Miecz zagłady / Dai-bosatsu tôge (1966) | Kinetoskop - recenzje, artykuły filmowe
 Mariusz Czernic

Miecz zagłady / Dai-bosatsu tôge (Kihachi Okamoto, 1966)

Miecz zagłady / Dai-bosatsu tôge (Kihachi Okamoto, 1966)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Lata 60. XIX wieku – ostatnia dekada panowania szogunatu. Największe miasto świata, Tokio, miało wówczas nazwę Edo, a rycerze feudalni zwani samurajami byli klasą rządzącą zanim w roku 1868 odebrano im hegemonię. Akcja filmu rozpoczyna się dość nietypowo. Młoda dziewczyna spaceruje z dziadkiem po górskiej przełęczy – gdy idzie po wodę dziadek zostaje zaszlachtowany kataną. Zabicie bezbronnego starca nie jest zgodne z kodeksem bushidō. A jednak czynu tego dokonał samuraj, który w dodatku okazuje się głównym bohaterem filmu. Powoli upływający czas, polityczne zmiany i zawirowania powodują, że stopniowo nasilają się tkwiące w ludziach złość, nienawiść i gniew, wzniecając w sercu pożar i prowokując do zachowań niegodnych prawdziwego wojownika. Dla jednych okazują się trucizną i zabijają na miejscu, innym dodają sił do trenowania sztuk walki i odwagi, by sprawdzić swoje umiejętności.

Zanim kino japońskie dopadł kryzys powstawały w Kraju Kwitnącej Wiśni znakomite dzieła mistrzów, takich jak Akira Kurosawa, Masaki Kobayashi i Kihachi Okamoto. Potrafili oni łączyć komercyjne kino sensacyjne z ambitną rozprawką na temat honoru, odwagi i przemocy. Miecz zagłady to na pierwszy rzut oka kino zemsty obfitujące w pojedynki na śmierć i życie oraz zasadzki kończące się masakrą (jak scena, w której Toshirô Mifune toczy walkę na śniegu). Ale za tym parawanem komercji kryje się coś więcej – opowieść o zbliżającej się zagładzie kasty samurajów, o dyshonorze, chorej ambicji i nostalgii za dawnym stylem życia. W historii każdego kraju zawsze najciekawsze są momenty przełomowe – w historii Japonii są dwa takie istotne przełomy. Pierwszy to bitwa pod Sekigaharą, po której władzę objął ród Tokugawa, natomiast drugi to upadek tego rodu i początek panowania cesarza Mutsuhito.

W filmie Okamoto wystąpili dwaj najpopularniejsi w latach 60. aktorzy japońscy: Toshirô Mifune i Tatsuya Nakadai. Ten pierwszy zagrał właściciela szkoły sztuk walki – człowieka rozsądnego, który miecz wyciąga tylko w ostateczności. To nie jest główna rola, ale Mifune nawet w niewielkiej roli potrafi wyrazić to, co wyróżnia jego bohatera. Z kolei Nakadai wystąpił w roli wiecznie ponurego szermierza, który wierzy w siłę swojego oręża i własne umiejętności. Jego ambicja i brak skrupułów przysparzają mu wielu wrogów, ale on jest zbyt dumny by się przed kimkolwiek ukrywać. Jest dobrze wyszkolony i niesamowicie zręczny, ma nie tylko ostry miecz, ale i oczy z tyłu głowy – nic więc nie jest go w stanie zaskoczyć. Pozostaje mu tylko czekać na ruch przeciwnika. Ważną postacią jest także pewna kobieta, którą główny bohater osądza jako diablicę podsycającą jad nienawiści u każdego kogo spotka na swojej drodze. Była ona żoną zabitego w pojedynku samuraja, potem przyłączyła się do Ryunosuke Tsukue – szermierza, który zabił jej męża. Możliwe, że kieruje nią pragnienie zemsty, ale bardziej prawdopodobne, że to brak środków do życia i chęć przetrwania za wszelką cenę zaprowadziły ją prosto do piekła. W tę trudną do zdiagnozowania kobietę wcieliła się Michiyo Aratama – aktorka o smutnych oczach, wyrażających cierpienie, rozpacz i desperację.

Czarno-białe zdjęcia dodały filmowi niesamowitego uroku. Jak w filmach noir reżyser mógł poeksperymentować ze światłem, a złowrogie cienie i czarna krew pasowały idealnie do wykreowanego świata pełnego łotrów o czarnych diabelskich duszach. Scenariusz wyszedł spod pióra Shinobu Hashimoto, znanego ze współpracy z mistrzami gatunku: Kurosawą (m.in. Siedmiu samurajów) i Kobayashim (np. Harakiri). Ten autor potrafił wykreować ciekawych, nieprzewidywalnych bohaterów i umiał sprzedać japońską historię w taki sposób, który zainteresuje nie tylko japońską publiczność. A gdy jeszcze doda się iż opracowaniem muzycznym zajął się Masaru Satô (m.in. Ukryta forteca) to już nie ma wątpliwości, że film zrobili najlepsi w branży. Nie unikając zachodnich wzorców i elementów kina gatunków (western, przygoda, sensacja) zdołali oni kreatywnie połączyć wschodnią filozofię i ponury nastrój z efektowną i nieokrzesaną rozrywką.

Sword of Doom jest ekscytującym i ultra-kinetycznym jidai geki o intensywnej akcji i frapującej intrydze, w którym przygoda zmienia się w tragedię, zemsta w obsesję, a cierpliwość w szaleństwo. Kihachi Okamoto cofając się 100 lat wstecz, w przeddzień epoki Meiji, próbuje odpowiedzieć na pytanie: jak bardzo historia i polityka wpływają na rozpad pielęgnowanej i respektowanej od lat tradycji i kultury? Mistrzowie miecza są tu zaledwie cieniami dawnych mistrzów, dla których honor i kodeks bushidō były sprawą nadrzędną. Jedyne co przetrwało z dawnych czasów to respekt jaki samuraj odczuwał do swojego miecza – niezawodnej katany. Jednak miecz nie był w stanie uratować życia, jeśli samuraj nie wiedział jak go użyć. Ambicja, pewność siebie i zbyt silna więź wojownika ze swoim mieczem wpływają destrukcyjnie na człowieka i otaczających go ludzi. Udowadnianie za wszelką cenę kto jest od kogo lepszy z pewnością nie ma sensu. Miecz przeznaczenia to godny polecenia klasyk o niełatwej, ponurej i splamionej krwią drodze samuraja.

Dai-bosatsu tôge (Kihachi Okamoto, 1966)  a Dai-bosatsu tôge (Kihachi Okamoto, 1966)  aa Dai-bosatsu tôge (Kihachi Okamoto, 1966)  aaa

(Visited 67 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>