Agata Malinowska

Mroczny Rycerz powstaje / The Dark Knight Rises (Christopher Nolan, 2012)

Mroczny Rycerz powstaje / The Dark Knight Rises (Christopher Nolan, 2012)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Wygląda na to, że przy całym swoim zapracowaniu Christopher Nolan znajduje czas na czytanie gazet. Dzięki temu wie, czego aktualnie boją się Amerykanie. Wykorzystuje tę wiedzę, by wzbogacać swoją Bat-trylogię i zapewniać odrobinę rozrywki mózgowi, podczas gdy nerwy, napięte jak liny, czekają na kolejną emocjonująca scenę akcji. Zaprawdę powiadam Wam, chwała mu za to.

Po prawdzie Amerykanie boją się stale tego samego – że ktoś stanie się zagrożeniem dla kultywowanych przez nich Wartości. W „Mrocznym rycerzu” Joker stał się więc wcieleniem terroryzmu, godzącym w Demokrację. „Mroczny Rycerz powstaje” przywołuje zaś widmo buntu biednych, zagrażające rujnacją Wolnego Rynku. Oto bogatych wywleka się z ich pałaców, a futra z norek rozdaje się bezdomnym – Gotham staje się komuną, którą ktoś w odpowiednim nastroju mógłby porównywać do Komuny Paryskiej. Tyle że nowy ustrój narzuca się przemocą, gdyż amerykańska gleba nie nadaje się pod uprawę socjalizmu, jeśli się tej uprawy nie podlewa stale krwią. Czy jest to przytyk pod adresem okupantów Wall Street, którzy poza ogólnym protestem wydają się nie mieć ani skrystalizowanej ideologii, ani wizji przyszłości? Może i ta Ameryka, jaką mamy faktycznie „ssiepaukę”, mówi Nolan. Ale jak na razie nie mamy sensownego wyboru.

Wszystko to zaszyte jest w opowieści o kolejnej o-mały-włos zagładzie Gotham (chociaż już sama pseudo-komunistyczna okupacja wydaje się być dość potworna) i kolejnej próbie sił dla Mrocznego Rycerza. You know, the usual stuff. Jednak 2.5-godzinny metraż daje dużo miejsca na to, by ten standard podać w sposób możliwie urozmaicony i Nolan wykorzystuje swoje możliwości do ostatniej kropli. Nie ma co prawda do dyspozycji aktorskiego geniusza pokroju Heatha Ledgera, który zrobiłby mu cały film, za to wręcz zasypuje nas nowymi, interesującymi postaciami. Bane – chyba najnudniejszy komiksowy przeciwnik Batmana – nabiera niespodziewanego wigoru, choć ze swoim wyrafinowanym słownictwem wydaje się nieco przerysowany nawet jak na komiksowe standardy.

Ann Hathaway świetnie sprawdza się jako Catwoman, zupełnie inna niż kipiąca seksem, szalona Pfeiffer. Spotkamy też dwoje lubianych przez Nolana aktorów – Josepha Gordon-Levitta i Marion Cotillard – każde z własnym, dobrze rozwiniętym wątkiem. I oczywiście stara gwardia – Caine, Oldman, Bale, Freeman, a także Cillian Murphy w uroczym epizodzie jako Strach na Wróble bez maski. Początkowy splot wątków jest zawiły jak marynarski węzeł i jego prezentacja zajmuje sporo miejsca, jednak jest to jeden z tych filmów, które mają zakończenie godne starannej ekspozycji. Zwieńczenie trylogii wymaga co prawda pewnej ilości patosu; jest to przyprawa, za którą nie przepadam, ale którą w wersji serwowanej przez reżysera „Incepcji” daje się tolerować, bo po prostu nie ma czasu na marudzenie.

Czego zatem owemu filmowi brakuje? Nie da się ukryć, że Mroczny Rycerz Powstaje nie ma już tego magnetyzmu, kŧóry do poprzedniej części wniósł zmarły Heath Ledger. Mimo wszystko Joker zawsze był najbardziej charyzmatycznym z przeciwników Batmana. I należy się z tego cieszyć. Naśladowcy Jokera mogą bawić się bronią automatyczną i bombami, ale gdyby ktoś zechciał imitować Bane’a… wówczas naprawdę mielibyśmy kłopoty.

(Visited 22 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>