Agata Malinowska

Krzyk Mody / Rage (Sally Potter, 2009)

Krzyk Mody / Rage (Sally Potter, 2009)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Główny bohater jest niewidoczny. Najważniejsze wydarzenia dzieją się poza kadrem. Za całą scenografię służy monochromatyczne tło – dzięki niebiosom, że o zmiennym kolorze. Środkami wyrazu są prawie wyłącznie dźwięk i aktorstwo. Cóż to takiego? To „Rage”.

Wiele się wyjaśni, jeśli napiszę, że centralną – choć niewidoczną – postacią jest smarkaty blogger Michaelangelo, który uzbrojony w telefon z kamerą grasuje po prestiżowym domu mody i rozmawia z obecnymi tam ludźmi. Prowadzi podwójną grę, przedstawiając się jako uczeń przygotowujący szkolny projekt. Ekstrawagancki projektant, cyniczna pani krytyk, opiekuńcza krawcowa czy egocentryczny jak żyroskop model-transwestyta – wszyscy oni i wielu innych chętnie pozują do kamery, nawet niewielkiej.

Zaczynając zdanie od „skoro to tylko do szkoły” zdradzają mu swoje sekrety, obawy i pragnienia, niekiedy nawet tajemnice handlowe. Świat mody, oglądany przez maleńkie oko kamery, nie jest piękny. A kiedy – oczywiście gdzieś poza kadrem – ginie jedna z modelek, staje się przerażający.

Postaci, z którymi rozmawia Michaelangelo, reagują na wypadek w różnoraki sposób – od strachu, poprzez ordynarną fascynację („to było nawet inspirujące”) do gorączkowych prób załatania wizerunku marki. O wszystkim mówią mu bez zahamowań (to tylko do szkoły!). Wszystko to ląduje natychmiast w Internecie na stronie o lawinowo rosnącej popularności. Na domiar złego do akcji włączają się (nie wątpcie w to – off stage!) demonstranci protestujący przeciwko niebotycznym zarobkom modelek i projektantów. Agresywni demonstranci.

Cały ten zgiełk jakby nas omija. Słyszymy tylko odgłosy w tle – i coraz bardziej gorączkowe monologi, które we właściwym tempie wzmagają niepokój. Wydaje się, że oko kamery pozostaje jednakowo obiektywne i niewzruszone, ale w miarę rozwoju wypadków okazuje się, że Michaelangelo nie potrafi pozostać obojętnym. Właściwie mógłby jednak ograniczyć się tylko do publikacji swoich materiałów, bo to częściowo one napędzają spiralę wydarzeń prowadzących prosto ku dramatycznemu zakończeniu i czynią go za nie odpowiedzialnym.

Tym, co mnie poruszyło w „Rage”, nie był temat fetyszyzacji mody ani lekki posmak alterglobalizmu czy też potępienie żarłoczności współczesnej kultury zachodniej – chociaż wszystko to można w tym filmie znaleźć. Najbardziej zainteresowało mnie właśnie zagadnienie odpowiedzialności. Odpowiedzialności, której główny bohater, właściwie jeszcze dziecko, nie jest w stanie udźwignąć. Filozofia, zgodnie z którą postępuje Michaelangelo, jest prosta i szlachetna – chce pokazać ludziom prawdę kryjącą się za makijażem i blichtrem. Jedyne, czego jest naprawdę winien, to niewielkie kłamstwo o szkolnym projekcie.

Ostatecznie jednak krew jest również na jego rękach. Wszelkie moralizatorstwo jest zbędne, nie chodzi przecież o odcinanie nastolatkom dostępu do sieci. Chodzi o sprawczą siłę kryjącą się w tym narzędziu i o to, że jest ona tak samo potężna, co trudna do opanowania. Przez każdego, nie tylko przez nastolatka z kamerą w telefonie. Nie jest to odkrycie Ameryki, wiele osób pamięta zaangażowanie, z jakim Internauci udzielili pomocy bloggerom w Iranie. Jak dotąd jednak nie spotkałam się z takim wątkiem w kinie – pełno jest w nim sprytnych hakerów czy nawet całych szajek komputerowych włamywaczy. Ale mało anonimowej masy, czy też jeśli kto woli społeczności, która gotowa jest ruszyć lawiną na wezwanie do akcji. Oczywiście off stage.

Tak, zapewne są to daleko idące wnioski, które sięgają w kosmos poza to, co faktycznie było w tym filmie. Och, i uprzedzam zarzuty – ja też uważam, że Michaelangelo wyleciałby na kopniakach wraz z pierwszą oznaką kłopotów, zamiast nakręcić wszystko do ostatniej kropli krwi. Zgadzam się również, że świat byłby piękniejszym miejscem, gdyby wyjaśniono, o co tak naprawdę chodzi demonstrantom, dodatkowo zaś wycięto co bardziej osobliwe kwestie wypowiadane na zakończenie. „Rage” ma trochę braków, nie przeczę. Ale nie ma ich chyba tylko Jude Law.

Krzyk Mody  Rage (Sally Potter, 2009)  a Krzyk Mody  Rage (Sally Potter, 2009)Krzyk Mody  Rage (Sally Potter, 2009)  aaa

(Visited 15 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>