Mariusz Czernic

Na granicy życia i śmierci / Along the Great Divide (Raoul Walsh, 1951)

Na granicy życia i śmierci / Along the Great Divide (Raoul Walsh, 1951)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Motyw wędrówki przez prerie, równiny i góry jest często wykorzystywany w westernach. Ale chyba w niewielu filmach gatunku podróż była tak uciążliwa jak u Raoula Walsha w Along the Great Divide. Bo tutaj bohaterowie maszerują przez pustynię, walczą z głodem, pragnieniem, burzą piaskową i nieposkromioną ludzką naturą. To western przygodowy nakręcony na pustyni Mojave, w górach Sierra Madre i w Alabama Hills, na zachód od Lone Pine w Kalifornii. Kto poradziłby sobie lepiej w tak trudnych warunkach jeśli nie Raoul Walsh, który westerny kochał właśnie za to, że umożliwiają pracę na świeżym powietrzu z dala od nadgorliwych producentów. Walsh nie był może takim kodyfikatorem gatunku jak John Ford, ale był jednym z najbardziej solidnych i sprawnych fachowców podążających konsekwentnie własną ścieżką.

W dawnych czasach, gdy więcej było rozległych przestrzeni niż terenów zabudowanych każdy wolał wziąć sprawy w swoje ręce zamiast przemierzać bezdroża i wertepy w poszukiwaniu szeryfów i sędziów. Skoro byli świadkowie i potencjalni sprawcy, było drzewo i sznur, więc egzekucji dokonywano błyskawicznie. Timothy Keith ma szczęście, bo jego egzekucja została odroczona – doprowadził do tego szeryf Len Merrick, który chce by sprawę rozwiązano zgodnie z prawem. Zdecydował więc, że eskortuje więźnia do Santa Loma na sprawiedliwy proces, po którym aresztant zostanie pewnie i tak powieszony. Podróż jest długa i męcząca, więc więzień będzie próbował ucieczki, a szeryf zacznie się zastanawiać czy nie prowadzi na śmierć niewinnego człowieka. Do końca nie wiadomo, kto jest faktycznym mordercą, ale widzowie mogą się tego domyślić na długo przed łebskim szeryfem.

To inteligentne kino, w którym motyw wędrówki nie służy wyłącznie mnożeniu atrakcji, lecz budowaniu międzyludzkich zależności i konfliktów oraz rozbudowaniu psychologii głównego bohatera. Cynowa gwiazda może być przekleństwem i powodować zgorzknienie zamiast satysfakcji. Gdy szeryf doprowadzi prawdziwego bandytę przed oblicze sądu ten może go wypuścić. Gdy doprowadzi osobę niesłusznie oskarżoną może skazać ją na śmierć. Nic dziwnego, że idealistyczny i szlachetny szeryf zaczyna mieć wątpliwości. Nękają go pytania, na które nie umie odpowiedzieć. Nie dość że musi toczyć wewnętrzną walkę to jeszcze ma inne problemy – musi pilnować cwanego skazańca i jego postrzeloną córkę, a także znaleźć wodę, która na pustyni jest prawdziwym skarbem i lekarstwem na dokuczliwe pragnienie.

Co łączy Johna Wayne’a i Kirka Douglasa? Otóż obaj aktorzy dzięki Walshowi zagrali swoją pierwszą rolę w westernie. Douglas nie chciał jednak grać w tym filmie, został zmuszony dlatego że wcześniej podpisał kontrakt z Warner Bros. Odtwarzany przez niego Merrick to człowiek z tragiczną przeszłością, który już zdążył się przekonać że sznur to najbardziej barbarzyńskie narzędzie wymyślone przez człowieka. Niedoszła ofiara linczu przypomina mu jego ojca, którego niegdyś powieszono, dlatego ratując go chciał oddać hołd ojcu, obrońcy sprawiedliwości i ofierze ludzkiej bezmyślności. Nie od początku był taki praworządny, to życie go nauczyło że nie można pozostawać obojętnym, trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron. Wybrał więc stronę prawa i przekonał się, że także ona nie jest doskonała. Kirk Douglas, aktor z dołkiem w brodzie, trafnie wychwycił psychologiczne niuanse postaci, wyrażając drzemiące w niej siły i słabości oraz stanowczość i przeszywające na wskroś wątpliwości.

