Mariusz Czernic

Latarnia na końcu świata / The Light at the Edge of the World (Kevin Billington, 1971)

Latarnia na końcu świata / The Light at the Edge of the World (Kevin Billington, 1971)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Osoby, które mogły się czuć zawiedzione wizerunkiem zabawnych piratów w filmach o przygodach Jacka Sparrowa powinny sięgnąć po wyprodukowaną przez Kirka Douglasa adaptację powieści Juliusza Verne’a. Ten film pokazuje najgorsze i przez to najbardziej prawdziwe oblicze piratów, plądrujących statki, dokonujących grabieży, zachowujących się jak banda rozjuszonych zwierząt. Bandyci mórz portretowani są w filmach zwykle jako szlachetni awanturnicy, a ich przygody obfitują w egzotyczne podróże i przypadkowe romanse. Piraci u Billingtona to nie są typowi bohaterowie kina przygodowego – to bestie dowodzone przez socjopatę i żeby ich pokonać należy zapomnieć o honorze i etyce. Nie ma tu również egzotycznych przygód, bo cała historia rozgrywa się w jednym miejscu, wyglądającym jak kraniec świata.

Druga połowa XIX wieku, kiedy w Stanach Zjednoczonych zakończyła się wojna secesyjna, a walki z Indianami nadal trwały, gdzieś u wybrzeży Oceanu Atlantyckiego miały miejsce dramatyczne wydarzenia, których świadkiem była pewna latarnia morska. Dla żeglarzy i podróżników taka latarnia jest bardzo pomocna, pełni rolę wskazówki, oświetla drogę i pozwala ominąć skały. Dla latarników jest oazą spokoju, a także miejscem pracy, z którym wiąże się duża odpowiedzialność. Wkrótce jednak pojawią się ludzie, którzy zburzą ten spokój i zmienią to miejsce w przeklętą osadę, gdzie każda podróż ma swój koniec. Latarnia, która przez wiele lat oświetlała morskie przestrzenie, wkrótce gaśnie, ukazując mrok i ciemność oraz wydobywając na zewnątrz najgorsze koszmary i ludzkie wady. Nic dziwnego, że to właśnie w latarni rozegra się decydujący, efektowny pojedynek pomiędzy dwoma antagonistami.

Yul Brynner, który kiedyś zagrał słynnego pirata Jeana Lafitte’a w filmie pt. Korsarz (The Buccaneer, 1958, reż. Anthony Quinn) tym razem zaskoczył postacią demonicznego złoczyńcy. Odtwarzany przez Brynnera Jonathan Kongre to noszący ekstrawaganckie stroje przywódca morskich rozbójników. Ma on swoje słabości oraz jest egoistą i despotą. Ten nieustępliwy herszt bandy znajdzie jednak godnego dla siebie przeciwnika w postaci zbiegłego z Zachodu „samotnego kowboja”. Grany przez Kirka Douglasa Will Denton był poszukiwaczem złotego kruszcu, bo tak jak tysiące innych ludzi także i jego ogarnęła żądza bogactwa (słynną gorączkę złota w San Francisco datuje się na 1849 rok). Ale zabicie człowieka w pojedynku diametralnie odmieniło jego życie. Teraz, około 15 lat po tamtych wydarzeniach, żyje z dala od cywilizacji i jedyne co mu pozostało z dawnych lat to rozmyślanie o ukochanej kobiecie, którą utracił w dramatycznych okolicznościach. Opiekuje się latarnią morską wraz z dwoma kompanami, ale wkrótce zmuszony jest uciekać przed bandytami, by w pewnym momencie podjąć z nimi nierówną walkę. Walka z piratami nie przyniesie mu chwały ani żadnych nagród, gdyż na „krańcu świata” nie ma nikogo, kto by docenił jego wysiłek i odwagę. Jedyne co może zyskać to spokój, który został mu odebrany wraz z przybyciem pirackiego okrętu.

