć się ze światem na własnych warunkach. Sam Noe zaś buduje Arkę głównie po to, by ocalić od zagłady zwierzęta. Widząc upadek ludzkości, popada w przekonanie, że rasa ludzka nie jest godna przetrwania.

Tu docieramy do najbardziej może kontrowersyjnej autorskiej decyzji Aronofskiego – dobitnego nazwania grzechu, za jaki Bóg ukarał ludzkość. Grzechem tym jest pycha, która każe ludziom uważać się za koronę stworzenia i folgować swym morderczym instynktom. Klan Noego to wegetarianie żyjący w zgodzie z Naturą. Ci, którzy mają zginąć w potopie, to butni mięsożercy, bez umiaru eksploatujący dobra naturalne i lubiący opowiadać o tym, jak to Bóg stworzył ich na swój obraz i podobieństwo, by „czynili sobie Ziemię poddaną”.

W ten sposób lądujemy w samym środku całkowicie współczesnych sporów, które dla wygody można opatrzyć etykietką wojny ewolucjonistów z kreacjonistami. Istotą tych dysput nie jest to, czy Bóg stworzył świat w siedem dni, lecz miejsce, jakie człowiek zajmuje w przyrodzie. Jeśli bowiem ludzkość faktycznie powstała jako owoc naturalnego, długotrwałego procesu, to jej więź ze światem zwierzęcym jest nierozerwalna, przyrodzie zaś należy się bezdyskusyjnie podobny szacunek, jaki żywimy sami do siebie.

Przeznaczeniem człowieka nie jest panowanie nad światem, lecz troska o niego, i nic nie usprawiedliwia ignorowania tego obowiązku. Diabli biorą drabinę bytów i doskonałość Człowieka jako Największego Boskiego Dzieła. Odpowiedzią na takie dictum była jak dotąd Biblia. Aronofsky najwyraźniej postanowił nieco wstrząsnąć ów pewny grunt, na jakim do tej pory opierały się stopy konserwatystów.

Wstrząs ten realizuje, trzeba przyznać, z wszelkimi luksusami, za jakimi przepadają widzowie biblijnych widowisk. Miłośnicy tego Aronofskiego, który dał światu kameralnego „Zapaśnika”, wyrwą sobie zapewne z głowy resztki włosów, oglądając zwierzęta tłumnie zmierzające ku otwartym wrotom Arki i wielkie kamienne stwory depczące grzeszników próbujących wedrzeć się ma pokład. Chociaż może i niekoniecznie – nie będąc entuzjastką podobnych jasełek, muszę z pewnym poirytowaniem przyznać, że ten reżyser jest właściwą osobą do ich realizacji.

Noe” jest nie tylko widowiskiem, ale też filmową realizacją opowieści o początkach świata, gdy ziemia pod stopami bohaterów wciąż jeszcze pamiętała dotyk Stwórcy, a ludzie władali mocą godną superbohaterów. Sobie tylko znanym sposobem Aronofsky nadaje temu wszystkiemu wagę prawdziwie mitologiczną. „Noe” nie zostanie moim ulubionym filmem tego reżysera, ale ma spore szanse na tytuł „najciekawsza ekranizacja Biblii wg Esme”.

Oczywiście każdy, kto chce być dla „Noego” okrutny z łatwością znajdzie powód do pastwienia się. Niewątpliwie jest coś niezmiernie zabawnego w akcie oglądania Odyna (tak, tak Anthony Hopkins) i ojca Supermana (Russel Crowe) ratujących świat z pomocą kamiennych entów (no dobrze, aniołów). Wszystko to jednak Aronofskiemu wybaczam, dokonuje bowiem rzeczy niezwykłej. Używa starodawnych mitów, by przekazać wiadomość na nowe czasy – czasy, w których to Natura musi zmagać się z człowiekiem, a nie odwrotnie. Mało kto znalazłby w sobie tyle odwagi i przewrotności, za którą, jak można się domyślać, nikt mu nie podziękuje.

Noah, 2014Noah, 2014 aaNoah, 2014 a

(Visited 33 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>