Najmocniejszym punktem obsady jest zdecydowanie Walter Brennan jako skazany na śmierć Tim Keith. Co jakiś czas aktor chytrze uśmiecha się swoimi sztucznymi zębami, irytuje szeryfa wyśpiewując do znudzenia pieśń folkową Down in the Valley, która kojarzy się stróżowi prawa z tragiczną przeszłością. Gdy nie może sięgnąć po karabin używa języka i sprytu, szuka słabości u swojego przeciwnika. Ma nadzieję, że uaktywni w szeryfie wyrzuty sumienia. Brennan jest w swojej roli zabawny i rozbrajający, to jedna z jego ciekawszych ról. Grany przez niego staruszek, skonfliktowany z hodowcami bydła, nie próbuje na siłę przekonywać o swojej niewinności, bo jego wróg, wielki cattle baron, ma w ręku mocne argumenty. Pragnie więc uciec, co przez niektórych może być odebrane jako przyznanie się do winy. Ale świadczy jedynie o woli życia i instynkcie przetrwania, które występują u każdego zwierzęcia, w tym także człowieka.

Pokonywanie pustyni pokazane jest w filmie jak trudna przeprawa przez życie. Ludzka wegetacja jest jak poszukiwanie oazy na bezkresnej pustyni. To zawiła i pełna niebezpieczeństw droga, która wcześniej czy później musi zakończyć się śmiercią. Jest miejsce na żarty, śpiew i amory, ale i tak człowieka dopada zawsze gorycz i smutek z powodu niesprawiedliwości i całkowitej bezradności wobec systemu. Prawo jest filarem cywilizacji, a co jeśli okazuje się wadliwe i nieskuteczne? Wtedy świat rozpada się jak domek z kart i okazuje się, że tak naprawdę nie ma ludzi cywilizowanych, są tylko sami barbarzyńcy. W takiej rzeczywistości zagrożenie czai się z każdej strony i każdy człowiek hartuje od dziecka swój charakter. Dlatego w tym filmie także kobieta jest waleczna, niezłomna i uparta jak tygrysica. W tej roli doskonale spisała się Virginia Mayo, wówczas ulubiona aktorka Walsha (zagrała w czterech jego filmach).

Nie jest to film pozbawiony wad. Poważnym mankamentem jest nieprzekonujące i przewidywalne zakończenie. Już na początku można się domyślić jak ta historia się rozwinie. Interesująca tematyka i pytania o słuszność kary śmierci wywarłyby na widzach silniejsze wrażenie, gdyby odważono się na niestandardowe rozwiązanie intrygi. Już przecież w 1943 roku powstał film zrywający z klasycznymi schematami gatunku, rezygnujący z romantyzmu na rzecz wstrząsającego realizmu (mowa o Zdarzeniu w Ox-Bow). Może gdyby Great Divide było filmem barwnym to taki pozytywny finał byłby dobrym zwieńczeniem, ale czarno-białe zdjęcia w połączeniu z tematyką linczu i nieokiełznaną pustynią podsuwają myśl o wiszącej nad głowami tragedii. Po co to psuć sztucznym happy endem?

Film zainscenizowany jest na tyle sprawnie, że angażuje i rodzi pytania, chociaż doskwiera brak suspensu i porządnej akcji w finale. To western z ambicjami, w którym te ambicje zostały na końcu powieszone na sznurze i pochowane w widocznym miejscu by ktoś je odkopał i zrobił z nich lepszy film. I już dwa lata później powstała Naga ostroga, gdzie temat eskortowania więźnia opracowano bez zarzutu. Natomiast w Ostatnim pociągu z Gun Hill Kirk Douglas powtórzył (z jeszcze lepszym skutkiem) rolę szeryfa przygotowującego aresztanta na spotkanie ze śmiercią. Mimo wad Great Divide to staranny i porywający western psychologiczny, który warto obejrzeć dla wspaniałych skalistych i pustynnych krajobrazów, pierwszorzędnej obsady oraz ciekawych motywów fabularnych (konwojowanie więźnia, wojna psychologiczna, ekscytująca przygoda).

Along the Great Divide (Raoul Walsh, 1951)  aa Along the Great Divide (Raoul Walsh, 1951)  aAlong the Great Divide (Raoul Walsh, 1951)  aaa

 

(Visited 58 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>