Film Kevina Billingtona to ciekawe, lecz typowe dla początków lat 70-tych, kino demaskujące kłamstwa hollywoodzkich produkcji. Tak jak antywesterny demitologizują bohaterów Dzikiego Zachodu tak Latarnia na końcu świata stara się odtworzyć w sposób boleśnie realistyczny spotkanie zwykłego człowieka z bandą okrutnych piratów, których nawet twardy i opanowany szef nie jest w stanie pohamować. Brutalne sceny przemocy, której ofiarami padają zarówno ludzie jak i zwierzęta wydają się w takim okrutnym świecie zbyt oczywiste. Wiadomo że jeśli główny bohater ma psa lub kota to zabicie zwierzaka jest pewnego rodzaju ostrzeżeniem przed zbliżającym się złem – w filmie Billingtona taką właśnie rolę pełni niegroźna, wytresowana małpka. Jednak podane zostało to w taki sposób, że jest w stanie zaskoczyć, a nawet zaszokować widza (może dlatego, że to nie małpka jest pierwszą ofiarą, ale niczego niespodziewający się ludzie).

Jak na kino przygodowe jest to produkcja tocząca się w wolnym tempie, nie ma tu szybkiej akcji ani typowych dla filmów o piratach abordaży i pojedynków na szpady lub miecze. Zamiast tego mamy galerię barwnych postaci, rzuconych w wir wydarzeń, gdzie realistyczna przemoc kontrastuje z różnymi dziwactwami, które wskazują na całkowite odejście od schematycznych rozwiązań, typowych dla filmu korsarskiego. Yul Brynner na białym koniu „ucharakteryzowanym” na jednorożca, pirat ubrany w suknię i odstawiający „indiański” taniec albo np. retrospekcje wmontowane w sekwencje podwodne to przykłady świadczące o przełamywaniu obowiązujących konwencji. Ciekawą rolę w tym szalonym, zdeprawowanym świecie pełni Angielka o imieniu Arabella, grana przez Samanthę Eggar. Sprawia wrażenie kobiety rozsądnej i opanowanej, ale okazuje się zbyt zaślepiona bogactwami zrabowanymi przez piratów, by podjąć właściwą decyzję o swoim dalszym postępowaniu.

Latarnia… to bardzo udane survivalowe kino przygodowe, które niestety nie doczekało się należnego uznania i dziś już mało kto o nim pamięta. Nie jest to mój ulubiony film o piratach, gdyż miejsce pierwsze w tym gatunku ma u mnie zarezerwowana włoska produkcja Czarny korsarz z 1976 roku, ale bez wątpienia film z Douglasem i Brynnerem jest godny zapamiętania. W tej okrutnej opowieści będący postrachem mórz piraci wyglądają naprawdę jak postrach mórz, a nie baśniowi rozbójnicy jak np. piraci z Karaibów „ze stajni” Walta Disneya. Film Billingtona boleśnie pokazuje, że życie jest pasmem cierpień, a śmierć może być tylko wybawieniem i nagrodą – szczególnie dobitnie zostało to przedstawione na przykładzie włoskiego rozbitka, którego zagrał Renato Salvatori. Operator obrazu stara się pokazywać wydarzenia w taki sposób, by wstrząsnąć odbiorcą i na przykład scenę, w której Kirk Douglas wisi do góry nogami pokazuje z jego punktu widzenia, by widz wczuł się w sytuację bohatera, a nie był tylko biernym obserwatorem.

Można narzekać, że gdyby ten scenariusz trafił w ręce lepszego, bardziej doświadczonego reżysera to powstałby film bardziej dynamiczny i mocniej wciągający tych, którzy są zafascynowani odległymi i pełnymi tajemnic zakątkami świata. Latarnia… to interesujący i jedyny w swoim rodzaju film przygodowy z jedną pełną napięcia przygodą, kilkoma ciekawie nakreślonymi postaciami i doskonale wykreowanym klimatem. Niepowtarzalną atmosferę udało się stworzyć nie dzięki muzyce, która jest raczej przeciętna, ale dzięki pracy kamery, w szczególności świetnie filmowanym skalistym krajobrazom. Wyglądające złowieszczo skały, wyżłobione w nich jaskinie oraz górująca nad nimi biała latarnia morska okazały się miejscem idealnym, by pokazać, gdzie kończy się piracka zuchwałość a zaczyna zezwierzęcenie rodzaju ludzkiego oraz gdzie kończy się ludzka cierpliwość a zaczyna dramatyczna walka o przetrwanie.

The Light at the Edge of the World  aa The Light at the Edge of the WorldThe Light at the Edge of the World  aaa

(Visited 50 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>