Mariusz Czernic

Nocna wyprawa / They Drive by Night (Raoul Walsh, 1940)

Nocna wyprawa / They Drive by Night (Raoul Walsh, 1940)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Raoul Walsh był specjalistą od westernów i filmów akcji, zajmował się więc głównie mitologizowaniem przeszłości Ameryki oraz tworzeniem filmów dla czystej rozrywki. Nocna wyprawa z 1940 roku może uchodzić za wyjątkowe dzieło w jego karierze, gdyż reżyser zajął się tu problemami współczesności i w tym przypadku dostarczanie rozrywki nie było jego podstawowym celem. Powstał znakomity dramat społeczny wykorzystujący elementy kina drogi, czarnego kryminału i melodramatu. Przy okazji wypada dodać, że zanim powstał ten film to nie istniały określenia road movie ani film noir – to były gatunki przyszłości. I zgodnie z założeniami futuryzmu wprowadzono do fabuły symbol nadchodzących przemian – fotokomórkę zużytkowaną do samoczynnego otwierania i zamykania drzwi. Ta nowinka to także emblemat obecnych czasów, 75 lat po premierze.

Problemem jest przyporządkowanie tego filmu do konkretnego gatunku, ale to akurat mały problem. Dla mnie to zaleta, że nie wiedziałem, w jakim kierunku pójdzie akcja. Przed oglądaniem nie czytałem żadnych opisów fabuły ani recenzji, tytuł sugerował klasyczne kino drogi, a nazwiska reżysera i aktorów wskazywały na pokrewieństwo z kinem gangsterskim. W połowie ten film faktycznie jest taki jak można było przypuszczać. George Raft i Humphrey Bogart wystąpili w rolach braci, kierowców ciężarówek, którzy pracują na czarno dla jakichś podejrzanych typów, wyzyskujących swoich pracowników. Marzą o własnej firmie przewozowej, która poprawiłaby ich sytuację i zapewniła niezależność. No cóż, marzenia nie kosztują, ale by odbić się od dna nie można liczyć na prostą drogę prowadzącą do celu.

W zasadzie mamy tu dwie historie połączone postacią Joe Fabriniego. Pierwsza to trucker movie o relacjach pomiędzy braćmi i ich konflikcie z pracodawcą, druga to film noir z bardzo sugestywną femme fatale na pierwszym planie. Ogląda się wybornie dzięki świetnym dialogom, bohaterowie mają cięty język, którym sprawnie się posługują, a postacie drugoplanowe wprowadzają niemałą dawkę dobrego humoru. Pod tym względem brylują radosny jak skowronek dyrektor Ed Carlsen (Alan Hale) zachowujący się niepoważnie jak na pełnioną funkcję oraz uzależniony od automatów do gry Irlandczyk McGurn (Roscoe Karns).

Humphrey Bogart to ikona kina – aktor, który nie stracił wielbicieli także w czasach współczesnych. Wyjątkowa osobowość potrafiąca przykuć do ekranu ponad pół wieku po swojej śmierci. Dlatego do obejrzenia Nocnej wyprawy zachęcać nie trzeba – na pewno znajdą się osoby, których przyciągnie nazwisko aktora, mimo że pojawia się dopiero na czwartym miejscu na plakacie i w napisach początkowych. Bogart dopiero rok po tym filmie katapultował się na szczyty sławy i popularności. Ten gwałtowny skok do gwiazdorstwa zawdzięcza dwóm filmmakerom: Raoulowi Walshowi i Johnowi Hustonowi. Pierwszy z nich obsadził go w roli gangstera w High Sierra, drugi dał mu rolę detektywa w Sokole maltańskim. Ale zanim Bogart zaczął grać pierwsze skrzypce przyjmował często role towarzyszące, np. jako towarzysz George’a Rafta w Nocnej wyprawie.

Znany z ról gangsterów George Raft tym razem zaskakuje w roli jednoznacznie pozytywnej, nieskazitelnej, do bólu uczciwej i pracowitej. Chyba nie czuł się dobrze w skórze takiego człowieka. Reżyser wprawdzie dał mu okazję by wyładował złość w walce wręcz, ale to nie mogło wystarczyć, bo podłość ludzka jest chorobą, na którą nie ma skutecznego lekarstwa. Na swoje szczęście spotyka rudowłosą barmankę i ten związek jest w stanie osłodzić czarę goryczy. Gdy na opustoszałej drodze, w mroku nocy, pojawia się samotna i szukająca okazji dziewczyna już wiadomo, że odegra znaczącą rolę. Jej sympatyczna powierzchowność kontrastuje z rudym kolorem włosów, który jest jak znak ostrzegawczy. Film jednak jest czarno-biały i inne kolory tak naprawdę nie mają znaczenia, a Ruda jest tylko przeciwieństwem bogatej i dumnej kobiety o podłym charakterze i niecnych zamiarach.

W roli Rudej wystąpiła Ann Sheridan, teksańska aktorka o magnetyzującej urodzie. Ale to nie jej osobowość fascynuje najbardziej. Najlepsza z całej obsady jest Ida Lupino – to jedna z najlepiej odegranych postaci femme fatale. Aktorka ma tu kilka popisowych scen, w których udowadnia swój talent do odgrywania ról dramatycznych, zagadkowych, nikczemnych, znajdujących się na granicy pomiędzy chorobliwą nienawiścią a całkowitym pomieszaniem zmysłów. Do plusów filmu należy zaliczyć kapitalne dialogi. Aktorzy przerzucają się świetnymi tekstami, rządzi zaś nonsensowne usprawiedliwienie zbrodni: The doors made me do it! (Drzwi kazały mi to zrobić!). Niektóre sceny są rozbrajające, np. zamykanie okna z hukiem, który obudziłby głuchego. Ci, którzy oczekują zaskakujących zwrotów akcji też się nie zawiodą. Opowiedziana tu historia scala fabułę powieści Alberta Bezzeridesa z filmem Bordertown (1935) Archiego Mayo. Dzieło Walsha odniosło duży sukces kasowy, ale dziś zalicza się do niesłusznie zapomnianych klasyków amerykańskiej kinematografii ze złotych lat Hollywoodu.

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>