Mariusz Czernic

Kostucha w czerwonej pelerynie / La Dama rossa uccide sette volte (Emilio Miraglia, 1972)

Kostucha w czerwonej pelerynie / La Dama rossa uccide sette volte (Emilio Miraglia, 1972)
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Nie trzeba długo się domyślać, o co chodzi w tytule tej produkcji. Już w sekwencji inicjującej zostało to jasno wyłożone. Zbudowany w gotyckim stylu zamek kryje w swoim wnętrzu nie tylko sekretne krypty, długie korytarze i nurtujące malowidła, ale i przerażającą legendę, która odżywa w każdym stuleciu. Wiszący na ścianie obraz pobudza wyobraźnię – przedstawia dwie siostry, które nienawidziły się na tyle, że popełniły morderstwo. Opętana nienawiścią Czarna Dama zabiła Czerwoną Damę, po czym ta ostatnia powróciła z zaświatów, by nasycić pragnienie zemsty. Jej ofiarą padło siedem osób, w tym także jej zabójczyni. O tej legendzie pewnie szybko by zapomniano, gdyby nie to, że sto lat później sytuacja się powtórzyła – znowu konflikt dwóch sióstr przerodził się w serię zbrodni. Mieszkańcy zamku żyją więc w strachu, że ponownie dojdzie do makabrycznych wydarzeń.

Elementy nadprzyrodzone służą tu uatrakcyjnieniu fabuły, ale fani giallo zdają sobie sprawę, że morderca nie może być duchem. To musi być człowiek, która ma solidne powody by zabijać. Podejrzanych jest wielu, a ich ilość się zmniejsza wraz ze wzrostem liczby ofiar. W centrum są cztery atrakcyjne blondynki, zgrabne i seksowne jak modelki, ale wewnętrznie skomplikowane jak bohaterki grane często przez wybitne aktorki. Związane z położonym w Bawarii zamkiem Wildenbrück muszą stać się częścią przekazywanej z pokolenia na pokolenie legendy. Ponury żniwiarz pod postacią kobiety w czerwonej pelerynie nawiedza nie tylko ich sny, ale i w rzeczywistości sieje strach i grozę. I to nie tylko na terenie pałacu Wildenbrücków.

Śmierć to rzeczownik rodzaju żeńskiego i Czerwona Dama jest personifikacją Śmierci, ucieleśnieniem najgorszych obaw i koszmarów. Do tego jeszcze ten opętańczy kobiecy śmiech, towarzyszący zbrodni, wskazujący na osobę niezrównoważoną. Myślę, że można tę wyjątkową postać zaliczyć do grona najciekawszych filmowych seryjnych morderców. Dziwne, że w czasach popularności slasherów nie wykorzystano tej postaci ani legendy z nią związanej. Może dlatego, że nie jest to materiał na serię filmową, gdyż Red Queen zabija ze stuletnią przerwą – z tego to może powstać jeden współczesny thriller albo film kostiumowy z czasów Elżbiety Bawarskiej.

Bezdyskusyjną zaletą filmu jest Barbara Bouchet, jedna z najciekawszych osobowości włoskiego kina gatunkowego lat 70. W roli Kitty Wildenbrück jest rewelacyjna, dużo dodaje od siebie, by uczynić tę historię jeszcze bardziej elektryzującą. Przez cały czas sprawia wrażenie kobiety sympatycznej, ale i słabej, pełnej lęków. Tego nie zmienia nawet retrospekcja, z której wynika, że popełniła w przeszłości haniebny czyn. To nie jest typ zabójczyni, ale nawet taką miłą dziewczynę ponoszą czasem nerwy. A osoba, która nie potrafi kontrolować swoich nerwów może niechcący popełnić największe głupstwo w swoim życiu. Obok Barbary Bouchet świetnie sobie poradziły w konwencji giallo inne jasnowłose aktorki: Sybil Danning, Marina Malfatti i Pia Giancaro.

