Mariusz Czernic

Miasto przemocy / Cittá violenta (Sergio Sollima, 1970)

Miasto przemocy / Cittá violenta (Sergio Sollima, 1970)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Jeden z najbardziej reprezentatywnych poliziotteschi, chociażby ze względu na tytuł. Historia gatunku odnotowała takie tytuły jak Roma Violenta, Napoli Violenta, Milano Violenta, a w tym przypadku mamy do czynienia po prostu z miastem. Nieważne jakim. To może być np. miasto w Ameryce, skoro po ulicach biega Charles Bronson. Wszędzie panoszy się przemoc i bezprawie, a najlepsze filmy na ten temat robili Włosi, Francuzi i Amerykanie. W filmie Sergia Sollimy obecna jest cząstka każdej z tych trzech kinematografii, co widać choćby po doborze aktorów. W obsadzie jest Włoch (Umberto Orsini), Francuz (Michel Constantin) i dwóch Amerykanów o europejskich korzeniach (Charles Bronson i Telly Savalas). Muzykę przygotował Ennio Morricone, a scenę pościgu – Rémy Julienne. I jest widowisko! Nic tylko oglądać!

Jeff Heston jest profesjonalistą, ale niewielu osobom może się tym pochwalić. Dlatego, że jego specjalnością są zabójstwa na zlecenie. Wkrótce sam znajduje się na celowniku, ale ma szczęście, bo zamiast do kostnicy trafia do więziennej celi. Wychodzi z zamiarem zemsty, chce także odnaleźć swoją blondwłosą kochankę, Vanessę. Nieoczekiwanie wpada w łapy Webera, szefa organizacji przestępczej, który ma wobec niego plany. Na nic zdają się zapewnienia Jeffa, że już wycofał się z zawodu. W tej branży najwidoczniej nie ma emerytury, a odpoczywać można dopiero w grobie. Motyw zdrady i zemsty krzyżuje się z motywem walki o władzę. W mieście przemocy można sobie pozwolić na romanse, ale nie mają one wiele wspólnego z miłością. Erotyzm to silna broń, którą kobiety potrafią stosować w wyrachowany sposób. Już otwierająca scena nasączona jest erotyzmem, co jest dość nietypowe jak na film sensacyjny.

Pod koniec lat 60. spaghetti westerny nie przynosiły już spodziewanych zysków, publiczność domagała się filmów bliższych rzeczywistości. Dlatego westernowe schematy postanowiono przenieść do czasów współczesnych, konie zastąpić samochodami, a dziką przyrodę (prerie, pustkowia, rzeki i góry) – wielkomiejskimi uliczkami i terenami zabudowanymi. We Włoszech (a także w Stanach) wykształcił się nurt filmów sensacyjnych, cechujących się energiczną akcją i gwałtowną przemocą. Sergio Sollima po zrealizowaniu trzech znakomitych westernów nakręcił dwa bardzo udane filmy sensacyjne. Pierwszym z nich jest Miasto przemocy, znane w pewnych kręgach pod innym, zupełnie nietrafionym tytułem – Rodzina (The Family). Reżyser ani przez chwilę nie udaje, że to coś więcej niż tylko rozrywka, dodaje wiele składników, które mają służyć po prostu uatrakcyjnieniu spektaklu.

W 1968 roku Charles Bronson miał swój przełomowy moment – poślubił niedocenianą brytyjską aktorkę Jill Ireland. Okazała się ona wyjątkowo wierną partnerką ekranową – występowała niemal wyłącznie u boku męża (w sumie 14 ważnych ról w filmach, których gwiazdą był małżonek). W Mieście przemocy zagrała dość ciekawą postać kobiety-modliszki, wysysającej z mężczyzn siły życiowe, używającej bez umiaru swojego seksapilu. Jej posągowa, zimna uroda nigdy nie została lepiej wykorzystana. Natomiast Charles Bronson i Telly Savalas są tutaj w swoim żywiole i raczej niczym nie zaskoczą widzów, którzy widzieli wiele filmów z ich udziałem.

Pierwsze 10 minut zrealizowane jest niemalże bez słów. Po sielance w otoczeniu egzotycznych wysp bohaterowie przenoszą się do miasta i od razu stają się uczestnikami pościgu. Tak jak w dżungli człowiek może uciekać przed tygrysem tak oni uciekają białym Fordem Mustangiem przed ciemnoczerwonym Dodgem Monaco. Od tej pory aż do finału produkcja trzyma w nieustającym napięciu. Trudno rozgryźć bohaterów, trudno przewidzieć ich kolejny ruch. Przy scenariuszu majstrowało aż sześciu autorów (w tym także Lina Wertmüller, pierwsza kobieta nominowana do Oscara za reżyserię). Dzięki harmonijnej pracy zespołowej powstało interesujące i niegłupie kino gangsterskie inspirowane m.in. Samurajem (1967) J.P. Melville’a.

Violent City to rozrywka odprężająca, wystrzałowa, dobrze prezentująca się po upływie kilku dekad. Wszystko jest tu solidnie wyważone, nie odczuwa się przesytu. Jakiś lekki niedosyt może się pojawić, ale fani starej dobrej sensacji na pewno miło spędzą czas przed ekranem. Przecudna jest oprawa wizualna, w czym należy upatrywać wpływu doświadczonego i kreatywnego operatora Aldo Tontiego – Włocha, którego pamiętają też Amerykanie (pracował m.in. przy włosko-amerykańskich superprodukcjach: Wojna i pokój, Barabasz). Pod płaszczykiem gangsterskiego kryminału wyczuwa się przejmującą opowieść o samotności „tygrysa w dżungli”, a więc podobnie jak we wspomnianym Samuraju. Z tą jednak różnicą, że u Melville’a motyw wyobcowania był pierwszoplanowy, u Sollimy większy nacisk położono na widowiskowość. I to jest właśnie piękne, że w obrębie jednego gatunku (w tym przypadku eurocrime) powstają podobne filmy, a jakby przeznaczone dla różnych odbiorców.

(Visited 20 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>