Karolina Łachmacka

Mi primera boda (Ariel Winograd, 2011)

Mi primera boda (Ariel Winograd, 2011)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Z kinem argentyńskim mam do czynienia coraz częściej. Zapatruję się na wyśmienity ponoć kryminał „Sekret jej oczu”, a także ponury dramat „Las Vidas Posibles”, niemniej komedia „Mi primera boda” już dawno była na mojej liście „must see”. Powiem tyle – wybierając film Ariela Winograda nie rozczarowałam się.

Historia przedstawiona w tak zwanej „kwaśnej” komedii Winograda opiera się na najważniejszym dniu w życiu dwojga młodych, choć już nie nastoletnich przecież bohaterów. Adrian (Daniel Hendler) to człowiek spokojny, nieco wyluzowany, w przeciwieństwie do Leonory (Natalia Oreiro), która stanowi personifikację dzikiego perfekcjonizmu, podążania za ideałem za wszelką cenę. Ideał to jej wyobrażenie. Dlatego zgodnie z nim zaplanowała swój ślub. Jej wizji tego wydarzenia podporządkowuje się zupełnie Adrian, mając świadomość, jak istotne dla Leonory są te właśnie sprawy.

Problem pojawia się, kiedy w iście nierozsądny sposób Adrian gubi jedną po drugiej obrączki, które mają z Leonorą wymienić lada moment. Ów wydarzenie rozpoczyna serię wypadków mających na celu opóźnić ślub, by nasz poczciwy bohater odnalazł zgubę.

Banalne? Być może, ale to nie jest dramat społeczny, to komedia. I to bardzo dobra. Opiera się na porządnych filarach gwarantujących powodzenie filmu. Po pierwsze, Patricio Vega już nie po raz pierwszy pisze świetny scenariusz, bazujący na humorze i momentach sytuacyjnych. Vega, podobnie jak w „Musica en espera”, posługuje się niuansami. Jego dialogi są prawdziwe, a przede wszystkim, bohaterowie – pełnowymiarowi. Tyczy się to zarówno tych pierwszo-, jak i drugoplanowych, dopracowanych i wiarygodnych. Adrian w wykonaniu Hendlera (skądinąd, zdobywcy Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie) jest zabawny i nacechowany poczciwymi wartościami, przede wszystkim jednak – sprawia, że widz współczuje Danielowi i pragnie, by jak najszybciej wszystko wróciło do normy.

Drugoplanowa rola Imanola Ariasa to chyba najsłabszy punkt obrazu Wingrada. Arias miał tu być inteligentym nośnikiem seksu, człowiekiem, który ma Leonorę jako były kochanek wciąż pociągać. Arias jest niezły, ale na tle pozostałych aktorów to po prostu słaby występ. Drugoplanowi aktorzy, jak Martin Piroyansky w roli niezbyt rezolutnego Fede, czy Soledad Silveira jako matka głównej bohaterki, ciesząca się jako dziecko z jej niepowodzeń – są jak wykwintna przyprawa w świeżo poznanym daniu. Osobiście jednak najbardziej pozytywnie odbieram rolę Natalii Oreiro, która od kilku lat konsekwentnie grywa w wartościowych, nowatorskich, niezależnych filmach. Tutaj prym współdzieli nie tylko swoim talentem komediowym, ale też na pewno wyglądam. Doskonale dobrano Leonorze suknię i fryzurę. Oreiro natomiast, jak widać nie obawia się zaszufladkowania.

Generalnie „Mi primera boda” zasługuje na uznanie za to, że unika kalkowania znanych receptur kina europejskiego czy hollywoodzkiego. Jednocześnie ma  w sobie czar – coś nieodłącznego w przypadku dobrej komedii. Inteligentny humor zapewnia dobrą zabawę. Polecam.

Trailer

Galeria

(Visited 19 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>