Mariusz Czernic

Mad Max 2 – Wojownik szos / Mad Max 2 (George Miller, 1981)

Mad Max 2 – Wojownik szos / Mad Max 2 (George Miller, 1981)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Kasowy triumf pierwowzoru umożliwił Millerowi i Kennedy’emu realizację wysokobudżetowej i bardziej szalonej kontynuacji. Na szczęście Mad Max 2 nie okazał się wyłącznie łatwym skokiem na kasę. Efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania. Powstał przemyślany i finezyjny sequel, który zdobył jeszcze większe grono sympatyków i jeszcze więcej pozytywnych opinii. Nawet krytycy doceniający prawdziwą sztukę wypowiadali się pochlebnie na temat filmu. 36-letni George Miller i 25-letni Mel Gibson zapewnili pół godziny olśniewającej rozrywki dla widzów spragnionych mocnych wrażeń. Znakomicie ukazany świat po apokalipsie, sceny akcji i wyczyny kaskaderskie imponujące oraz, co dzisiaj wydaje się wręcz niemożliwe, zrealizowane bez pomocy komputerów. Niezapomniane widowisko i modelowy przykład kina akcji.

O co tu właściwie chodzi najlepiej wyjaśnili scenarzyści już na samym początku, za pomocą pierwszoosobowej narracji: „Pamiętam chaos, zrujnowane marzenia i zdewastowaną ziemię, ale najbardziej pamiętam wojownika szos o imieniu Max. Aby zrozumieć kim był trzeba cofnąć się do czasu, kiedy światem rządziła ropa, a na pustyniach wyrastały wielkie budowle ze stalowych rur. Z zapomnianych już powodów dwa potężne plemiona rozpętały wojnę. Wznieciły ogień, który pochłonął wszystko. (…) Świat się zawalił, miasta legły w gruzach. Grabieżom i przemocy nie było końca. Ludzie zaczęli żerować na ludziach, a na drogach rozpętało się piekło. Przetrwali tylko szybcy padlinożercy i brutalni szabrownicy. Autostradami rządziły gangi gotowe wywołać wojnę o jeden zbiornik paliwa. W tym wirze rozkładu zwykli ludzie nie mieli szans. Ludzie tacy jak Max, który przy wtórze ryczących silników stracił wszystko. Stał się wypaloną ludzką skorupą, samotnikiem dręczonym przez upiory przeszłości, wędrującym przez pustkowia. I właśnie tu, w tej spustoszonej krainie, nauczył się na nowo żyć.”

Pierwsza część wprowadziła do panteonu kultowych postaci nowego bohatera, pochodzącego z wymierającego gatunku. Tym gatunkiem bez przyszłości jest policjant… Max Rockatansky, bo tak ów człowiek się nazywa, znalazł w zdegenerowanym świecie szczęście, które mógł dzielić z żoną i dzieckiem. Apokalipsa była tu tylko umowna – świat głównego bohatera nie zawalił się z powodu wojny globalnej czy kryzysu energetycznego, ale z powodów prozaicznych. To współczesny western o walce jaką podejmuje samotny szeryf przeciwko lokalnym gangom. Nieco inaczej jest z drugą częścią. Ona też wprawdzie przypomina western, ale przede wszystkim stanowi bardzo dobry przykład post-apo. Podejmuje temat moralnej zagłady ludzkości spowodowanej międzynarodowym konfliktem i kryzysem naftowym. Historia przesiąknięta jest atmosferą nieufności i beznadziei, ludzie przypominają wygłodniałe psy i tryskające jadem węże.

David Bordwell i Kristin Thompson, amerykańscy teoretycy kina, w swojej publikacji Film Art. Sztuka filmowa przeanalizowali moc narracji filmowej na przykładzie drugiej odsłony Mad Maxa. Zwrócili uwagę na to, jak pomysłowo ujęto fabułę w ramy opowieści tajemniczego narratora, którego tożsamość zostaje odkryta dopiero pod koniec. Twórcy bardzo konsekwentnie korzystają z narracyjnych zabiegów mających uczynić Maxa osobą bliższą publiczności. Gdy prowadzi samochód, patrzy przez lornetkę lub teleskop, cierpi na powypadkowe zawroty głowy to obserwujemy przestrzeń jego oczami. To wzmacnia wrażenie, że ten Max to swój chłop. Subiektywizacja ma na celu także wprowadzenie suspensu, tajemnicy i poczucia zagrożenia.

Skłamałbym, gdybym powiedział że u Gibsona widzę iskierki furii. We wczesnych filmach aktor wyglądał na sympatycznego dżentelmena, prawdziwą furię zobaczyłem u niego dopiero w Braveheart (1995). W Wojowniku szos świetnie zagrał „wypaloną ludzką skorupę”, człowieka który próbuje na nowo tę skorupę wypełnić, próbuje nadać życiu sens. Wrodzony instynkt przetrwania sprawił, że stał się egoistycznym gburem. Aby nie zamienić się w jednego z tych dzikich padlinożerców musi odnaleźć w sobie chęć pomocy innemu człowiekowi. W ten sposób nie tylko podwaja swoją wartość moralną, ale też zostaje na długo zapamiętany. Nie przypadkiem narrator mówi: „Najbardziej pamiętam wojownika szos o imieniu Max”, bo to czego dokonał uczyniło z niego legendę, stał się przykładem dla przyszłych pokoleń. I jeśli pojawi się choć kilka osób pragnących go naśladować to jest szansa na to, że świat zostanie odbudowany i zamieszkany przez wartościowych ludzi pragnących zmienić coś na lepsze.

Budżet oryginału wyniósł 650 tysięcy dolarów, na kontynuację wyłożono już dwa miliony. Pozwoliło to twórcom wykreować bardziej przekonującą wizję przyszłości, zatrudnić lepszych fachowców i stworzyć doskonalsze efekty wizualne. Powstał wzorcowy thriller futurystyczny o tematyce post-apo. Atrakcyjnie oprawiony dzięki współpracy z operatorem (Dean Semler), scenografem (Graham ‚Grace’ Walker) i kostiumologiem (Norma Moriceau). Scenariusz, oprócz oryginalnej wizji przyszłości, cechuje się specyficznym humorem i wystrzałowymi pomysłami (np. chłopiec rzucający metalowym bumerangiem). Elementy świadczące o wysokiej jakości nie wchodzą w kolizję z estetyką campu, która jest obecna lecz nie wpływa negatywnie na spójność i strukturę. Kicz jest tu pozytywny, stanowi przekorną formę wypowiedzi, jest świadomie zastosowanym zabiegiem stylistycznym. Dzięki temu film George’a Millera nie wygląda jak typowy produkt z hollywoodzkiej fabryki snów, lecz niszowe, autorskie dzieło z Antypodów.

Trailer

Galeria

(Visited 83 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>