Agata Malinowska

Krzyżacy (Aleksander Ford, 1960)

Krzyżacy (Aleksander Ford, 1960)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Nie stać nas dziś na bitwę pod Grunwaldem. Nawet animacje Platige Image, naszykowane na 600-lecie tego pamiętnego zdarzenia, wyglądają żenująco tanio. By przedstawiać średniowieczne potyczki, walecznych mężczyzn zakutych w stalowe puszki i zwiewne damy w ciężkich sukniach, wymagane są pieniądze, na które nie może sobie pozwolić dziurawy polski budżet. Panie Sienkiewicz, wypada westchnąć, pisał pan niezłe sceny batalistyczne, ale nie na nasze czasy. Westchnąć i powrócić do dobrych starych 50-letnich „Krzyżaków”. Jak wypadają dzisiaj?

Otóż dziś 50-letni „Krzyżacy” niezmiernie rozczulają. W dobie ironicznego podejścia do historii, powszechnego odbrązawiania i podkopywania autorytetów, superprodukcja Forda zaskakuje bezpośredniością przekazu. A przekaz, za Sienkiewiczem zresztą, jest prosty – to my, Polacy, jesteśmy najfajniejsi. To naszymi kobietami zachwyca się fircykowaty Lotaryńczyk. Zachwyca się na darmo, bo wszystkie sprzątnie mu sprzed nosa dorodny Zbyszko z Bogdańca. To my jesteśmy tolerancyjnym, prawdziwie chrześcijańskim narodem – w przeciwieństwie do Niemców, pardon, Krzyżaków. To my jesteśmy pokojowo nastawieni. To nasz wódz jest najlepszym strategiem. Et cetera. Nie szkodzi zatem, że dostajemy ustawicznie łupnia w piłkarskich meczach a nasze filmy budzą entuzjazm głównie naszych krytyków, bo przecież fajność nie przemija.

Srogi, ale szlachetny Jurand ze Spychowa i dzielny Zbyszko z Bogdańca (obaj nasi!) zmagają się więc indywidualnie z wrednymi rycerzami ze Szczytna, zaś mądry Jagiełło i jego wojsko – grupowo z całym zakonem krzyżackim. Pościgi, bitwy, emocje. Tyle Sienkiewicz. Co pozostaje zasługą Forda to rozwiązania wizualne, dziś może nieco trącące myszką, ale nadal imponujące. Naturalnym środowiskiem Krzyżaków są nieprzyjazne zamczyska, surowe białe płaszcze i sterylne czarno-białe namioty. Ilekroć jednak na ekranie pojawią się Polacy, wraz z nimi wkracza feeria barw, złota polska jesień mieni się na drzewach a stroje, choć proste, olśniewają soczystymi kolorami (tu wyraźnie rzucają się w oczy zalety cyfrowej rekonstrukcji).

Za każdym razem wyjątkowo ładnie prezentują się kostiumy Jagienki, niezależnie od tego, czy akurat poluje na niedźwiedzie czy towarzyszy księżnej mazowieckiej. Jedynie Jagiełło ubiera się skromnie, gdyż majestat króla nie potrzebuje przepychu. Nie można też pominąć atrakcyjnej scenografii – efektowny zamek w Malborku czy kasztel Juranda (zbudowany specjalnie na potrzeby filmu) niewątpliwie dodają „Krzyżakom” uroku i świadczą o rozmachu produkcji.

Niestety rozmach to nie wszystko i jeśli ktoś chce, to może sobie na realizację „Krzyżaków” co nieco ponarzekać. Leon Niemczyk jest wyraźnie za stary na rolę kochliwego rycerza Fulko de Lorche. Sporo do życzenia pozostawia montaż. Scena batalistyczna, mimo tego że nakręcono ją z udziałem sporej ilości statystów, pełna jest ujęć, w których ktoś szarpie się przed kamerą. Być może są to zarzuty widza rozpieszczonego przez Ridleya Scotta… Ale tylko być może.

Z drugiej strony – było to ogromne zaskoczenie – w tym poprawnie zrealizowanym filmie pojawia się nagle świetny epizod, w którym tuż przed bitwą obie strony konfliktu odbywają naradę. Dowiadujemy się o taktyce, jaką zamierzają stosować obie armie – w praktyce to właśnie w tych chwilach rozstrzygają się losy starcia. Wielki Mistrz Krzyżacki decyduje się walczyć na czele swych wojsk, Jagiełło zaś, barbarzyńskim zwyczajem, obserwować bitwę ze wzgórza. Te sceny, bardzo dobrze zmontowane, budują ogromny ładunek napięcia, które później znajdzie ujście w scenie bitewnej, niestety już nie tak wybitnej.

Można oczywiście „Krzyżaków” lekceważyć i dezawuować, ale po prawdzie stali się już oni filmem nieco kultowym. Naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie kogoś, kto zagrałby sienkiewiczowskiego Jagiełłę z równą gracją co Emil Karewicz. Inna rzecz, że wystarczy wziąć pod lupę współczesne superprodukcje, by przekonać się, że w polskim kinie mało kto może sobie dzisiaj pozwolić na taki budżet i taki niewzruszony narodowy szowinizm. Niedawna ekranizacja „Ogniem i mieczem” mocno wybieliła książkowy wizerunek Chmielnickiego, by nie zadzierać z Ukraińcami. Nie mam wątpliwości, że nowa wersja „Krzyżaków” musiałaby także dostosować się do standardów politycznej poprawności, a do tego pod względem realizacyjnym prawdopodobnie nie przerosłaby „Wiedźmina”. Piękne sceny batalistyczne pan pisał, panie Sienkiewicz, ale nie na nasze czasy.


Krzyżacy (Aleksander Ford, 1960) a Krzyżacy (Aleksander Ford, 1960)Krzyżacy (Aleksander Ford, 1960) aaa

(Visited 43 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>