Wyborna jest warstwa wizualna z powracającym jak bumerang kolorem czerwonym. Film oszałamia barokowym przepychem (wspaniałe stroje, bajeczny wystrój wnętrz, jaskrawe kolory) i gotycką architekturą (ponure komnaty pałacu, grobowiec w podziemiach, dzieło malarskie pokazujące ludzkie okrucieństwo). Piękno idealnie kontrastuje z nieodłącznymi elementami thrillera służącymi ukazaniu mrocznej strony życia i niebezpiecznej natury człowieka. Czerwona Dama zabija w wyrafinowany sposób, a scena w której jedna z ofiar jest ciągnięta za samochodem mogła zainspirować Daria Argenta przy tworzeniu Głębokiej czerwieni (1975).

Kontrast między niewinnością i zbrodnią, radością i depresją udało się genialnie uchwycić kompozytorowi odpowiedzialnemu za oprawę muzyczną filmu. Bruno Nicolai, autor soundtracku i dyrygent, stworzył piękny temat przewodni, który świetnie brzmi w różnych konfiguracjach i przetworzeniach. W tej superstylowej kompozycji wyczuwa się bogatą ornamentykę, wyrafinowaną stylizację i dystans do historii sugerujący obecność nadnaturalnych zjawisk. Nicolai to jeden z tych kompozytorów, którzy potrafili dostosować się do każdej konwencji. Niezależnie od tego, czy pracował przy westernie, thrillerze, horrorze czy sensacji zawsze trzymał wysoki poziom. Poza tym, w jego soundtrackach można nie tylko zauważyć klimat konkretnego gatunku, ale i styl kompozytora. Jednak w przeciwieństwie do Morricone rzadko trafiał na świetnych reżyserów, więc nie udało mu się wybić do światowej czołówki.

Emilio Miraglia nie jest zaliczany do mistrzów giallo, w sumie to nakręcił zbyt mało filmów aby uchodzić za mistrza jakiegokolwiek gatunku. Ale Czerwona Dama to bardzo udany kryminał pełen niespodzianek, zwrotów akcji i wabików (sex & przemoc), przy czym erotyka jest bardzo subtelna, a sceny morderstw dosadne lecz bez niepotrzebnej przesady. Genialne jest wprowadzenie – z pomocą dwójki dzieciaków, gotyckiej scenerii, intrygującego malowidła i czarującej muzyki reżyserowi udało się wykreować mistrzowską aurę tajemnicy i grozy. Ale co najbardziej istotne – ten mistrzowski poziom utrzymał się do końca. Historia po prostu wciąga, a napięcie nie spada ani na chwilę. Miraglia stworzył coś pomiędzy horrorem gotyckim Maria Bavy a barokowym, pełnym żywych kolorów stylem Daria Argenta.

Opowieść o trzech spadkobierczyniach z rodu Wildenbrücków dzięki wizualnej i muzycznej oprawie oraz frapującej intrydze dołącza do grona najdoskonalszych, najbardziej gustownych filmów w poetyce giallo. Może i niektórym widzom uda się przewidzieć tożsamość Czerwonej Damy, ale rozwiązanie intrygi jest tak zawiłe, że nie sposób go odgadnąć. Autorzy filmu przygotowali przepyszną kolację z dreszczykiem, podczas której bez słowa sprzeciwu pochłania się każde zaproponowane danie. A na koniec nie odczuwa się niestrawności ani niedosytu – wszystkie krwiste potrawy i czerwone śledzie (red herrings i twist ending) smakują wyśmienicie. A jeśli doda się jeszcze towarzystwo Barbary Bouchet to już nie powinno być żadnych pytań – te 100 minut wydaje się wtedy czasem zbyt krótkim. Elektryzujące kino, jakiego dziś już się nie robi.

La Dama rossa uccide sette volte aa La Dama rossa uccide sette volte aLa Dama rossa uccide sette volte aaa

 

(Visited 21 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>