Karolina Łachmacka

Love, Rosie (Christian Ditter, 2014)

Love, Rosie (Christian Ditter, 2014)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Filmy o dorastaniu mogą być naprawdę cenne w procesie wzrastania – takaż filozoficzna myśl nasuwa się po seansie filmu Christiana Dittera zatytułowanego „Love, Rosie”. Operując prostymi środkami twórcy opowiedzieli historię pewnej znajomości i, chociaż nie udało im się uchronić od popełnienia pewnych poważnych błędów, opowieść o miłości Rosie Dunne i Alexa Stewarta to niezły film o życiu, jakkolwiek ogólnikowo to by mogło zabrzmieć.

Rosie (Lily Collins) oraz Alexa (Sam Claflin) poznajemy w trakcie imprezy urodzinowej dziewczyny. To wówczas dochodzi między nimi do spontanicznego pocałunku, którego intensywność nabiera na sile. Niezależnie od siebie przyjaciele z dzieciństwa dochodzą do wniosku, że dla drugiej strony było to zajście bez znaczenia, zapewne przypisując swój zapał kilku tequilom o silnej mocy alkoholowego rażenia. Właściwie od tego czasu mamy do czynienia z nieustanną ekranową wersją bajki o żurawiu i czapli – „Kiedy jedno chce, to nie chce drugie”…

Właściwie to widz od początku wie, jak mają zakończyć się losy Rosie i Alexa. I nie, nie chodzi o to, że ma to bym happy end z całusem na samym końcu. Jest jednak w tej opowieści coś nużącego. Ciągłe pomieszanie losów dwójki głównych bohaterów powoli doprowadza do szału. Kiedy Rosie potrzebuje Alexa, ten baraszkuje z blondwłosą sympatią. Innym razem on pisze list, który zostaje przechwycony. Zupełnie, jakby nad tym wszystkim unosił się duch meksykańskiej telenoweli, która zakończy się po wielu odcinkach.

Naturalnie, „Love, Rosie” (2014) to film niepozbawiony zalet. Pierwsza z nich to aktorstwo Lily Collins. Nie będzie przesadą powiedzieć, że jest to jej film i to bynajmniej nie z uwagi na tytuł. Obraz Sittera to kino widziane oczami zarówno Rosie, jak i Alexa. Ale Collins w swojej dziewczęcości jest soczysta i świeża. Jej uroda i charakterystyczne, grube brwi czynią ją naturalną odtwórczynią tej roli, choć grzechem byłoby nie wspomnieć o jej talencie. Partnerujący jej Claflin pozostaje trochę w tyle.

Choć „Love, Rosie” (2014) może nużyć, jest w nim jeszcze jedna, cenna sprawa. Chodzi tu o realizm sytuacji. Życie nie rozpieszcza głównej bohaterki, co przekłada się na jej różne wybory.

Nieco przydługi, choć nawet uroczy. Niestety, nie ma w nim żadnej głębi.

Trailer

Galeria

(Visited 37 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>