Mariusz Czernic

Miasto złodziei / The Town (Ben Affleck, 2010)

Miasto złodziei / The Town (Ben Affleck, 2010)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Swoim drugim filmem pełnometrażowym Ben Affleck udowadnia, że udany debiut reżyserski nie był dziełem przypadku. Miasto złodzieirównież trzyma bardzo wysoki poziom, a w moim przekonaniu jest nawet nieco lepszy, bardziej wciągający od ambitnego debiutu pt. Gdzie jesteś Amando. W przeciwieństwie do tamtego filmu akcja skręca tu w stronę rasowego kryminału, a nie moralitetu. Oba filmy to produkcje dojrzałe i inteligentne, w których tematem przewodnim jest miasto oraz jego rola w kształtowaniu ludzkich postaw. W obu filmach protagonista dokonuje trudnych wyborów i próbuje żyć zgodnie z własnym sumieniem, ale spotyka się z wrogością i sprzeciwem ludzi ze swojego otoczenia. W Mieście złodziei reżyser zręcznie korzysta ze sprawdzonych schematów i wzorów (przeważnie z GorączkiManna) oraz sprawnie porusza się w konwencji żywego kina sensacyjnego i gorzkiego romansu.

Miasto złodziei to pierwszorzędny film kryminalny, w którym nie tylko przedstawiono wciągającą fabułę, ale też świetnie zaprezentowano trójkę najważniejszych charakterów. Doug MacRay to złodziej, który pragnie zakończyć przestępczą działalność, James Coughlin to porywczy i brutalny bandyta, który nie zawaha się popełnić morderstwa, jeśli może go to uratować przed wpadką i więzieniem, a Claire Keesey to pracowniczka banku, która najwidoczniej ma pecha i łatwo pakuje się w kłopoty. A wspólna, dialogowa scena tej trójki trzyma w napięciu nie gorzej niż sekwencje akcji. Jak przystało na rasowy kryminał nie mogło zabraknąć policyjnego śledztwa, pościgu za przestępcami oraz postaci agenta FBI, ale ten motyw śledztwa nie był dla scenarzystów tak ważny jak np. w Gorączce, gdzie dwa równolegle prowadzone wątki, policjanta i złodzieja, były równie istotne. U Afflecka bardziej istotne są dwa inne, prowadzone równolegle motywy: jeden przedstawia złodziejski tryb życia, drugi to nieprzesłodzony i ciekawy wątek romansowy. W tym drugim wątku widać, jak główny bohater robi pierwszy krok, by wyrwać się ze środowiska, w jakie się wpakował, a jednocześnie boi się powiedzieć prawdę o swojej profesji, by nie stracić nadziei na lepsze życie i spełnienie swoich marzeń, by nie skazywać siebie na samotność.

Tak jak Cop Land, miasto policjantów, to mieścina, w której przestępców nie brakuje, tak w Charlestown, mieście złodziei, nie brakuje ludzi uczciwie zarabiających na swoje utrzymanie. Złodziej przed kolejnym planowanym skokiem mówi, że gdyby to co robią było łatwe, to każdy by to robił. Każdy krok prowadzący do łamania prawa i podążania ścieżką zbrodni jest ryzykowny i wymaga odwagi. Dlatego rozróżnia się dwie strony konfliktu: dobrzy i źli, policjanci i złodzieje, bandyci i zakładnicy, a nawet dobry przestępca i zły przestępca. Trudne do zrozumienia mechanizmy rządzące ludzkim zachowaniem, na które mają na pewno wpływ problemy osobiste i zawodowe, powodują, że szanowany, porządny obywatel może zejść na złą drogę i vice versa – przestępca może zawrócić na drogę prawa i porządku.

Affleck nie tylko rozwinął tu swój reżyserski talent, ale również stworzył ciekawą, przekonującą postać złodzieja napadającego na banki. Nie jest to rola wybitna, ale do takiej lekkiej produkcji pasuje idealnie. Bohaterowie ze scenariusza są stereotypowi i łatwo przewidzieć, jak potoczą się ich losy, ale m.in. dzięki aktorom poczynania postaci ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Scenariusz dawał mniej więcej równe szanse na wykazanie się czwórce głównym wykonawcom, ale nie można powiedzieć, że wszyscy zagrali na takim samym poziomie. Najlepiej wypadł zdecydowanie Jeremy Renner w roli narwańca, najsłabiej Jon Hamm w roli agenta federalnego. Całkiem nieźle spisały się aktorki, Rebecca Hall i Blake Lively, odtwarzające pozornie schematyczne i mało ciekawe postacie, które z powodu mężczyzn popadają w rozpacz i zwątpienie, co aktorki doskonale wyraziły za pomocą odpowiedniej ekspresji.

Miasto złodziei w reżyserii Bena Afflecka to kapitalny dramat kryminalny, w niczym nie ustępujący debiutanckiemu filmowi tegoż twórcy. Oprócz ciekawej intrygi mamy tu wartką akcję. Napady rabunkowe, strzelaniny, brawurowe ucieczki przed policją zostały sfilmowane perfekcyjnie i z wyczuciem, sprawiając wrażenie bardzo realistycznej opowieści o złodziejskim fachu i próbach wyrwania się z niego, by rozpocząć nowe życie z dala od kłopotów. Affleck jako scenarzysta ma tendencję do snucia melodramatycznych wywodów, co widać szczególnie w końcówce, ale reżysersko jest bez zarzutu, na przykład świetnie udały mu się sceny akcji. Pojawiający się dość nachalnie wątek romansowy nie powinien przeszkadzać, gdyż spełnia tu ważną funkcję dramaturgiczną oraz przyczynia się do zwiększenia napięcia i rozbudowania charakterów postaci.

Ta adaptacja Księcia złodziei Chucka Hogana to bardzo dobry film, w którym doskonale przywołano klimat zrealizowanej ponad 15 lat temu Gorączki Michaela Manna. Znakomite kino sensacyjne, które nie jest bezmyślną rozrywką, obfitującą w nadmiar atrakcji. To film rzetelnie zrealizowany, w którym oprócz dostarczających emocji momentów wprowadzono rozważania o dokonywaniu wyborów, porzuceniu dotychczasowego stylu życia i uciekaniu od odpowiedzialności za swoje czyny. Fabuła została poprowadzona z prawdziwą maestrią, a postacie są nakreślone w taki sposób, że nie ma wątpliwości, kto jest dobry a kto zły. Ten film wciąga i dostarcza rozrywki, jest lekki, trzymający w napięciu, przemyślany i wzorowo opowiedziany od początku do końca. A oprócz tego to jeden z najlepszych filmów o napadach rabunkowych, w którym widz może z czystym sumieniem kibicować przestępcy, a nie stróżom prawa.

 The Town The TownThe Town (Ben Affleck, 2010) aaa

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>