Mariusz Czernic

Lampart / Il Gattopardo (Luchino Visconti, 1963)

Lampart / Il Gattopardo (Luchino Visconti, 1963)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Po zrealizowaniu ambitnego dramatu „Rocco i jego bracia” (1960) pochodzący z arystokratycznej rodziny Luchino Visconti przygotował wystawne, kosztowne i wysmakowane plastycznie arcydzieło.

Historyczno-kostiumowy sycylijski spektakl przenosi widzów do epoki Risorgimento – czasów rewolucji Garibaldiego, której celem było zjednoczenie Włoch. Tak jak w Japonii nastał zmierzch samurajów tak we Włoszech arystokracja utraciła dawne wpływy, a jej miejsce zajęli bogaci burżuje, których władza zmierzała w stronę ideologii faszystowskiej. Lamparty i lwy ustąpiły miejsca szakalom i hienom – tymi słowami Visconti zdaje się sugerować, że dawny porządek był zdecydowanie lepszy, a finałowa (trwająca niemal 50 minut) scena balu jest pełnym przepychu, elegancji i melancholii symbolicznym pożegnaniem reżysera z odchodzącą w przeszłość epoką.

Można narzekać, że wielki budżet reżyser mógł lepiej wykorzystać poświęcając więcej miejsca walce wyzwoleńczej zamiast wystawnym przyjęciom i salonowym obyczajom. Viscontiego nie interesowała batalistyka, ale raczej kondycja jednostki wobec przemian jakie niosą ze sobą wojny domowe. Jednostką, która u Viscontiego pełni najistotniejszą rolę jest książę Fabrizio Salina. Próbuje on zaakceptować nowy porządek, by przetrwać zmierzch i doczekać świtu. Mimo iż nie przekroczył jeszcze 50-ki spodziewa się, że wraz z nastaniem nowych czasów zakończy żywot. Odmawia więc przyjęcia stanowiska senatora – politykę i władzę woli zostawić innym, ograniczając się do obserwowania wydarzeń z dystansu. Zależy mu jedynie na tym, by zapewnić godną przyszłość swojemu siostrzeńcowi, którego traktuje jak syna. Godzi się więc na jego małżeństwo z córką majętnego burmistrza, bo ma nadzieję że jak połączy się zamożność rodziny mieszczańskiej z arystokratycznym nazwiskiem to przynajmniej część dawnego stylu życia przetrwa w nowych czasach.

Wyróżniony Złotą Palmą w Cannes i oscarową nominacją za kostiumy (w tej kategorii zwyciężyła „Kleopatra„) film Viscontiego jest ucztą dla oka i wygląda jak zrobione z rozmachem widowisko teatralne. Reżyser minimalnie korzysta z typowo filmowych trików, takich jak montaż dynamizujący akcję, stosuje często długie ujęcia, opowiadając historię nieśpiesznym rytmem. Woli kręcić wnętrza pałaców, w których trudno zliczyć pokoje, woli inscenizować salonowe rozmowy i bale kostiumowe, a w plener wychodzi okazjonalnie. Bardzo dobrą robotę wykonał mistrz epickich barwnych fotografii Giuseppe Rotunno. Wiele kadrów podkreśla piękno włoskiej arystokracji, ale nie brakuje też smutniejszych odcieni wskazujących na niepewną przyszłość tej klasy społecznej, jej ostatnie chwile radości i pierwsze chwile nieprzychylnego dla niej reżimu.

Il Gattopardo
Pieniędzy na produkcję włoski reżyser szukał w Hollywood – efektem tego jest zatrudnienie słynnego „kowboja” Burta Lancastera, którego postura i charyzma idealnie pasowały do postaci księcia Saliny. Pojawiły się nawet głosy, że to najlepsza rola tego aktora – nie będę z tym polemizował, bo choć widziałem sporo filmów z Lancasterem to u Viscontiego jest naprawdę fantastyczny. Jako „sycylijski lampart” od pierwszych do ostatnich minut przykuwa uwagę. Jego twarz wiele wyraża bez słów, sugeruje neutralność i pogodzenie się z losem, a jego oczy mają w sobie jakiś nieopisany smutek i cierpienie. Bardzo dobra (jak na „kowboja”) aktorska kreacja. Partneruje mu wschodząca gwiazda francuskiego kina Alain Delon i zjawiskowo piękna Włoszka Claudia Cardinale – oboje grali też w poprzednim filmie ViscontiegoRocco i jego bracia”.

Tancredi Falconeri, w którego wcielił się francuski aktor, to sympatyczny młodzieniec, mający słabość do pięknych kobiet, a jako żołnierz cechuje się wyrachowaniem i stanowczością – najpierw ubrany w czerwony mundur dumnie walczy po stronie Garibaldiego, potem wstępuje do armii królewskiej Wiktora Emanuela II. Ze zwykłego rewolucjonisty zmienia się w prawdziwego żołnierza – świadczy to o tym, że potrafi dostosować się do każdych warunków i w nowej rzeczywistości z pewnością da sobie radę. Jego czarująca partnerka, Angelica Sedara, obdarzona urodą Claudii Cardinale pojawia się na ekranie po upływie 50 minut i od razu wzbudza zachwyt wszystkich – młodych i starych, mężczyzn i kobiet. Aż trudno uwierzyć, że Tancrediemu udaje się ją zdobyć bez żadnych problemów – nikt nawet nie próbuje mu jej odbić. Ale to w końcu nie jest tradycyjny melodramat o perypetiach miłosnych młodych kochanków, chociaż film był ponoć określany jako włoskie „Przeminęło z wiatrem”.

