Michał Vorbrodt

Kto sieje wiatr / Inherit the Wind (Stanley Kramer, 1960)

Kto sieje wiatr / Inherit the Wind (Stanley Kramer, 1960)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Niektórzy filmowcy, a także i widzowie uważają, że prawdziwe kino to akcja, thriller i horror. Bo autentyczne emocje, od ekscytacji po strach, wywołują mocne, pełne brawury filmy o przemocy, wypełnione trzymającymi w napięciu zdarzeniami, scenami kaskaderskimi, brutalnością. Ale istnieją też twórcy, którzy potrafią utrzymać uwagę widza za pomocą brutalnych pojedynków na słowa. Takie pojedynki potrafią ranić mocniej niż walki na miecze, noże czy pistolety. A można je podziwiać na przykład w dramatach sądowych. Jest to gatunek uprawiany we Francji (Prawda w reż. H.G. Clouzota), we Włoszech (Sacco i Vanzetti), także w Polsce (wybitny polski kryminał Sprawa Gorgonowej). Mistrzami gatunku byli Amerykanie: Sidney Lumet (Dwunastu gniewnych ludzi) i Stanley Kramer (Wyrok w Norymberdze). Film Kramera Kto sieje wiatr to adaptacja sztuki inspirowanej autentycznym procesem z 1925 roku.

Zaczyna się od tego, że młody nauczyciel w publicznej szkole zaczyna głosić teorie Darwina na temat ewolucji człowieka. Mieszkańcy miasteczka na czele z nadgorliwym pastorem są oburzeni i doprowadzają do tego, że nauczyciel zostaje postawiony w stan oskarżenia. Nie ma w tym nic dziwnego, bo prawo w tych okolicach zabrania głoszenia takich herezji. A jeśli łamie się prawo to trzeba się liczyć z konsekwencjami. Do miasta przybywa wkrótce sławny adwokat, który podejmie się obrony zaszczutego wychowawcy. W roli oskarżyciela ma wystąpić polityk ślepo wierzący w słowo napisane w Biblii i broniący go zaciekle przed takimi heretykami jak oskarżony pedagog. Szykuje się ostry konflikt, który trudno wygrać lub przegrać, bo nie da się udowodnić kto ma całkowitą rację. Tu trzeba się wykazać sprytem, elokwencją, darem przekonywania.

„Kto dom swój niepokoi – wiatr odziedziczy, a głupiec będzie sługą mądrego” (Prz 11, 29). Ten biblijny cytat zainspirował Jerome’a Lawrence’a i Roberta Edwina Lee do nadania swojej sztuce z 1955 roku tytułu Inherit the Wind (Odziedziczyć wiatr). I w tych słowach ukryty jest przekaz nie tylko sztuki ale i filmu. Wiatr nie jest dobrą prognozą, symbolizuje nadchodzącą burzę, huragan, trudny do opanowania zamęt. W filmie zamęt zostaje wywołany przez ludzką nadgorliwość i niewiedzę. Tradycjonaliści przekonani o własnej nieomylności cofają się do czasów średniowiecza i chętnie obejrzeliby egzekucję heretyka. Uważają się za dobrych katolików, ale z Biblii zapamiętali tylko słowa: „Bóg jest źródłem wszelkiej prawdy”.

Stanley Kramer nie krytykuje Biblii, uważa że jest ona dobrą lekturą i kopalnią mądrych cytatów, ale nie wszystko należy brać dosłownie. Bo Biblia nakłania też do zachowania zdrowego rozsądku. Dobry chrześcijanin powinien wiedzieć, że roztropność jest cnotą, dzięki której poprawnie stosujemy zasady moralne i zwalczamy obiekcje dotyczące dobra, które należy czynić i zła, którego należy się wystrzegać. Nie jest ważne czy rację mają agnostycy czy fundamentaliści. Jedni i drudzy postępują dobrze, jeśli zachowują zdrowy rozsądek i pozwalają wygłaszać innym poglądy, z którymi się nie zgadzają. Zbyt żarliwa, fanatyczna wiara w słowo Boże może zapędzić człowieka na manowce i doprowadzić do obłędu.

Siłą napędową filmu są aktorzy i wypowiadane przez nich teksty, pozbawione pustych frazesów, nie ograbione z kąśliwych uwag. Wyczuwa się w nich zabawę prawniczym słownictwem („Oskarżam cię o obrazę sumienia i sentymentalizm pierwszego stopnia”) oraz krytykę pewnych postaw, cech i poglądów. Z niesamowitą intensywnością i przekonaniem sceny odgrywane są przez wybitnych wykonawców. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że Spencer Tracy zagrał tu najlepszą rolę w karierze. Jest bezbłędny w kreowaniu niestrudzonego, wybitnie inteligentnego mecenasa. Ale na szczęście nie jest to film jednego aktora, lecz pojedynek dwóch ofensywnych i stanowczych osobowości. Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie Fredric March stworzył fenomenalną kreację oskarżyciela – jest ekspresyjny, niepohamowany, zaangażowany emocjonalnie. Drugi plan też daje radę: Gene Kelly jako cyniczny reporter, Donna Anderson w roli córki pastora, również Claude Akins, który przeszedł ciekawą metamorfozę – od bandyty w Rio Bravo do nawiedzonego pastora, co własną córkę spaliłby na stosie.

Na sali sądowej jest gorąco i wszyscy zdejmują okrycie wierzchnie. Przed ekranem też nie jest wcale chłodno, bo ta atmosfera udziela się widzom, w czym duża zasługa klarownych dialogów i pełnych pasji występów aktorskich. Kramer nie należał do innowatorów, tworzył filmy z przesłaniem, ale dzięki pracy operatora Ernesta Laszlo i montażysty Frederica Knudtsona film zawiera też kilka świetnych ujęć wydobywających z bohaterów charakterologiczne niuanse. W filmie można też dostrzec krytykę maccartyzmu. Za scenariusz odpowiadali Harold Jacob Smith i Nedrick Young – ten drugi musiał ukrywać się pod pseudonimem Nathan E. Douglas, gdyż komisja senatora McCarthy’ego umieściła go na czarnej liście za przynależność do partii komunistycznej. Kto sieje wiatr to kawał porządnego hollywoodzkiego kina. W dwugodzinnym filmie zawarto mnóstwo ponadczasowych konfliktów: nauka przeciwko prawu i religii, rozum przeciwko ignorancji, jednostka wobec zwartej społeczności, pragmatyzm kontra cynizm.

(Visited 12 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>