Adrian Kaczyński

Miasto 44 (Jan Komasa, 2014)

Miasto 44 (Jan Komasa, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Założę się, że nie tylko ja czekałem na polskie kino wojenne z prawdziwego zdarzenia, które ukaże patriotyczny heroizm naszych bohaterów sprzed pokoleń. Czekam na historię bez przesadnych komediowych naleciałości, bez wyszydzania z walczących, a najlepiej bliską rzeczywistości. „Miasto 44” pozwalało mieć nadzieję, że moje oczekiwania w końcu zostaną spełnione. Polskie muzyczne klasyki oraz początek filmu Jana Komasy zapowiadały arcyciekawe i wyjątkowe widowisko – niestety im dalej tym gorzej. Szczęka, która na początku seansu opadła na podłogę dosyć szybko wróciła na swoje miejsce pozostawiając tylko niesmak.

Nie można odmówić filmowi widowiskowości. Jeśli porzucić w niepamięć fabułę, całą tę nieposkładaną historię z dziwnymi wątkami i skupić się na samych bajecznie zaprezentowanych obrazkach, to jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Świetna scenografia, zdjęcia potyczek wojennych, gruzy okupowanej Warszawy – to wszystko jest na najwyższym poziomie. Niestety „Miasto 44” to nie pokaz pięknych slajdów, bo zawiera także inne elementy, które znacznie odbiegają od nich klasą.

Nie cierpię tego uczucia, gdy reżyser zaczyna snuć swoją opowieść w interesujący sposób, przykłada sporą uwagę do autentyczności wydarzeń i relacji pomiędzy bohaterami, a w pewnym momencie odnosi się wrażenie, że ktoś pozostawił produkcję aktorom i dzieje się na planie istna samowolka. Jedne elementy nie pasują do drugich, wątki z dupy i dziwne ich korelacje przyprawiają nie tylko o dezorientację, ale także ból głowy. Pozostaje mi zapytać: dlaczego? Czy nie dało się zrealizować tej historii chociażby sprawiając wrażenie, że trzyma się kupy?

Wydaje się, że Jan Komasa próbował złapać dwie sroki za ogon i stworzyć zarówno kino wojenne, jak i wielki romans zaistniały w dramatycznych okolicznościach. Odnoszę wrażenie, że reżyser nie potrafił pogodzić obu gatunków, przez co relacja pomiędzy głównym bohaterem Stefanem (Józef Pawłowski) i Biedronką (Zofia Wichłacz) jest tak niechlujna i nieautentyczna, że jej ekspozycja potrafi przerazić bardziej niż wydarzenia dziejące się na ekranie. Nie żeby inne interakcje pomiędzy innymi postaciami były lepsze, ale to jednak na tym romansie opiera się cały film.

Nie mam nic do kanałowego dubstepu, deszczu z krwi i ludzkich flaków, czy pocałunku w slow-motion z przelatującymi obok całujących się kulami (takie love shield). Jan Komasa zaryzykował, nie bał się eksperymentów i za to mu chwała. Uważam jednak, że we wszystkim trzeba zachowywać umiar i nie należy wrzucać wszystkich pomysłów do jednego wora, bo nie wiadomo co z tej mieszanki wyniknie. Dlatego „Miasto 44” jawi mi się jako taki obrazek malucha, który do jego narysowania użył wszystkich kolorów z nowego zestawu kredek. Oczywiście ten rysunek podoba się przede wszystkim autorowi, bo tyle w nim bogactwa i pomysłów.

Pozostaje czekanie na kolejną próbę zmierzenia się z kinem wojennym przez polskich twórców. „Miasto 44” zdecydowanie nie potrafiło sprostać wszystkich moim oczekiwaniom, ale może z Wami będzie inaczej. Podziurawione wątki nie trafiały do mnie – wszystkie przechodziły gdzieś obok (jak te kule podczas pocałunku), co więcej ciężko jest mi je zaakceptować i w żaden sposób nie potrafiłem wciągnąć się w sposób narracji Jana Komasy. Film nie zauroczył mnie na tyle, by przymykać oko na wszelkie niedociągnięcia.

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>