Zaliczany do najlepszych adaptacji wszech czasów „Lampart” to monumentalny fresk o przełomowym momencie w dziejach Włoch. Opowiadając o wydarzeniach, które rozpoczynają się wiosną 1860 roku reżyser opowiada uniwersalną historię o ludziach doświadczających na własnej skórze społeczno-obyczajowych i politycznych przemian. Każdy przełom wiąże się ze strachem, ale i nadzieją że może jednak nie będzie gorzej. Jeden z bohaterów mówi, że jeśli ma obowiązywać dawny porządek to należy wprowadzić zmiany – czy tak jest w istocie? Ciekawostką jest fakt, że zdobywca Sycylii, generał Giuseppe Garibaldi, był orędownikiem niepodległości Polski, a jego syn Menotti w 1863 roku usiłował zorganizować legion, by wesprzeć Powstanie Styczniowe. Ale to już materiał na inną opowieść – u Viscontiego nie ma więc mowy na ten temat.

The Leopard
Oryginalna wersja filmu jest włoskojęzyczna i trwa około 200 minut, ale najbardziej dostępna jest skrócona o 40 minut wersja z angielskim dubbingiem, przygotowana na rynek amerykański. W Hollywood nigdy nie szanowano zagranicznych filmowców i nawet filmy uznane powszechnie za arcydzieła Amerykanie przerabiali wedle własnego uznania. Urodzony w Mediolanie reżyser zaprezentował w „Lamparcie” obyczajowość sycylijskich miast, strach przed rewolucją oraz pokładanie nadziei w Bogu, jakby modlitwa miała uchronić ludzi przed złem i nieuchronnym przeznaczeniem. Aktorzy poza główną postacią pełnią tu raczej dekoracyjną funkcję, jak obrazy, kandelabry, stroje. W filmie pojawia się na chwilę Giuliano Gemma w roli generała armii Garibaldiego, oglądającego freski w pałacu. Większą rolę, skromnego hrabiego z Mediolanu, zagrał Mario Girotti, później znany jako Terence Hill. Po tym flircie z ambitnym kinem obaj aktorzy przeszli na stronę rozrywkowego kina, a szczególnie upodobali sobie westerny.

Zryw rewolucyjny pokazany jest jako nieunikniona zagłada pewnej klasy społecznej, pewnych wartości, tradycji i ideałów. Trudno odmówić Viscontiemu indywidualnego stylu, aczkolwiek realizując wysokobudżetowy spektakl nie uniknął typowej dla Hollywood pompatyczności oraz cechującej sceniczne przedstawienia sztuczności w kreowaniu świata i ukazywaniu ludzkich charakterów. Szybko jednak zapomina się o wadach, gdy reżyser atakuje feerią barw, pałacowym przepychem, artystyczną duszą. Widać że włoski mistrz dbał o każdy detal, kreując przepiękne, subtelne i dopracowane w szczegółach ujęcia. Chociaż moim zdaniem „Rocco i jego bracia” jest filmem lepszym i bardziej zajmującym to i tak dziwię się iż w 1963 Włosi zgłosili do Oscara dziwaczne i tandetne „Osiem i pół Felliniego” zamiast sycylijskiej epopei Viscontiego.

Produkcja z Lancasterem to film nie tylko dla miłośników klasycznego repertuaru filmowego, cechującego się specyficznym manieryzmem i bufonadą, ale i dzieło dla prawdziwych koneserów sztuki elitarnej: malarstwa, teatru i muzyki klasycznej. Visconti wykorzystał tu muzykę wybitnego kompozytora operowego Giuseppe Verdiego (np. walc, do którego tańczą Burt Lancaster i Claudia Cardinale), a także ilustracje Nino Roty, które uatrakcyjniają widowisko, tworzą cudowny nastrój, nie przytłaczają nadmiarem nut i instrumentów. Gdy akcja przenosi się na eleganckie przyjęcie pełne dystyngowanych gości, tańców towarzyskich, rozmów o polityce wtedy szczególnie staje się widoczne jak muzyka współgra z wykwintną oprawą wizualną i mistrzowską inscenizacją. Przy włoskich filmach często pracowało liczne grono scenarzystów i tak też było tym razem – swoje pomysły do tej adaptacji dorzuciło aż pięciu autorów (w tym jedna kobieta – zmarła w 2010 Suso Cecchi D’Amico). Wszystkie te czynniki filmowego medium, od scenariusza po stronę techniczną i muzyczną, złożyły się na przepyszną filmową ucztę. „Lampart” w sosie bolognese to kolejny dowód na to, że włoska kuchnia smakuje wybornie i to bez żadnych dodatkowych przypraw.

Il Gattopardo, 1963 Il Gattopardo, 1963 a Il Gattopardo, 1963 aaaa Il Gattopardo, 1963 aaaaaaa

(Visited 93 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>